Skuliłem się na łóżku i schowałem głowę w kolanach. Nagle ktoś wszedł do pokoju... Angie...
- Nivan! Cholera co ty mu zrobiłeś?!- wrzasnęła na mnie.
- Jja... ja nie chciałem...- schowałem twarz w dłoniach.- Poniosło mnie...- mówiłem łamiącym się głosem.- Ja nie chciałem...- poczułem, jak łzy spływają na pościel. Czemu płaczę...? John był... no był moim najlepszym przyjacielem... ale teraz raczej to się zmieni... nie wybaczy mi...? Usłyszałem jak wychodzi z pokoju. Skuliłem się jeszcze bardziej. Wyglądałem bardziej jak kulka, nie człowiek. Złapałem dłońmi stóp. Po chwili ktoś znowu wszedł...
- Nivan...- usłyszałem głos John'a. Spojrzałem na niego, ale zaraz po tym znów się skuliłem. Masował spuchnięty policzek...
- Przepraszam...- wyłkałem.- Nie panuję nad sobą... nigdy nie panowałem...- szeptałem. Wbiłem palce w materac. Łzy przestały już kapać. Chciałbym zauważyć iż w jednej dłoni trzymałem żyletkę, którą w tym momencie odłożyłem. Nagle poczułem jak ktoś zaczyną mnie przewracać z lewa na prawo. John podwinął mi koszulkę, obejrzał ręce, brzuch, plecy, no po prostu wszystko (oprócz tego co skrywam pod bokserkami oszywiście). Westchnął cicho.
- Nie ciąłeś się...
- Przepraszam...- wtuliłem twarz w poduszkę.
(John?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz