poniedziałek, 9 lutego 2015

Od Alexandra CD Leny

Dziewczyna uśmiechnęła się i przytuliła do mnie. Szliśmy tak do samej akademii. Gdy już mieliśmy wchodzić, pocałowałem ją. Nie wiedziałem, jak jej to powiedzieć... Poszliśmy do jej pokoju. Posiedzieliśmy chwilę. Gdy miałem wychodzić, zmusiłem się:
- kocham cię od pierwszego naszego spotkania - powiedziałem i popatrzyłem na jej reakcję. Może nie powinienem mówić tego już teraz?

< Lena?>

Od Melloow CD Benjamina

- Ja ciebie... ja ciebie też kocham - wyjęczałam mu do ucha. Popchnęłam chłopaka na plecy i przez sekundę mu się przyglądałam, po czym położyłam się obok niego. Leżelismy obok siebie. W pewnej chwili odwróciłam twarz w stronę Benjamina, więc chłopak zrobił to samo. Chciał mnie pocałować, ale odwróciłam szybko głowę i trafił w moje ucho.
- Czemu mi to robisz? - zapytał z uśmiechem i ujął moją twarz w dwa palce, po czym skierował ją w swoją stronę. Ponowił próbę, ale ja ze złośliwym uśmieszkiem znowu się odwróciłam.
- Oj Mell... - wyjęczał i przewrócił się na bok. Leżałam chwilę do niego plecami, po czym poczułam, jak delikatnie obejmuje mnie pod brzuch. Przytrzymałam tam jego ręce. Przymknęłam oczy. Było mi tu tak wygodnie... Nagle poczułam jak Ben wsuwa rękę pod mój sweter. Czułam jego dłoń na brzuchu. Odwróciłam się gwałtownie i popatrzyłam mu z irytacja głęboko w oczy. Chyba nie wyczytał jej z moich oczu, bo ewidentnie usiłował mnie pocałować. Przyłożyłam mu palec do ust i pokręciłam przecząco głową. Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony. ,,O co chodzi?" - pytały bezgłośnie jego oczy.
W pewnej chwili po prostu zaczął mnie łaskotać. Nie potrafiłam się opanować i parsknęłam śmiechem. Po chwili zaczęłam piszczeć i wić się po łóżku.
- Zostaw mnie, mam łaskotki! - krzyknęłam na Benjamina, ale chłopak uśmiechnął się tylko złośliwie i dalej mnie gilgotał.
- Okejj noo zostaw! - piszczałam, a chłopak złapał mnie za nadgarski i przyciągnął, tak, że stykalismy się nosami. Zamiast mnie jednak pocałować, chłopak wsunął mi rękę pod sweter, na plecy i mocno mnie przytulił, a ja popatrzyłam mu w oczy.
I w chwili, kiedy wbrew mojej woli usiłował mi rozpiać stanik weszli... jego kochani koledzy. Przez chwilę panowała cisza, która nie zagrosciła jednak na długo. Chłopak wyjął rękę, a ja opadłam ciężko na łóżko zasłaniając twarz wierzchem dłoni. Westchnęłam.
- Darujcie sobie - zbył ich poirytowany Benjamin ręką.
- Chłopie, to ty nie wiesz, że drzwi się zamyka? - zarechotał jeden z nich, najwyższy.
- Zabraliście klucz - warknał, ale oni się nim nie przejęli.
- To ta sama laska co była tu wcześniej, nie? - zaczęli szturchać się łokciami, a ja zamknęłam oczy.

< Ben? No jaki ból dupy no :c>

Od Aaron'a - C.D Chloe

Spojrzałem na dziewczynę. 
- Ale ja już nie wiem co Ci mam o sobie powiedzieć. - westchnąłem.
Ona cicho westchnęła. Pokiwała tylko głową i oparła się wygodnie o oparcie krzesła. Siedzieliśmy w niezręcznej ciszy. Nie wiedziałem co robić, co mówić. Zabrakło tematów. Ugh... 
- Może pojedziemy do miasta? - zaproponowałem.
- A po co? 
- Nie wiem, na jakąś impreze?

<Chloe?>

niedziela, 8 lutego 2015

Od Benjamin'a-c.d Mellow

Spojrzałem się na Mellow z uśmiechem. Podjechałem pod stajnię a potem wysiadłem i tradycyjnie otworzyłem drzwi Mellow. Dziewczyna od razu podeszła do bagażnika i otworzyła go. Wzięła swój sprzęt po czym poszła do siodlarni. Ja wziąłem siodło i ogłowię po czym zamknąłem bagażnik a potem samochód. Odniosłem sprzęt do siodlarni gdzie spotkałem Mell. Objąłem ją, Mellow uniosła głowę i spojrzała się na mnie tymi pięknymi oczkami.
-Od jutro bierzemy się za treningi, kochanie.
Wyszeptałem a potem dla zabawy połaskotałem Mell. Dziewczyna zaczęła się śmiać i wyrywać, po chwili do siodlarni wpadł stajenny.
-Siodlarnia i stajnia nie są od wygłupiania się ! Marsz do akademii !
Przewróciłem oczyma a potem objąłem Mellow i razem wyszliśmy ze stajni.
-Następnym razem niech pan nie krzyczy.
Rzuciłem do mężczyzny z lekkim zakłopotaniem. Razem z Mell poszliśmy do mojego pokoju. Dziewczyna zdjęła kurtkę i oddała mi ją. Kiedy ją odwiesiłem i odwróciłem się do Mellow ona zawiesiła mi ręce na szyję. W tej chwili złapałem ją pod kolanami i podniosłem. Mell zaśmiała się a ja pochyliłem się tak, że jej włosy prawie dotykały podłogi. Zacząłem całować ją po szyi a kiedy Mellow podciągnęła się pocałowałem ją w usta. Szedłem tyłem aż poczułem ramę łóżka. Usiadłem na nim a mell teraz siedziała na mnie i patrzyła mi się w oczy.
-Kocham cię.
Powiedziałem ujmując jej dłonie.

(Mellow ?)

Od Melloow CD Benjamina

- Bo widzisz... pas mam, z tym, że przydałby się taki czaprak i gąbka... i jakiś wytok, żeby nie brykał.
- Cały sklep twój! - roześmiał się chłopak. Odpowiedziałam zalotnym uśmiechem i wskazałam na czapraki.
- Wolisz miętowy czy cyjankowy?
- Faceci nie odróżniają połowy kolorów widzianych przez kobiety, wybierz który chcesz - uniósł ręce w geście poddania się.
- Więc miętowy - zarządziłam i wzięłam cudny miętowy czapraczek do woltyżerki ze srebrna lamowką. Do tego ta biała gąbka, miałam tylko czarną. I biały wytok. Nie wyszło nawet tak drogo, jak się spodziewałam, ale rodzice i tak nie daliby mi kasy... co nie znaczy, że to mały prezencik.
- Najtaniej to to nie wyszło - mruknęłam cicho.
- Nie wspominaj nic o kosztach. To prezent, zapamiętaj - przytulił mnie krótko chłopak.
- No dobrze, ale resztę kupię sama - uśmiechnęłam się i poszłam szukać wkładek do ochraniaczy, ostatnio kupiłam sobie takie wymienne białe ochraniacze, do których można dokupywać kolorowe wkłady. Znalazłam odpowiadający mi kolor zieleni oraz różu, a potem poszłam w stronę nausznikow. Wybrałam idealnie pasujące, srebrno miętowe. Wiedziałam, że się przydadzą, bo Espadę często rozpraszały różne rzeczy. Potem naciągnęłam się jeszcze na białe buty-baletki do woltyżerki, a strój miałam zamiar dobrać kiedy indziej. W końcu stanęliśmy przy kasie. Byliśmy obładowani jak ruski czołg Ben - siodło, ogłowie, dwie pary ochraniaczy + mój czaprak, ja - wkłady, nauszniki, buty i gąbkę. No cóż, to były udane zakupy.
Zapakowaliśmy wszystko do samochodu, a potem pojechaliśmy do tej samej restauracji co wczoraj.
- Wiesz, to może ja zamówię coś tańszego, i bez gadania - powiedziałam dobitnie i wzięłam francuską sałatkę. Ben zamówił to, co kiedyś.
- To się da jeść - uśmiechnęłam się do chłopaka. Ostatnio chyba za często się szczerzyłam, hm...
- Stołówkowe żarcie jest trochę... śmieciowe? - zaśmiał się.
- Zdecydowanie tak. Nie wiesz jak szybko mogę przytyć... - zaczęłam narzekać.
- Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić... - uniósł brew.
- To właśnie potrzebowałam usłyszeć - zaśmiałam się krótko. Zaraz potem skończyliśmy jeść, a Ben zapłacił za dania. Farciara jestem, że na takiego chłopaka trafiłam. Zarzuciłam na ramiona jego kurtkę. Ładnie pachniała, tak cytrusowo, ale męsko zarazem. I była naprawdę ciepła. Nie to co te moje damskie płaszczyki od siedmiu boleści. Wyszliśmy z restauracji objęci ramionami.
- Jesteś taki kochany - rzuciłam, gdy jechaliśmy samochodem.

<Beń, kochasiu? :* >