piątek, 30 stycznia 2015

Od Mellow CD Benjamina

Opuzniałam odpowiedź. Chwilę pobawiłam się nożką kieliszka.
- Po prostu... - chciałam odgarnąć włosy do tyłu, ale kiedy moja ręka trafiła na nicość, przypomniałam sobie, że przecież mam koka - ...nigdy nie zwykłam... mówić prawdy, i... jest śliczny.
- Czyli kłamiesz - stwierdził gorzko.
- Nie. Po prostu zawsze wszystko krytykowałam, nawet jak mi się podobało, dlatego teraz... ciężko wyrazić jest mi zachwyt - wydusiłam w końcu.
- Jasne - odrzekł patrząc mi w oczy.
- Naprawdę. Kiedy wszystkim gardzisz, w końcu przychodzi taki moment, kiedy nie umiesz już zachowywać się inaczej - powiedziałam cicho, c.holera, to było do mnie zupełnie niepodobne.
- To do ciebie niepodobne - uniósł brew.
- Oh, chwila zapomnienia. Jest piękny, nawet jeśli nie wierzysz. Założyłabym go już teraz, ale nie pasuje mi do bluzki - wydełam już charakterystycznie wargi. Oto prawdziwa ja, nie jakieś tam ckliwe dziewczę. Chłopak odetchnął z ulgą.
- Już myślałem, że ktoś cię podmienił - roześmiał się.
- Bywa. Czasem odzywa się we mnie jakieś miękkie serce. Nie mam siły mówić, że mi się nie podoba, skoro jest inaczej. To... dziwne uczucie - tym razem ja uraczyłam go uśmiechem.
- Doskonale cię rozumiem - rzucił mimochodem, bo kelner przyniósł dania. Z pamięci odgrzebałam wszystkie zasady savoir vivr'u jakie kiedykolwiek przyswoilam. Łyżka tu, widelec, ok, nóżka kieliszka u spodu, ok. Ten kurczak Q... Coś tam, był naprawdę smaczny, chociaż normalnie nie jadam tyle na kolację.
- Wiesz co, dobre te wasze francuskie posiłki - usmiechnelam się wytwornie pamiętając o tym, żeby nie mówić z pełnymi ustami.
- Tsaaa, czasem trzeba spróbować czegoś innego niż ślimaki - uśmiechnął się.
- Uuu i żabie udka - roześmiałam się.
- To głupie, że każdy rozpoznaje dany kraj po jakichś głupich "charakterystycznych" potrawach czy czymś tam innym.
- A co z Austrią? Większość ludzi i tak powie, że kojarzy im się ona z Niemcami, a Wiedeń jest stolicą Niemiec - prychnelam.
- Są i tacy - przytaknal chłopak kończąc danie.
- Hej, teraz będzie mi niezręcznie! - powiedziałam oskarżycielsko wskazując na jego talerz. Zawsze jadłam wolniej od pozostałych, trudniej wtedy przytyć, poza tym nie dostajesz zgagi.
- Spokojnie, dopije wino - roześmiał się Ben. Zjadłam jeszcze kilka kesów i dyskretnie rozpackalam jedzenie tak, żeby wyglądało na małą ilość.
- Ja też już będę kończyć - odparłam odkładając sztućce równolegle do siebie. Sięgając po kieliszek odezwałam się:
- Hmm, toast się pije na początku, ale może dopijemy ta reszktę? - zaproponowałam zalotnie.


< Beeeen? Mi też się nic nie ce ;c ps. To opowiadanie napisalam we wtorek i kuuuu.wa nie wysłalo mi się z telefonu nooooo >.<

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz