niedziela, 8 lutego 2015
Odchodzą!
Od Benjamin'a - C.D Melloow
Od Rose CD Stu
- Czy ty nadal masz zamiar spać? - spytałam zamiast odpowiedzieć na jego pytanie.
- Właśnie zaproponowałem ci coś innego, a ty mnie pytasz czy idę spać. Serio?
Uśmiechnęłam się nieśmiało.
- To co masz do oglądnięcia?
- Wszystko, internet nie ma granic - pociągnął się na łokciach i zabrał laptopa z szafki. - Chodź - poklepał miejsce obok siebie.
Siadłam obok niego i oparłam o ścianę.
- Znasz jakieś strony z filmami?
- Cda, zalukaj, ale na drugiej nie zawsze się da oglądać.
Włączyliśmy jakiś pierwszy lepszy film. Miał tytuł "Całkiem zabawna historia" i był o jakimś gościu, który ma depresję i ląduje w psychiatryku. W takim filmie oczywiście nie mogło zabraknąć osoby, która się samo okalecza, ale ona była taka szczęśliwa... Zaczęłam zakrywać ręce bojąc się, że chłopak to zobaczy. Na nogach nie zwrócił uwagi, ale nie chciałam żeby wiedział o nich.
Po skończeniu filmu dalej tkwiłam z naciągniętymi rękawami patrząc w jeden punkt.
- Ej! - pomachał mi przed oczami ręką.
-Co? - spytałam odwracając się do niego.
- Tak nudny był ten film, że takiego zawiasa dostałaś? - zaśmiał się.
- Nie, przynajmniej nie spaliśmy.
- A ty co tak sztywno siedzisz? Rozluźnij się - zaczął mnie gilgotać.
- Nie zostaw - zapiszczałam.
Wykręcałam się, piszczałam, kopałam, ale nic mi to nie dawało. I wtedy spadłam z łóżka. Stuart próbował mnie ratować i chwycił za rękę, ale nie udało mu się i leżałam z ręką w górze.
- Co to jest? - spytał pociągając rękaw mojej bluzki.
- Nic - próbowałam wyrwać rękę, ale był za silny.
Stuart?
Od Melloow CD Benjamina
- Hm?
- Do woltyżerki potrzebuję kogoś lążujacego, nowego sprzętu, odpowiedniego kostiumu, przede wszystkim mnóstwo treningów, i nie mogę zapomnieć też o... - nie dokończyłam, bo Benjamin uciszył mnie długim pocałunkiem.
- Zapomniałaś o mnie - dodał z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech pod nosem, i poprawiłam go:
- Nie, chodziło mi o regularne szkolenie jego - wskazałam na Espadę kopiącym kopytem w śniegu.
- I w tym wszystkim zapominasz o mnie, moja droga. We wszystkim ci pomogę, obiecuję - przysiągł z ręką na sercu.
- Okej - rzuciłam wesoło i cmoknęłam go szybko, tak, że nawet nie zauważył.
- To był pocałunek? - zapytał zawiedziony, kiedy prawie wskoczyłam na konia.
- Nie - pokręciłam głową, ujęłam jego twarz i wręcz wpiłam się w jego usta. Musiałam się opanować, żeby przestać. Kiedy się oderwałam, szybko się odwróciłam i wskoczyłam na Espadę. Benjamin wydawał się mocno zdziwiony zaszłym obiegiem spraw, jednak w końcu ciężko się uśmiechnął i wsiadł na Promesse. Konie zdawały się nawzajem tolerować, gdyż nie zagryzły się kiedy my ehmmm... powiedzmy: zajmowaliśmy się swoimi sprawami. W drodze powrotnej rozmyślałam na temat zawodów. Bycie na okładce pisma było czymś, co zdecydowanie było warte startu. Resztę trasy pokonaliśmy rozmawiając o wszystkim i o niczym.
W końcu dojechaliśmy do stajni. Rozsiodłałam konia i założyłam mu derkę, pod którą musiał chwilę postać.
- Pomóc ci? - zapytałam niedbale opierając się o bramę boksu.
- Nie trzeba - rzucił chłopak mocując się z koniem.
- Może jednak? - zapytałam, otworzyłam boks i złapałam konia za kantar - czyść go! - powiedziałam z uśmiechem. Trochę naburmuszony Ben szybko uwinął się z Promesse. Potem zdjęłam Espadzie derkę, i założyłam mu taką na pastwisko. Była granatowo - biała i dobrze komponowała się z jego umaszczeniem. Do tego granatowy kantar, i na pastwisko! Po wypuszczeniu konia, popatrzyłam jeszcze chwilę na ośnieżone pastwisko. Gdy ogarnialiśmy konie, sypał gęsty śnieg, więc wszystko było takie cudowne!
- Teraz proponuję spacer z psem - uśmiechnęłam się wesoło.
- Z psami. Ache już dawno nie czuł wolności - dodał chłopak.
- Cóż za zbieg okoliczności... więc z psami. Muszę się przebrać - odwróciłam się i na odchodnym musnęłam ręką dłoń Benjamina.
- Do zobaczenia - rzucił z uśmiechem.
***
Spacer na śniegu z psami to nie przelewki... dlatego postanowiłam się grubiej ubrać. Związałam włosy w kucyk, założyłam sweter, kolorową narciarska kurtkę, nieprzemakalne spodnie i zimowe buty. Do tego rękawiczki, smycz i szelki dla Re. Nie myliłam się co do mojego przeczucia... Zaraz przy wejściu zostałam zaatakowana kupą śniegu. Natychmiast rzuciłam się na Bena, przewracając go na plecy.
- Teraz tak ci napakuję śniegu... - zaczęłam mu grozić, ale ten z łatwością zwalił mnie z siebie, i usiadł na mnie. Wzięłam garść śniegu i sypnęłam mu za kołnierz.
- Zimnooo! - wyjęczał i już miałam mokro za kapturem...
<Ben? Ach, te dzieci^^>
Od Stu cd Rose
- To pośpij...- uśmiechnąłem się przewracając i wtulając głowę w poduszkę.
- Mam spać?
- Sen to najprzyjemniejsza rzecz jaka może istnieć... a ja tak rzadko go doświadczam, więc lubię to robić kiedy się nudzę...- mówiłem półgłosem.
- A coś innego?
- Coś innego...- wymruczałem w poduszkę przeciągając się.- Nie wiem...- przewróciłem się na plecy i ziewnąłem.- Co tak stoisz w drzwiach, wchodź...
Dziewczyna powoli weszła, delikatnie zamykając za sobą drzwi. Tym razem stanęła przed drzwiami i się nie ruszała. Westchnąłem, stanąłem na łóżku, a potem skoczyłem na łóżko Steven'a, a z jego na mój fotel, który ciągle stał w kącie pokoju. Usiadłem na nim i zacząłem przyglądać się dziewczynie.
- Która godzina?- spytałem.
- 14:38...
- Wow, spałem aż godzinę... godzina... godzina...- powtarzałem kilka razy, aż coś w moim łbie zaskoczyło- Noga!- zeskoczyłem z fotela i pobiegłem na dół po maść i gazy. Wróciłem na górę i zobaczyłem, że dziewczyna jest obskakiwana przez psy moich współlokatorów.- Ej!- krzyknąłem na nie.- Bo więcej nie wejdziecie do mojej szafy...- psy zapiszczały i odeszły od dziewczyny.
- Szafy?- Rosemary była zdziwiona, a ja posadziłem ją na łóżku.
- Wiesz, zrobiłem tam sobie miejsce do spania, a psy lubią tam ze mną pobyć...- zaśmiałem się.
- Śpisz w szafie?
- Tylko gdy chłopaki przychodzą ze swoimi dziewczynami na nocki. Myślą, że są wtedy sami...- zachichotałem wyobrażając sobie tę chwilę kiedy pokazywałem Nivanowi nagranie z nocy John'a i Van.
- A ty?
- A co ja?
- Ty masz dziewczynę?- trochę zdziwiło mnie to pytanie.
- Ja? A która by mnie zechciała?- prychnąłem śmiechem.- Nigdy nie miałem, nie mam i najprawdopodobniej mieć nie będę...- wycisnąłem trochę kremu na gazę i dałem to Rosemary. Potem zaprowadziłem ją do łazienki.- Dobra, zdejmij te spodnie, czy co to tam, weź nałóż gazę na nogę, w szafce mamy bandaż, więc owiń nim nogę, aby gaza Ci nie spadła no i... załóż spodnie...
Dziewczyna pokiwała głową, a ja zamknąłem drzwi i poszedłem do łóżka. Po kilku minutach wróciła i usiadła na kanapie.
- Chcesz coś pooglądać?- spytałem ni z gruszki ni z pietruszki.
Rose?




