Zatrzymałem Sandro Boy'a. Szybko zawróciłem. Zatrzymałem ogiera i z niego zsiadłem. Chloe na szczęście upadła tuż na trawie, która była na całe szczęście dalej od kamieni. Pomogłem jej wstać, po czym podszedłem do Imprezy. Klacz nerwowo się wierciła. Delikatnie złapałem jej kończynę.
- Chloe rozsuń trochę kamienie. - powiedziałem.
Dziewczyna zrobiła to o co prosiłem. Wyciągnąłem klaczy kończynę i szybkim ruchem złapałem za wodzę. Chloe wstała i złapała za wodzę.
- Dobra wracajmy stąd. - powiedziałem.
- Racja. - odparła.
Podbiegłem do Sandro Boy'a i wskoczyłem na jego grzbiet.
Chloe?
piątek, 2 stycznia 2015
Od Chloe - C.D Aaron'a
-Tak, jasne. – Że też o tym wcześniej nie mogłam pomyśleć. Postanowiłam dosiąść konia, z którym już byłam zapoznana. Klacz czekała na mnie w boksie. Szybko ją wyczyściłam i z pomocą chłopaka sprawnie nałożyliśmy sprzęt jeździecki na wierzchowca. Wzięłam toczek i wskoczyłam na Imprezę. Razem z chłopakiem ruszyliśmy w teren.
-Chcesz spróbować na trochę trudniejszej ścieżce? Wydaje mi się, że dobrze sobie radzisz. – Poklepałam konia po grzbiecie i przełknęłam ślinę.
-Raz się żyje. – Uśmiechnęłam się i dodałam łydki, aby przejść do szybszego stępa.
-Mam nadzieję, że to znaczyło tak. – Zaśmiał się. – No to w drogę! – Po minucie byliśmy oddaleni od stajni. Pędziliśmy galopem w kierunku, w którym jeszcze nie miałam okazji być.
Mijając kolejne drzewa i czując wiatr we włosach pozwoliłam się odprężyć, nadal panując nad stworzeniem, które miało mnie na grzbiecie. Nagle ścieżka zrobiła się nieprzyjemna, na każdym kroku stawaliśmy na ostrych kamieniach. W najgorszym momencie koń postawił kończynę w dziurę, przez co straciliśmy równowagę. Krzyknęłam i spadłam z konia.
<Aaron?>
-Chcesz spróbować na trochę trudniejszej ścieżce? Wydaje mi się, że dobrze sobie radzisz. – Poklepałam konia po grzbiecie i przełknęłam ślinę.
-Raz się żyje. – Uśmiechnęłam się i dodałam łydki, aby przejść do szybszego stępa.
-Mam nadzieję, że to znaczyło tak. – Zaśmiał się. – No to w drogę! – Po minucie byliśmy oddaleni od stajni. Pędziliśmy galopem w kierunku, w którym jeszcze nie miałam okazji być.
Mijając kolejne drzewa i czując wiatr we włosach pozwoliłam się odprężyć, nadal panując nad stworzeniem, które miało mnie na grzbiecie. Nagle ścieżka zrobiła się nieprzyjemna, na każdym kroku stawaliśmy na ostrych kamieniach. W najgorszym momencie koń postawił kończynę w dziurę, przez co straciliśmy równowagę. Krzyknęłam i spadłam z konia.
<Aaron?>
Od Alaski C.D. Matt'a
-No okay.-Powiedziałam.
-To za dziesięć minut przy bramie.-Powiedział, a ja poszłam do pokoju. Założyłam strój bikini, ale tak pewnie nie zdejmę koszulki i spodenek. Wzięłam ręcznik i zeszłam na dół. Poszliśmy do stajni z Matt'e,. Założyłam Aniołowi ogłowie i wdrapałam się na niego. Ruszyliśmy ścieżką w stronę plaży, na której byliśmy po dwudziestu minutach. Puściłam wałacha wolno i rozłożyłam ręcznik na piasku.
-Rozbieraj się mała i do wody.-Powiedział, no cóż raz się żyje. Zdjęłam koszulkę i spodenki. Odsłaniając brzoskwiniowe bikini i moje blizny.
Matt
-To za dziesięć minut przy bramie.-Powiedział, a ja poszłam do pokoju. Założyłam strój bikini, ale tak pewnie nie zdejmę koszulki i spodenek. Wzięłam ręcznik i zeszłam na dół. Poszliśmy do stajni z Matt'e,. Założyłam Aniołowi ogłowie i wdrapałam się na niego. Ruszyliśmy ścieżką w stronę plaży, na której byliśmy po dwudziestu minutach. Puściłam wałacha wolno i rozłożyłam ręcznik na piasku.
-Rozbieraj się mała i do wody.-Powiedział, no cóż raz się żyje. Zdjęłam koszulkę i spodenki. Odsłaniając brzoskwiniowe bikini i moje blizny.
Matt
Od Chloe - C.D Kimberly
Po dojściu do pokoju rzuciłam się na łóżko, gdy humor znacznie mi się poprawił po rozmowie z Aaron’em. Chwyciłam za telefon. Dwa nieodebrane połączenia od: Kimberly. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać, w sumie, nie wiem, czemu mnie tak potraktowała. Powiedziałam, lub zrobiłam coś nie tak? Nie chciałam na noc zająć głowy myślami, więc tylko przygotowałam się do snu i poszłam spać.
*
Następnego dnia, wychodząc ze stołówki, poczułam czyjąś dłonią na moim ramieniu. Wzdrygnęłam się.
-Zaczekaj. – Usłyszałam głos znajomej dziewczyny. Niepewnie się odwróciłam, nic nie mówiąc. Udawałam obojętną, ale po tylu latach znajomości, wiedziałam, że Kim nie da się na to nabrać.
-Nie złapałam Ciebie wczoraj. – Powiedziała, odgarniając włosy za ucho. Wzruszyłam ramionami i czekałam na dalsze słowa, które miały dopiero paść z ust dziewczyny.
<Kimberly?>
*
Następnego dnia, wychodząc ze stołówki, poczułam czyjąś dłonią na moim ramieniu. Wzdrygnęłam się.
-Zaczekaj. – Usłyszałam głos znajomej dziewczyny. Niepewnie się odwróciłam, nic nie mówiąc. Udawałam obojętną, ale po tylu latach znajomości, wiedziałam, że Kim nie da się na to nabrać.
-Nie złapałam Ciebie wczoraj. – Powiedziała, odgarniając włosy za ucho. Wzruszyłam ramionami i czekałam na dalsze słowa, które miały dopiero paść z ust dziewczyny.
<Kimberly?>
Od Matta- C. D. Alaski
-Chyba już nie ma praw rodzicielskich?- zapytałem zalewając kawę - No, więc właśnie,skąd on miałby się dowiedzieć, gdzie jesteś?
Alaska kiwnęła głową,ale chyba nadal jej nie przekonałem. Westchnąłem biorąc kubek do ręki. Mój telefon za wibrował na łóżku. Odłożyłem wrzątek i podbiegłem do łóżka. Kiedy tylko przeczytałem kto dzwoni, od razu serce podskoczyło mi do gardła. Przelotnie spojrzałem na Al, która wpatrywała się we wzory na dywanie.
Odbierz, zrób to.
Już miałem kliknąć odbierz, kiedy połączenie dobiegło końca. Odetchnąłem z ulgą,że nie musiałem z nią rozmawiać.
-Laska... - zacząłem podchodząc do wieszaka- Nie wiem jak ty,ale ja nie chcę tracić tak ładnego dnia. Jak nie chcesz siedzieć tutaj sama to ruszał tyłek idziemy na plażę.
<Alaska?>
Alaska kiwnęła głową,ale chyba nadal jej nie przekonałem. Westchnąłem biorąc kubek do ręki. Mój telefon za wibrował na łóżku. Odłożyłem wrzątek i podbiegłem do łóżka. Kiedy tylko przeczytałem kto dzwoni, od razu serce podskoczyło mi do gardła. Przelotnie spojrzałem na Al, która wpatrywała się we wzory na dywanie.
Odbierz, zrób to.
Już miałem kliknąć odbierz, kiedy połączenie dobiegło końca. Odetchnąłem z ulgą,że nie musiałem z nią rozmawiać.
-Laska... - zacząłem podchodząc do wieszaka- Nie wiem jak ty,ale ja nie chcę tracić tak ładnego dnia. Jak nie chcesz siedzieć tutaj sama to ruszał tyłek idziemy na plażę.
<Alaska?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)