Szłam do pokoju się rozpakować.Popatrzałam było pusto spojrzałam na plan i powiedziałam sama do siebie:
-Pięknie lekcja konna już się zaczeła!
Poszłam szybko do Shanti i osiodłałam ją pojechałam szybko na lekcje i nagle pani Chenery powiedziała
T-Spóźniona o 5 minut...Powiedziała to spokojnym głosem.
M-Bardzo przepraszam! jestem nowa i.Nagle przerwała mi wypowiedź pani trener
T-Spokojnie nie musisz się tłumaczyć
Powiedziała abym pokazała na torze co potrafi Shanti pobiegłyśmy i powiedziała że bardzo dobry wynik.
Godzina po:
Weszłam do pokoju cicho było i nagle!
wpadłam na Kate
-oj przepraszam!
<Kate?>
środa, 25 lutego 2015
wtorek, 24 lutego 2015
Witamy Mirandę Farnę i jej wierzchowca Shanti!
Imię: Miranda
Pseudo: Mira
Nazwisko: Farna
Wiek: 18 lat
Głos: Ewa Farna
Charakter: Miła,mądra,wirtuoz,spokojna,cierpliwa,sprawiedliwa.
Aparycja: 170 cm, jej styl to normalny.
Hobby: Jazda konna, śpiew.
Partner/ka: -
Rodzina: Maria - matka,Arnold - ojciec
Ciekawostki: Mira jest dosyć szalona więc uważaj co mówisz bo nie wiadomo jak zareaguje.
Historia: Urodziła się w nowym jorku lecz jest polką wyprowadzili się do polki gdy miała 13 lat.Miranda kocha swojego Konia dla tego chciała się zapisać na kursy jazdy konnej.
Znalazła akademie od razu chciała dołączyć i co młoda nastoletnia Mira dołączyła.
Koń: Shanti
Pupil: nie ma
Pokój nr: 5
Login: kwawa mery
Dodatkowe zdjęcia:
Imię: Shanti
Płeć: klacz
Wiek: 5 lat
Rasa: koń czystej krwi arabskiej
Budowa: Shanti ma piękną karą grzywę,wysoko ogon ma uniesiony i prze śliczną maść kasztanowatą!
Usposobienie: Miła,łagodna,szybka,głośna,szybka.
Specjalizacja: wyścigi
Inne: wygrała mistrzostwa w Ameryce.
Nr. boksu: 41
Właściciel: Miranda Farna
Opka od Mellow i Benjamina Cz. III
Od Mellow-c.d Benjamin'a
- Wiesz, że nie będzie to zbyt estetyczne w stosunku do twojej rodziny? - zapytałam poważnie.
- Ja cię potrzebuję, ja... - mówił gorączkowo, ale przerwałam mu kładąc palec na ustach.
- Cicho - rozkazałam, ale on dopowiedział cicho:
- Proszę... - miał tak rozpaczliwie żałosny wyraz twarzy, że nie wytrzymałam. Popatrzyłam mu w oczy.
- Twoja rodzna będzie patrzeć na mnie spode łba, szeptać na nasz temat, a twoje kuzynostwo mimo żałoby będzie się do ciebie szczerzyć, chichotać i pytać kiedy ślub. Ty... Jesteś na to gotowy? - zapytałam z powagą na twarzy.
- Nie przejmuj się rodziną, do diaska! Nie zwracam na nich uwagi! - prawie krzyczał.
- Jesteś na pewno pewien? Na sto procent? - nadal patrzyłam mu w oczy.
- Tak, choler.a, tak jestem pewien! - przytulił mnie mocno, tak, że prawie mnie udusił.
- To... Pojadę z tobą - pogładziłam go po policzku wierzchem dłoni.
- Dziękuję - powiedział i pocałował mnie lekko. Wstałam.
- Muszę iść do Espady i Lili, a potem powiedzieć koniuszemu że mnie nie będzie... I poprosić trenekę żeby zerkała na ogiera i ćwiczyła z Lilą... I co z Aure? - przygryzłam wargę.
- Psy zabierzemy... O ile twoja suka wysiedzi podróż.
- Z tym nie ma sprawy, jest ułożona. A co na to twoi rodzice? - prawie ugryzłam się w język. - Znaczy, wujkowie?
- Nie pytałem ich o zgodę. Stać mnie na podróż dla obojga i zwierzaków.
- W takim razie... Okej. A, i jeszcze coś - przypomniało mi się kiedy otwierałam drzwi. Chłopak uniósł brwi.
- Wątpię, czy będziemy się mogli tam tak... całować i... hmm, dotykać - mruknełam, a chłopak westchnął, odchylił głowę i szepnął:
- Trudno... - i wyszłam. Pobiegłam do stajni posmarować Espadzie nogę. Potem zadzwoniłam do weta, poinformowałam koniuszego odnośnie opieki nad moimi końmi i poszłam do recepcji się chwilowo wymeldować. Potem zadzwoniłam do ojca.
- Jeśli przyszłoby do głowy wam mnie odwiedzać, w co wątpię, to mnie nie ma.
- Co? - usłyszałam zmęczony głos ojca.
- Jadę do Francji z poznanym chłopakiem - powiedziałam szybko i dopiero wtedy dotarło do mnie jak to kretynsko zabrzmiało.
- Co?! Oszalałas?! Co ty sobie... - nie dokończył ojciec bo się rozłączyłam. Nie mam zamiaru się mu spowiadać...
Potem ruszyłam do pokoju i ciężko spadłam na łóżko. Tyle się ostatnio działo... Nie ogarniam tego wszystkiego. Ociężale podnosiłam rzeczy i wpychałam je do walizki. Czy to na pewno był dobry pomysł? To rodzinna żałoba... Ale z drugiej strony Benjamin się sam nie da rady pozbierać... Wiele myśli ganiało mi po głowie. W końcu nie wytrzymałam, i tak jak stałam, pobiegłam do stajni. Błyskawicznie osiodłalam Somalię.
- Dobry kucyk... Pojedziemy w teren, okej? - szeptałam do niej. W końcu wsiadłam i pojechałam przed siebie w las.
<Ben? >
Od Benjamin'a-c.d Mellow
Dziewczyna wyszła z pokoju a ja położyłem się. Z półki szafki wziąłem laptopa. Ledwo co włączyłem facebooka naskoczyli na mnie znajomi z Francji. Na poczatek wiadomosci typu "współczuję/moje kondolencję" a potem kiedy przyjade, na ile, czy sie spotkamy itp. Poirytowany nawet nie odpisałem, wyłączyłem facebook'a i odłożyłem laptopa. Nie miałem co ze sobą zrobić, dopiero po chwili połapałem się, że nie zarezerwowałem biletów. Podniosłem się w stronę laptopa i szybko poszukałem tanich ale nie mogłem tracić czasu. Zarezerwowałem lot na piątek, zaznaczyłem że bierzemy psy i takie tam. Po załatwieniu wszystkiego wyłączyłem laptopa. Wstałem z łóżka po czym ubrałem dresy i jakąś starą bluze. Wziąłem telefon i słuchawki po czym poszedłem po Ache. Pies na mój widok zaszczekał, otworzyłem kojec po czym założyłem mu obrożę i przypiąłem smycz. Zamknąłem kojec a potem razem z Ache poszedłem w stronę lasu. Po chwili pomyślałem, że przydałoby się pobiegać. No to wziąłem się za to. Włączyłem muzykę i cmoknąłem . Ache zatrzymał się i przekrzywił głowę, odpiąłem mu smycz a ten wyrwał w śnieg.
-Ache !
Pies wybiegł z krzaków i podbiegł do mnie. Teraz biegał metr może dwa ode mnie.
~*~
Do akademi wróciłem na kolację, Ache wziąłem do pokoju. Nalałem mu wody i nasypałem karmę. Pogłaskałem go po czym poszedłem na kolację. Wziąłem zapiekankę i ciepłą herbatę po czym usiadłem przy stoliku który stał w kącie.
-Sam siedzisz ?
Skinąłem głową nie podnosząc wzroku. Jednak kiedy osoba usiadła podniosłem głowę z uśmiechem na twarzy. Przede mną siedziała Mellow. Uśmiechnęła się do mnie jak to zwykła mieć odkąd jesteśmy razem.
-Zarezerwowałem bilety na piątek.
Rzuciłem a Mell podniosła brew. Upiłem łyk herbaty ale postanowiłem ją zostawić. Imbirowa z cytryną, od dzisiaj gardzę herbatą ze stołówki. Odsunąłem kubek.
-To...dobrze.
-Masz wątpliwości.
Nawet nie musiałem patrzeć się w jej oczy żeby to zauważyć. Dziewczyna drgnęła po czym przesiadła się obok mnie. Ujęła moją dłoń, spojrzałem się na nią. Kąciki jej ust lekko się uniosły.
-T-tak.
Westchnąłem, ale uśmiechnąłem się do niej szczerze.
-Mellow. Kocham cię i nie skrzywdzę cię. Obiecuję.
Ująłem jej dłoń u musnąłem ją.
~*~
Po kolacji poszedłem z Mellow do mnie. Ache na jej widok zaczął szczekać. Kiedy dziewczyna schyliła się żeby go pogłaskać ten położył się na plecach. Zaśmiałem się tak samo Mellow. Ledwo co się wyprostowała obróciłem ją i wpiłem się w jej usta. Po chwili ją podniosłem.
http://37.media.tumblr.com/ae014cc58ea3a6927324969b5e52d467/tumblr_n20z7aPc9k1s9v3hho1_250.gif
-Jesteś pierwszą dziewczyną którą tak bardzo pokochałem.
Wymamrotałem między pocałunkami. Mell odsunęła głowę i uśmiechnęła się. Przeczesała mi włosy po czym sama odgarnęła niektóre kosmyki które opadły jej na twarz.
(Mellow ? :*)
- Wiesz, że nie będzie to zbyt estetyczne w stosunku do twojej rodziny? - zapytałam poważnie.
- Ja cię potrzebuję, ja... - mówił gorączkowo, ale przerwałam mu kładąc palec na ustach.
- Cicho - rozkazałam, ale on dopowiedział cicho:
- Proszę... - miał tak rozpaczliwie żałosny wyraz twarzy, że nie wytrzymałam. Popatrzyłam mu w oczy.
- Twoja rodzna będzie patrzeć na mnie spode łba, szeptać na nasz temat, a twoje kuzynostwo mimo żałoby będzie się do ciebie szczerzyć, chichotać i pytać kiedy ślub. Ty... Jesteś na to gotowy? - zapytałam z powagą na twarzy.
- Nie przejmuj się rodziną, do diaska! Nie zwracam na nich uwagi! - prawie krzyczał.
- Jesteś na pewno pewien? Na sto procent? - nadal patrzyłam mu w oczy.
- Tak, choler.a, tak jestem pewien! - przytulił mnie mocno, tak, że prawie mnie udusił.
- To... Pojadę z tobą - pogładziłam go po policzku wierzchem dłoni.
- Dziękuję - powiedział i pocałował mnie lekko. Wstałam.
- Muszę iść do Espady i Lili, a potem powiedzieć koniuszemu że mnie nie będzie... I poprosić trenekę żeby zerkała na ogiera i ćwiczyła z Lilą... I co z Aure? - przygryzłam wargę.
- Psy zabierzemy... O ile twoja suka wysiedzi podróż.
- Z tym nie ma sprawy, jest ułożona. A co na to twoi rodzice? - prawie ugryzłam się w język. - Znaczy, wujkowie?
- Nie pytałem ich o zgodę. Stać mnie na podróż dla obojga i zwierzaków.
- W takim razie... Okej. A, i jeszcze coś - przypomniało mi się kiedy otwierałam drzwi. Chłopak uniósł brwi.
- Wątpię, czy będziemy się mogli tam tak... całować i... hmm, dotykać - mruknełam, a chłopak westchnął, odchylił głowę i szepnął:
- Trudno... - i wyszłam. Pobiegłam do stajni posmarować Espadzie nogę. Potem zadzwoniłam do weta, poinformowałam koniuszego odnośnie opieki nad moimi końmi i poszłam do recepcji się chwilowo wymeldować. Potem zadzwoniłam do ojca.
- Jeśli przyszłoby do głowy wam mnie odwiedzać, w co wątpię, to mnie nie ma.
- Co? - usłyszałam zmęczony głos ojca.
- Jadę do Francji z poznanym chłopakiem - powiedziałam szybko i dopiero wtedy dotarło do mnie jak to kretynsko zabrzmiało.
- Co?! Oszalałas?! Co ty sobie... - nie dokończył ojciec bo się rozłączyłam. Nie mam zamiaru się mu spowiadać...
Potem ruszyłam do pokoju i ciężko spadłam na łóżko. Tyle się ostatnio działo... Nie ogarniam tego wszystkiego. Ociężale podnosiłam rzeczy i wpychałam je do walizki. Czy to na pewno był dobry pomysł? To rodzinna żałoba... Ale z drugiej strony Benjamin się sam nie da rady pozbierać... Wiele myśli ganiało mi po głowie. W końcu nie wytrzymałam, i tak jak stałam, pobiegłam do stajni. Błyskawicznie osiodłalam Somalię.
- Dobry kucyk... Pojedziemy w teren, okej? - szeptałam do niej. W końcu wsiadłam i pojechałam przed siebie w las.
<Ben? >
Od Benjamin'a-c.d Mellow
Dziewczyna wyszła z pokoju a ja położyłem się. Z półki szafki wziąłem laptopa. Ledwo co włączyłem facebooka naskoczyli na mnie znajomi z Francji. Na poczatek wiadomosci typu "współczuję/moje kondolencję" a potem kiedy przyjade, na ile, czy sie spotkamy itp. Poirytowany nawet nie odpisałem, wyłączyłem facebook'a i odłożyłem laptopa. Nie miałem co ze sobą zrobić, dopiero po chwili połapałem się, że nie zarezerwowałem biletów. Podniosłem się w stronę laptopa i szybko poszukałem tanich ale nie mogłem tracić czasu. Zarezerwowałem lot na piątek, zaznaczyłem że bierzemy psy i takie tam. Po załatwieniu wszystkiego wyłączyłem laptopa. Wstałem z łóżka po czym ubrałem dresy i jakąś starą bluze. Wziąłem telefon i słuchawki po czym poszedłem po Ache. Pies na mój widok zaszczekał, otworzyłem kojec po czym założyłem mu obrożę i przypiąłem smycz. Zamknąłem kojec a potem razem z Ache poszedłem w stronę lasu. Po chwili pomyślałem, że przydałoby się pobiegać. No to wziąłem się za to. Włączyłem muzykę i cmoknąłem . Ache zatrzymał się i przekrzywił głowę, odpiąłem mu smycz a ten wyrwał w śnieg.
-Ache !
Pies wybiegł z krzaków i podbiegł do mnie. Teraz biegał metr może dwa ode mnie.
~*~
Do akademi wróciłem na kolację, Ache wziąłem do pokoju. Nalałem mu wody i nasypałem karmę. Pogłaskałem go po czym poszedłem na kolację. Wziąłem zapiekankę i ciepłą herbatę po czym usiadłem przy stoliku który stał w kącie.
-Sam siedzisz ?
Skinąłem głową nie podnosząc wzroku. Jednak kiedy osoba usiadła podniosłem głowę z uśmiechem na twarzy. Przede mną siedziała Mellow. Uśmiechnęła się do mnie jak to zwykła mieć odkąd jesteśmy razem.
-Zarezerwowałem bilety na piątek.
Rzuciłem a Mell podniosła brew. Upiłem łyk herbaty ale postanowiłem ją zostawić. Imbirowa z cytryną, od dzisiaj gardzę herbatą ze stołówki. Odsunąłem kubek.
-To...dobrze.
-Masz wątpliwości.
Nawet nie musiałem patrzeć się w jej oczy żeby to zauważyć. Dziewczyna drgnęła po czym przesiadła się obok mnie. Ujęła moją dłoń, spojrzałem się na nią. Kąciki jej ust lekko się uniosły.
-T-tak.
Westchnąłem, ale uśmiechnąłem się do niej szczerze.
-Mellow. Kocham cię i nie skrzywdzę cię. Obiecuję.
Ująłem jej dłoń u musnąłem ją.
~*~
Po kolacji poszedłem z Mellow do mnie. Ache na jej widok zaczął szczekać. Kiedy dziewczyna schyliła się żeby go pogłaskać ten położył się na plecach. Zaśmiałem się tak samo Mellow. Ledwo co się wyprostowała obróciłem ją i wpiłem się w jej usta. Po chwili ją podniosłem.
http://37.media.tumblr.com/ae014cc58ea3a6927324969b5e52d467/tumblr_n20z7aPc9k1s9v3hho1_250.gif
-Jesteś pierwszą dziewczyną którą tak bardzo pokochałem.
Wymamrotałem między pocałunkami. Mell odsunęła głowę i uśmiechnęła się. Przeczesała mi włosy po czym sama odgarnęła niektóre kosmyki które opadły jej na twarz.
(Mellow ? :*)
Opka od Mellow i Benjamina Cz. II
Od Mellow-c.d Benjamin'a
Trwaliśmy tak, dopóki Ben nie zdecydował mnie puścić. Naprawdę mu współczułam… z całej rozmowy wywnioskowałam, że wujek był dla niego kimś ważnym…
- Co na to twoi rodzice? – zapytałam cicho. Poczułam jak chłopak się spiął.
- Ja… - wziął oddech – nie mam rodziców. Wychowywali mnie wujkowie i… - głos mu się załamał. Objęłam jego szyję ramionami i pogładziłam głowę. To tak cholernie smutne…
Nagle wziął mnie za ramiona i popatrzył w oczy.
- Jestem jeszcze w szoku… muszę ochłonąć, choler.a – przygryzł wargę, puścił mnie i się odwrócił.
- Wracamy do domu? – zapytałam cicho, ale chłopak nie odpowiedział. Nie dziwię mu się… - chodź… - powiedziałam jeszcze i ruszyłam do samochodu. Ben szedł kilka kroków za mną. Dalej miałam kluczyki więc wsiadłam na miejsce kierowcy i poczekałam aż chłopak wsiądzie z tyłu. Szkoda, że ta informacja zepsuła nam wieczór…
Jechałam szybko, i pewnie mocno zarzucało, ale mój towarzysz szybko chciał pewnie wrócić do domu. Zaparkowałam gwałtownie przed akademią i wysiedliśmy. Było pewnie grubo po dwunastej. Nie widziałam jego twarzy, ale nie zdziwiłabym gdyby płakał. Szliśmy w milczeniu w stronę wejścia. Przed nim zatrzymaliśmy się. Staliśmy chwilę, ale obydwoje chcieliśmy się już rozstać. Pocałowałam Bena w policzek, ścisnęłam rękę i powoli odeszłam. Zauważyłam, ze chłopak nie wszedł do budynku, ale poszedł gdzieś w kierunku stajni. Już miałam wejść do pokoju, ale coś dziwnego mnie tknęło. Wiem, że powinnam zostawić go teraz samego, ale… ruszyłam za nim. Ewidentnie szedł do stajni. Miałam szpilki, ale zrzuciłam je przed wejściem, żeby nie hałasować – sukienka szeleściła wystarczająco. Widziałam jak chłopak kiełzna Ailesa. Założył mu ogłowie, i od razu na niego wskoczył. Wyjechał na dwór. Chwilę zastanawiałam się co robić. Ta sukienka była cho.lernie droga, ale nie chciałam go zostawiać. Miałam dwie opcje do wyboru, z czego jedna była totalnie szalona… Zdjąć sukienkę i w samym płaszczu pojechać za nim… W imię czego? Żeby zobaczyć jak płacze? Nie, to przesada.
Wyszłam cicho ze stajni i patrzyłam jak wjeżdża w las. Modliłam się tylko, żeby zbytnio się nie rozpędzał, i przy okazji nie zabił. Zrezygnowana wróciłam do pokoju. Dziewczyny już spały. Brakowało mi trochę Roxany, nigdy nie spała i słuchała muzyki. Szkoda, że wróciła. Błyskawicznie zrzuciłam sukienkę i przebrałam się w czysty podkoszulek. Z ciężką duszą położyłam się spać…
***
Rano nie widziałam nigdzie Benjamina. Nie było go na stołówce, ani na pierwszej lekcji.
- Pierdzielę to – mruknęłam do siebie rzucając torbą. Zrywam się z lekcji, musze sprawdzić czy z Benem wszystko w porządku. Po chwili biegłam już do jego pokoju. Bez pukania otworzyłam szeroko drzwi. Chłopak siedział na łóżku w poharatanych ubraniach z wczorajszego dnia.
- Co ty wyprawiałeś?! – krzyknęłam do niego i spojrzałam mu w oczy. Miał mętne spojrzenie, rozciętą wargę i mnóstwo siniaków.
- Nic – odwrócił twarz.
- Spadłeś z Ailesa? Musiałeś gonić jak popapraniec! – wypuściłam gwałtownie powietrze i ręką potarmosiłam włosy. Nie odpowiedział.
- A jakby się, kurw.a, coś stało?! Rozumiem, że byłeś roztrzęsiony, ale żeby tak reagować?! Idź się umyć – wskazałam ręką łazienkę. Wyglądał tragicznie. Miał wory pod spuchniętymi oczami, potargane włosy i cały był umazany w ziemi.
- I weź jakieś ciuchy! – rzuciłam w niego względnie czystą koszulką z podłogi. Ben ociężale podniósł ubrania. Usiadłam na łóżku i oparłam twarz na dłoniach. Może do dobrze, że wyjedzie? Musi ochłonąć, odpocząć od koni i tego wszystkiego…
Minęło pół godziny, a chłopak dalej siedział w łazience. Zaczęłam się do niego dobijać.
- Hej! Utknąłeś tam?! – biłam pięścią w drzwi.
- Chwila! – usłyszałam jego cichy, poirytowany głos. Był jakby wyprany z wszystkiego. Emocji, uczuć, doznań… Bardzo źle z nim. Po chwili wyszedł z mokrymi włosami.
<Ben? Jak tam Twoje samopoczucie? Bjedaczek :c >
Od Benjamin'a-c.d Mellow
Wygrzebałem się z łazienki. Nie miałem jeszcze na sobie koszulki. Miałem całe podrapane plecy i poobijany bok. Mell spięła się a po chwili westchnęła.
-Co się wczoraj stało ?
Ujęła moja dłonie i lekko pociągnęła mnie w stronę łóżka. Pchnęła mnie na łóżko a potem usiadła mi na kolanach. Przeczesała mi włosy a potem całkowicie wplotła ręcę między już przydługie włosy. Spojrzałem się jej w oczy.
-Najpierw spadłem z Ailes'a podczas cwału w polu. Wróciłem pieszo do stajni. Ailes stał przed stajnią, ogarnąłem go i poszedłem do kolegi. Spiliśmy się, odwiózł mnie jego brat.
Wydusiłem a Mell zmierzyła mnie wzrokiem. Po chwili przewróciła oczyma.
-Wiem, że masz doła i jest ci ciężko ale proszę cię, zachowuj się. Dla swojego dobra.
Objąłem ją w pasie i przysunąłem do siebie. Pocałowałem ją w szyję a potem wpiłem się w jej usta.
-Mellow. Ja wiem, że niedługo zawody ale ja. Potrzebuje cię, wiem że nie powinienem cię o to prosić ale..pojechałabyś ze mną do Francji ?
Oparłem głowę na jej ramieniu, Mellow zmierzwiła mi włosy i uśmiechnęła się.
(Mellow ? Najkrótsze jakie napisałam ale teraz no cienko. Po sprawdzianie i wgl zero pomysłów)
Trwaliśmy tak, dopóki Ben nie zdecydował mnie puścić. Naprawdę mu współczułam… z całej rozmowy wywnioskowałam, że wujek był dla niego kimś ważnym…
- Co na to twoi rodzice? – zapytałam cicho. Poczułam jak chłopak się spiął.
- Ja… - wziął oddech – nie mam rodziców. Wychowywali mnie wujkowie i… - głos mu się załamał. Objęłam jego szyję ramionami i pogładziłam głowę. To tak cholernie smutne…
Nagle wziął mnie za ramiona i popatrzył w oczy.
- Jestem jeszcze w szoku… muszę ochłonąć, choler.a – przygryzł wargę, puścił mnie i się odwrócił.
- Wracamy do domu? – zapytałam cicho, ale chłopak nie odpowiedział. Nie dziwię mu się… - chodź… - powiedziałam jeszcze i ruszyłam do samochodu. Ben szedł kilka kroków za mną. Dalej miałam kluczyki więc wsiadłam na miejsce kierowcy i poczekałam aż chłopak wsiądzie z tyłu. Szkoda, że ta informacja zepsuła nam wieczór…
Jechałam szybko, i pewnie mocno zarzucało, ale mój towarzysz szybko chciał pewnie wrócić do domu. Zaparkowałam gwałtownie przed akademią i wysiedliśmy. Było pewnie grubo po dwunastej. Nie widziałam jego twarzy, ale nie zdziwiłabym gdyby płakał. Szliśmy w milczeniu w stronę wejścia. Przed nim zatrzymaliśmy się. Staliśmy chwilę, ale obydwoje chcieliśmy się już rozstać. Pocałowałam Bena w policzek, ścisnęłam rękę i powoli odeszłam. Zauważyłam, ze chłopak nie wszedł do budynku, ale poszedł gdzieś w kierunku stajni. Już miałam wejść do pokoju, ale coś dziwnego mnie tknęło. Wiem, że powinnam zostawić go teraz samego, ale… ruszyłam za nim. Ewidentnie szedł do stajni. Miałam szpilki, ale zrzuciłam je przed wejściem, żeby nie hałasować – sukienka szeleściła wystarczająco. Widziałam jak chłopak kiełzna Ailesa. Założył mu ogłowie, i od razu na niego wskoczył. Wyjechał na dwór. Chwilę zastanawiałam się co robić. Ta sukienka była cho.lernie droga, ale nie chciałam go zostawiać. Miałam dwie opcje do wyboru, z czego jedna była totalnie szalona… Zdjąć sukienkę i w samym płaszczu pojechać za nim… W imię czego? Żeby zobaczyć jak płacze? Nie, to przesada.
Wyszłam cicho ze stajni i patrzyłam jak wjeżdża w las. Modliłam się tylko, żeby zbytnio się nie rozpędzał, i przy okazji nie zabił. Zrezygnowana wróciłam do pokoju. Dziewczyny już spały. Brakowało mi trochę Roxany, nigdy nie spała i słuchała muzyki. Szkoda, że wróciła. Błyskawicznie zrzuciłam sukienkę i przebrałam się w czysty podkoszulek. Z ciężką duszą położyłam się spać…
***
Rano nie widziałam nigdzie Benjamina. Nie było go na stołówce, ani na pierwszej lekcji.
- Pierdzielę to – mruknęłam do siebie rzucając torbą. Zrywam się z lekcji, musze sprawdzić czy z Benem wszystko w porządku. Po chwili biegłam już do jego pokoju. Bez pukania otworzyłam szeroko drzwi. Chłopak siedział na łóżku w poharatanych ubraniach z wczorajszego dnia.
- Co ty wyprawiałeś?! – krzyknęłam do niego i spojrzałam mu w oczy. Miał mętne spojrzenie, rozciętą wargę i mnóstwo siniaków.
- Nic – odwrócił twarz.
- Spadłeś z Ailesa? Musiałeś gonić jak popapraniec! – wypuściłam gwałtownie powietrze i ręką potarmosiłam włosy. Nie odpowiedział.
- A jakby się, kurw.a, coś stało?! Rozumiem, że byłeś roztrzęsiony, ale żeby tak reagować?! Idź się umyć – wskazałam ręką łazienkę. Wyglądał tragicznie. Miał wory pod spuchniętymi oczami, potargane włosy i cały był umazany w ziemi.
- I weź jakieś ciuchy! – rzuciłam w niego względnie czystą koszulką z podłogi. Ben ociężale podniósł ubrania. Usiadłam na łóżku i oparłam twarz na dłoniach. Może do dobrze, że wyjedzie? Musi ochłonąć, odpocząć od koni i tego wszystkiego…
Minęło pół godziny, a chłopak dalej siedział w łazience. Zaczęłam się do niego dobijać.
- Hej! Utknąłeś tam?! – biłam pięścią w drzwi.
- Chwila! – usłyszałam jego cichy, poirytowany głos. Był jakby wyprany z wszystkiego. Emocji, uczuć, doznań… Bardzo źle z nim. Po chwili wyszedł z mokrymi włosami.
<Ben? Jak tam Twoje samopoczucie? Bjedaczek :c >
Od Benjamin'a-c.d Mellow
Wygrzebałem się z łazienki. Nie miałem jeszcze na sobie koszulki. Miałem całe podrapane plecy i poobijany bok. Mell spięła się a po chwili westchnęła.
-Co się wczoraj stało ?
Ujęła moja dłonie i lekko pociągnęła mnie w stronę łóżka. Pchnęła mnie na łóżko a potem usiadła mi na kolanach. Przeczesała mi włosy a potem całkowicie wplotła ręcę między już przydługie włosy. Spojrzałem się jej w oczy.
-Najpierw spadłem z Ailes'a podczas cwału w polu. Wróciłem pieszo do stajni. Ailes stał przed stajnią, ogarnąłem go i poszedłem do kolegi. Spiliśmy się, odwiózł mnie jego brat.
Wydusiłem a Mell zmierzyła mnie wzrokiem. Po chwili przewróciła oczyma.
-Wiem, że masz doła i jest ci ciężko ale proszę cię, zachowuj się. Dla swojego dobra.
Objąłem ją w pasie i przysunąłem do siebie. Pocałowałem ją w szyję a potem wpiłem się w jej usta.
-Mellow. Ja wiem, że niedługo zawody ale ja. Potrzebuje cię, wiem że nie powinienem cię o to prosić ale..pojechałabyś ze mną do Francji ?
Oparłem głowę na jej ramieniu, Mellow zmierzwiła mi włosy i uśmiechnęła się.
(Mellow ? Najkrótsze jakie napisałam ale teraz no cienko. Po sprawdzianie i wgl zero pomysłów)
Opka od Mellow i Benjamina Cz. I
Od Mellow-c.d Benjamin'a
Szliśmy chwilę w milczeniu. Doszliśmy do auta, a ja usiadłam za kierownicą.
- Boję się o swój wóz - zaśmiał się Benjamin.
- Bój się bój - wymamrotałam i nawet nie zapinając pasów, wcisnęłam gaz. Opony zapiszczały na asfalcie.
- Spokojnie, bo mi gumy spalisz! - powiedział Ben.
- Nie bój nic - zaśmiałam się.
- Już sam nie wiem - odpowiedział opierając łokiec na drzwiach, a głowę na ręce. Przyciskiem otworzyłam z jego strony okno. Chłopak fuknał.
- Żebyś nie wypadł - parsknęłam.
- Zaraz nas gliny zatrzymają - mruknał.
- Luz bluz, jesteśmy na miejscu - powiedziałam dobitnie i ostro zahamowałam.
- Całe szczęście! Skoro ja siedzę na miejscu pasażera, to ty otwierasz mi drzwi? - zaśmiał się Ben. Wysiadłam i wypuściłam go na zewnątrz.
- Oczywiście, moja piękna - ukłoniłam się mu dystyngownie.
- Dziękuję, mój miły - parsknał. - Ale teraz pozwól, że to ja wezmę się za rękę.
- Nie ma sprawy - poprawiłam fryzurę i pociagnęłam go za rękę. Było ciemno, ale co kilka kroków świeciły łagodnie latarnie. Mimo to, nie było widać jeziora, nad które chciałam go zaprowadzić. Kiedy stanęliśmy przed mostkiem, kazałam zamknąć mu oczy. Miał opory, ale w końcu zdał się na mnie. Szłam powoli po drewnianym mostku. Słychać było delikatny szum jeziora. Nie było duże, ale wystarczało do wywołania fal.
Oparłam się na mostku i przyciagnęłam Bena do siebie.
- Otwórz oczy - powiedziałam. Było pięknie. To miejsce zauważyłam, kiedy jechałam do akademii. Na niebie świeciły gwiazdy, i księżyc, który był prawie pełny. Woda pluskała, a poza tym w powietrzu panowała rozkoszna cisza... Staliśmy tak trzymając się za ręce.
<Benjjamin? Tak bardzo romantycznie^^ troche krótkie, ale następnym razem się postaram :c>
Od Benjamin'a-c.d Mellow
Obrzuciłem spojrzeniem okolice po czym z uśmiechem na twarzy spojrzałem na Mellow. Puściłem jej ręce po czym ją objąłem, dziewczyna schowała ręce do kieszeni mojej kurtki.
-Pięknie tu.
Rzuciłem i jeszcze raz rozejrzałem się po okolicy. Nie minęło kilka sekund a wpiłem się w usta Mellow, nie wiem co mnie poniosło ale zsunąłem ręce na pośladki dziewczyna. Od razu fuknęła na mnie a ja zabrałem od niej ręce. Wróciliśmy do pocałunków ale Mellow chwyciła moje dłonie i dała mi je za moje plecy. Uśmiechnąłem się a Mell odsunęła się ode mnie, było wiadać lekką irytacje w jej spojrzeniu. Podniosłem pytająco brew a Mell odwróciła głowę.
-Mellow, wiem teraz cię zdenerwowałem ale będę się powstrzymywać. Przysięgam. Nie chcę cię do niczego zmuszać i nie będę nawet poruszał tego tematu.
Przytuliłem ją i pocałowałem w czubek głowy, dziewczyna uniosła głowę po czym ujęła moją twarz w dłonie i pocałowała. No jej się nie da oprzeć. Odwzajemniłem pocałunek, specjalnie "powalczyłem" z jej językiem a potem no odsunąłem się od niej. Wyciągnąłem telefon z kieszeni po czym odebrałem połączenie. Dzwoniła ciocia. Dławiła się łzami.
-Ciociu ?
Po chwili wydukała coś co ścięło mnie z nóg, zachwiałem się a Mell drgnęła.
-Yhmm, tak. Wrócę i wszystko załatwie.
Rozłączyłem się i schowałem telefon. Cofnąłem się i oparłem się o barierkę mostu. Mellow podeszła do mnie i przytuliła się. Ledwo co ją objąłem.
-Coś się stało ?
Pokiwałem głową a Mellow szturchnęła mnie.
-Mój wujek zmarł poprzedniej nocy. Za tydzień pogrzeb no i 2 dniowa żałoba.
Wydukałem i spojrzałem się dziewczynie w oczy. Od razu wtuliła się we mnie i nic nie mówiła.
-Na ile pojedziesz ?
Zapytała dopiero po 5 minutach. Spuściłem głowę.
-Minimum na 5 dni. Może tydzień. Mam pytanie.
-Ymm ?
-Po....pojechałabyś ze mną ? Zrozumiem jeśli ze względu na akademię i zawody nie pojedziesz.
Pocałowałem ją w czubek głowy a potem ująłem jej brodę w dwa palce i musnąłem jej wargi.
-Ale...to jest rodzinna żałoba nie chce się mieszać.
-Rozumiem.
Przytuliłem ją mocniej.
(Mellow ? Trochę tragedii i dramatu co tam)
Szliśmy chwilę w milczeniu. Doszliśmy do auta, a ja usiadłam za kierownicą.
- Boję się o swój wóz - zaśmiał się Benjamin.
- Bój się bój - wymamrotałam i nawet nie zapinając pasów, wcisnęłam gaz. Opony zapiszczały na asfalcie.
- Spokojnie, bo mi gumy spalisz! - powiedział Ben.
- Nie bój nic - zaśmiałam się.
- Już sam nie wiem - odpowiedział opierając łokiec na drzwiach, a głowę na ręce. Przyciskiem otworzyłam z jego strony okno. Chłopak fuknał.
- Żebyś nie wypadł - parsknęłam.
- Zaraz nas gliny zatrzymają - mruknał.
- Luz bluz, jesteśmy na miejscu - powiedziałam dobitnie i ostro zahamowałam.
- Całe szczęście! Skoro ja siedzę na miejscu pasażera, to ty otwierasz mi drzwi? - zaśmiał się Ben. Wysiadłam i wypuściłam go na zewnątrz.
- Oczywiście, moja piękna - ukłoniłam się mu dystyngownie.
- Dziękuję, mój miły - parsknał. - Ale teraz pozwól, że to ja wezmę się za rękę.
- Nie ma sprawy - poprawiłam fryzurę i pociagnęłam go za rękę. Było ciemno, ale co kilka kroków świeciły łagodnie latarnie. Mimo to, nie było widać jeziora, nad które chciałam go zaprowadzić. Kiedy stanęliśmy przed mostkiem, kazałam zamknąć mu oczy. Miał opory, ale w końcu zdał się na mnie. Szłam powoli po drewnianym mostku. Słychać było delikatny szum jeziora. Nie było duże, ale wystarczało do wywołania fal.
Oparłam się na mostku i przyciagnęłam Bena do siebie.
- Otwórz oczy - powiedziałam. Było pięknie. To miejsce zauważyłam, kiedy jechałam do akademii. Na niebie świeciły gwiazdy, i księżyc, który był prawie pełny. Woda pluskała, a poza tym w powietrzu panowała rozkoszna cisza... Staliśmy tak trzymając się za ręce.
<Benjjamin? Tak bardzo romantycznie^^ troche krótkie, ale następnym razem się postaram :c>
Od Benjamin'a-c.d Mellow
Obrzuciłem spojrzeniem okolice po czym z uśmiechem na twarzy spojrzałem na Mellow. Puściłem jej ręce po czym ją objąłem, dziewczyna schowała ręce do kieszeni mojej kurtki.
-Pięknie tu.
Rzuciłem i jeszcze raz rozejrzałem się po okolicy. Nie minęło kilka sekund a wpiłem się w usta Mellow, nie wiem co mnie poniosło ale zsunąłem ręce na pośladki dziewczyna. Od razu fuknęła na mnie a ja zabrałem od niej ręce. Wróciliśmy do pocałunków ale Mellow chwyciła moje dłonie i dała mi je za moje plecy. Uśmiechnąłem się a Mell odsunęła się ode mnie, było wiadać lekką irytacje w jej spojrzeniu. Podniosłem pytająco brew a Mell odwróciła głowę.
-Mellow, wiem teraz cię zdenerwowałem ale będę się powstrzymywać. Przysięgam. Nie chcę cię do niczego zmuszać i nie będę nawet poruszał tego tematu.
Przytuliłem ją i pocałowałem w czubek głowy, dziewczyna uniosła głowę po czym ujęła moją twarz w dłonie i pocałowała. No jej się nie da oprzeć. Odwzajemniłem pocałunek, specjalnie "powalczyłem" z jej językiem a potem no odsunąłem się od niej. Wyciągnąłem telefon z kieszeni po czym odebrałem połączenie. Dzwoniła ciocia. Dławiła się łzami.
-Ciociu ?
Po chwili wydukała coś co ścięło mnie z nóg, zachwiałem się a Mell drgnęła.
-Yhmm, tak. Wrócę i wszystko załatwie.
Rozłączyłem się i schowałem telefon. Cofnąłem się i oparłem się o barierkę mostu. Mellow podeszła do mnie i przytuliła się. Ledwo co ją objąłem.
-Coś się stało ?
Pokiwałem głową a Mellow szturchnęła mnie.
-Mój wujek zmarł poprzedniej nocy. Za tydzień pogrzeb no i 2 dniowa żałoba.
Wydukałem i spojrzałem się dziewczynie w oczy. Od razu wtuliła się we mnie i nic nie mówiła.
-Na ile pojedziesz ?
Zapytała dopiero po 5 minutach. Spuściłem głowę.
-Minimum na 5 dni. Może tydzień. Mam pytanie.
-Ymm ?
-Po....pojechałabyś ze mną ? Zrozumiem jeśli ze względu na akademię i zawody nie pojedziesz.
Pocałowałem ją w czubek głowy a potem ująłem jej brodę w dwa palce i musnąłem jej wargi.
-Ale...to jest rodzinna żałoba nie chce się mieszać.
-Rozumiem.
Przytuliłem ją mocniej.
(Mellow ? Trochę tragedii i dramatu co tam)
Subskrybuj:
Posty (Atom)