W sekundę zmiękłem. Ivy spuściła głowę, ale i tak widziałem jak łzy skapują na jej spodnie. Usiadłem obok niej i westchnąłem, przejeżdżając sobie otwartą dłonią po twarzy.
- Wybacz... Nie powinienem naciskać... Ale po prostu nie lubię jak mnie się okłamuje- podrapałem się nerwowo w tył głowy- Nie wiem co może ci choć na chwilę poprawić humor, ale możemy się przejechać. Przynajmniej u mnie to tak działa, że na chwile zapominam o wszystkich kłopotach...- powoli przeniosłem wzrok na dziewczynę.
<Ivy?>
czwartek, 21 stycznia 2016
wtorek, 19 stycznia 2016
Od Ivy cd Steven
Siedziałam na sofie z nogami przyciągniętymi do klatki piersiowej. Płakałam.
-Naprawdę cię to obchodzi? -mruknęłam. Nie patrzyłam mu w oczy. Spuściłam wzrok na podłogę. -Tak -powiem mu. Może zostawi mnie samą.
-M-mój… mój d-dziadek -głos mi się łamał. Tak ciężko było mi to powiedzieć. -On… o-on nie żyje -łzy spływały po moich policzkach. To tak choIernie boli. Muszę zapalić. To mnie przerasta. Najgorsza jest świadomość tego, że już go nigdy nie zobaczę. Nigdy więcej nie zamienię z nim słowa. Nigdy więcej nie wybierzemy się na wspólną przejażdżkę. Nigdy więcej nie powiem mu jak bardzo go kocham. Nie miałam nawet okazji podziękować mu za to wszystko co dla mnie zrobił…
<Powiedziała ;-; Stev?>
-Naprawdę cię to obchodzi? -mruknęłam. Nie patrzyłam mu w oczy. Spuściłam wzrok na podłogę. -Tak -powiem mu. Może zostawi mnie samą.
-M-mój… mój d-dziadek -głos mi się łamał. Tak ciężko było mi to powiedzieć. -On… o-on nie żyje -łzy spływały po moich policzkach. To tak choIernie boli. Muszę zapalić. To mnie przerasta. Najgorsza jest świadomość tego, że już go nigdy nie zobaczę. Nigdy więcej nie zamienię z nim słowa. Nigdy więcej nie wybierzemy się na wspólną przejażdżkę. Nigdy więcej nie powiem mu jak bardzo go kocham. Nie miałam nawet okazji podziękować mu za to wszystko co dla mnie zrobił…
<Powiedziała ;-; Stev?>
Od Steven'a CD Ivy
Zastanowiłem się przez chwilę patrząc na Ivy.
- Nie kłam. Widzę to- spojrzałem na nią poważnie jak nigdy wcześniej.
- C-co? Nie kłamię- zdobyła się na uśmiech, chyba trochę przestraszona.
Wstałem sztywny, opierając się rękami o blat i piorunując ją wzrokiem.
- Do salonu. Marsz- podszedłem łapiąc ją za nadgarstek i ciągnąc w stronę salonu.
Posłusznie szła za mną, ale to chyba bardziej ze strachu. Posadziłem ją na kanapie i stanąłem nad nią z założonymi rekami.
- A teraz mów, co się stało- zmrużyłem trochę oczy, patrząc na nią.
<Ivy? mów, albo pożałujesz>
- Nie kłam. Widzę to- spojrzałem na nią poważnie jak nigdy wcześniej.
- C-co? Nie kłamię- zdobyła się na uśmiech, chyba trochę przestraszona.
Wstałem sztywny, opierając się rękami o blat i piorunując ją wzrokiem.
- Do salonu. Marsz- podszedłem łapiąc ją za nadgarstek i ciągnąc w stronę salonu.
Posłusznie szła za mną, ale to chyba bardziej ze strachu. Posadziłem ją na kanapie i stanąłem nad nią z założonymi rekami.
- A teraz mów, co się stało- zmrużyłem trochę oczy, patrząc na nią.
<Ivy? mów, albo pożałujesz>
Od Ivy cd Steven
Teraz moja kolej na dłuższą analizę faktów. Z tego co zrozumiałam to chyba się zgodził.
-Poważnie czy tylko sobie żartujesz? -podniosłam jedną brew do góry.
-Poważnie -kiedy podniósł głowę do góry zauważyłam, że jest brudny na nosie.
-Masz sos na twarzy -dotknęłam swojego noska. Wytarł plamkę dłonią i wrócił do jedzenia.
-Ivy? -usłyszałam dobrze znany mi głos szkolnej psycholog. Zerknęłam na nią. Była smutna. Widać było, że niesie ze sobą złe wieści. -Musimy… Musimy porozmawiać. Zapraszam cię do mnie -spojrzałam na Stevena.
-Zaraz wracam -westchnęłam. Ruszyłam za kobietą do jej gabinetu.
Siedziałam na 'moim' krześle. Dlaczego moim? Spędziłam na nim najwięcej czasu.
-Mam bardzo przykrą wiadomość -usiadła przed biurkiem. Przetarła twarz dłońmi. Po mojej głowie przeszły najgorsze scenariusze. ChoIernie się bałam. -Ivy twój dziadek nie żyje -przez chwilę siedziałam i myślałam nad tym co powiedziała. To nie może być prawda. Ona sobie tylko ze mnie żartuje… -Nie jesteśmy w stanie dowieźć cię na pogrzeb -wstała i przytuliła mnie. Ja jednak wyrwałam się z jej uścisku. Wybiegłam z gabinetu. Chciałam zamknąć się w pokoju i nie wychodzić z niego przez najbliższy… całe życie. Najbliższa mojemu sercu osoba odeszła. Już nigdy go nie zobaczę. Wbiegłam na stołówkę.
-Ej Ivy! Wszystko ok? -Steven…
-Tak. Wszystko dobrze -skłamałam. Znamy się od dwóch dni. Nie będę go obarczała moimi problemami.
<Steven?>
-Poważnie czy tylko sobie żartujesz? -podniosłam jedną brew do góry.
-Poważnie -kiedy podniósł głowę do góry zauważyłam, że jest brudny na nosie.
-Masz sos na twarzy -dotknęłam swojego noska. Wytarł plamkę dłonią i wrócił do jedzenia.
-Ivy? -usłyszałam dobrze znany mi głos szkolnej psycholog. Zerknęłam na nią. Była smutna. Widać było, że niesie ze sobą złe wieści. -Musimy… Musimy porozmawiać. Zapraszam cię do mnie -spojrzałam na Stevena.
-Zaraz wracam -westchnęłam. Ruszyłam za kobietą do jej gabinetu.
Siedziałam na 'moim' krześle. Dlaczego moim? Spędziłam na nim najwięcej czasu.
-Mam bardzo przykrą wiadomość -usiadła przed biurkiem. Przetarła twarz dłońmi. Po mojej głowie przeszły najgorsze scenariusze. ChoIernie się bałam. -Ivy twój dziadek nie żyje -przez chwilę siedziałam i myślałam nad tym co powiedziała. To nie może być prawda. Ona sobie tylko ze mnie żartuje… -Nie jesteśmy w stanie dowieźć cię na pogrzeb -wstała i przytuliła mnie. Ja jednak wyrwałam się z jej uścisku. Wybiegłam z gabinetu. Chciałam zamknąć się w pokoju i nie wychodzić z niego przez najbliższy… całe życie. Najbliższa mojemu sercu osoba odeszła. Już nigdy go nie zobaczę. Wbiegłam na stołówkę.
-Ej Ivy! Wszystko ok? -Steven…
-Tak. Wszystko dobrze -skłamałam. Znamy się od dwóch dni. Nie będę go obarczała moimi problemami.
<Steven?>
poniedziałek, 18 stycznia 2016
Od Steven'a CD Ivy
Zmrużyłem oczy. Jeszcze raz, powoli powtórzyłem sobie w myślach jej pytanie. Gapiłem się przez chwilę w jakąś przestrzeń jakbym szukał czarnej dziury. Ivy zaś trwała w niepewności. Pięć minut później przeniosłem wzrok na dziewczynę.
- Jasne!- odparłem tak nagle, że aż ta podskoczyła na krześle.
Zaśmiałem się i zacząłem jeść obiad. Ivy zaś siedziała z lekko rozchylonymi ustami.
- Jedz jedz, bo ci wystygnie, a tobie się przyda. Chudzielcu- uśmiechnąłem mając makaron w ustach gdyż dzisiaj na obiad było jedno z moich ulubionych dań, a mianowicie spaghetti.
<Ivy?>
- Jasne!- odparłem tak nagle, że aż ta podskoczyła na krześle.
Zaśmiałem się i zacząłem jeść obiad. Ivy zaś siedziała z lekko rozchylonymi ustami.
- Jedz jedz, bo ci wystygnie, a tobie się przyda. Chudzielcu- uśmiechnąłem mając makaron w ustach gdyż dzisiaj na obiad było jedno z moich ulubionych dań, a mianowicie spaghetti.
<Ivy?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)