Nie mam bladego pojęcia co się ze mną działo, wydawało mi się nawet że się ocknąłem i zauważyłem pochylającą się nade mną Lenę ? Nie wiem, kurczę nic nie wiem... Przytomność w pełni odzyskałem dopiero w jakimś pomieszczeniu.
Rozejrzałem się w około, nie to nie były stajnie, gdzie ja u licha jestem?
Kiedy do sali wszedł lekarz wszystko w jednej chwili stało się jasne.
- Witam, widzę że już pan się obudził. - podszedł do mnie lekarz.
- Obudził ?
- Był pan nieprzytomny i została podana panu dodatkowo narkoza żebyśmy mogli bezpiecznie przeprowadzić zabieg.
- Kto mnie uratował ?
- Pańska siostra.
- Siostra? - zdumiłem się.
Nie mam rodziny, to znaczy gdzieś mam ale na pewno nie w Akademii nie w okolicy. Przyjechali ?! Ale po co ? Przecież im na mnie nie zależy, a z resztą nie wiedzą gdzie jestem.
Lekarz przyłożył mi dłoń do czoła, a następnie poświecił mi jakimś światełkiem po oczach.
- Zaniki pamięci ? - zapytał zatroskany, a wtedy coś obok mnie się poruszyło. Słowo daję, że mało zawału nie dostałem.
- Co z nim ? - znajomy głos brzmiał na przerażony, a ja się uspokoiłem.
- Nie kojarzy pani. Będziemy musieli zrobić dodatkową serię badań.
- Michael... - pochyliła się nade mną - ...jak to swojej siostry nie pamiętasz? - zaszlochała. Niezła aktorka, oj niezła.
- L-lena? - zmrużyłem oczy, żeby wyglądało to wszystko w miarę wiarygodnie.
- Ma pani na niego dobry wpływ. - stwierdził doktor. - Proszę z nim zostać ale broń boże go nie przemęczać.- rzucił i wyszedł.
- Oh, siostro masz na mnie dobry wpływ, no kto by pomyślał. - zaśmiałem się. - Ty wezwałaś pogotowie?
- Tak, napędziłeś mi takiego stracha.- pokręciła głową.
- Dziękuję Ci. - uścisnąłem jej dłoń. Najprawdopodobniej dziewczyna uratowała mi życie... definitywnie jestem jej dłużnikiem.
< Lenuś ? Oh, siostrzyczko dziękuję :D >
niedziela, 18 stycznia 2015
Od Rose - CD Melloow
- Co za nie wychowane babsko - mruknęłam gdy wyszła z sali zostawiając cały bałagan.
Jednak mimo wysiłku, który musiałam włożyć żeby schować to ustrojstwa nie popsuło mi satysfakcji z wkurzania zdziry, której ewidentnie nie pasowała moja smętna muzyką. Po zakończeniu treningu wróciłam do pokoju.
Zabrałam długą kąpiel dla odprężenia mięśni po ciężkiej pracy.
Zabierając książkę ze sobą i naładowany do pełna telefon z słuchawkami ruszyłam do stajni. Przed wyjściem otuliłam się szczelnie kurtka i wtedy ktoś na mnie wpadł.
Usłyszałam parę słów na mój temat, a nie mógł ich wymienić nikt inny jak zdzira.
- Dla twojej wiadomości ja tu stałam, nie szłam i nie wykradam się tylko wychodzę. Tak to bym przez okno wyskakiwała. A teraz przepraszam idę - zimny wiatr rozwiał moje włosy.
- A gdzie to się wybierasz o tak późnej porze? - usłyszałam jeszcze za sobą.
- Nie twoja sprawa - mruknęłam i ruszyłam w ciemność.
Jedyne światło w stajni dawał księżyc w padający przez okna. Bez problemu trafiłam do boksu Lorda. Koń był czysty wiec chwyciłam go za grzywę i wyprowadziła na otwartą ujeżdżalnie.
- Stop - zatrzymałam się dysząc. - Nie dam już rady.
Biegałam przez równe dwadzieścia minut. Koń podbiegł do mnie widocznie chcąc jeszcze.
- Ustawie ci przeszkodę, poczekaj.
Wtargałam do środka parę przeszkód i ustawiłam je na różnych wysokościach. Prowadziłam konia od jednej do drugiej, aby zaznajomił się z nowymi rzeczami. Po przeglądnięciu wszystkich pobiegłam na najniższą, a Lord ruszył za mną. Księżyc tak jasno świecił, że nie mieliśmy problemu z trafieniem i określeniem wielkości. Wszystko naokoło nas było jasno oświetlone.
Po przebiegnięciu pod ostatnimi, najwyższymi przeszkodami wskoczyłam na grzbiet Efiego i przejechaliśmy cały tor od początku.
***
Po posprzątaniu wszystkiego wróciliśmy do stajni cali mokrzy i brudni od błota. Chwyciłam za szczotki, żeby wyczyścić Lorda i wtedy zobaczyłam, ze ktoś stoi w drzwiach boksu.
- Długo tu jesteś? - spytałam dziewczyny.
Melloow? Co mnie śledzisz? default smiley :p
Jednak mimo wysiłku, który musiałam włożyć żeby schować to ustrojstwa nie popsuło mi satysfakcji z wkurzania zdziry, której ewidentnie nie pasowała moja smętna muzyką. Po zakończeniu treningu wróciłam do pokoju.
Zabrałam długą kąpiel dla odprężenia mięśni po ciężkiej pracy.
Zabierając książkę ze sobą i naładowany do pełna telefon z słuchawkami ruszyłam do stajni. Przed wyjściem otuliłam się szczelnie kurtka i wtedy ktoś na mnie wpadł.
Usłyszałam parę słów na mój temat, a nie mógł ich wymienić nikt inny jak zdzira.
- Dla twojej wiadomości ja tu stałam, nie szłam i nie wykradam się tylko wychodzę. Tak to bym przez okno wyskakiwała. A teraz przepraszam idę - zimny wiatr rozwiał moje włosy.
- A gdzie to się wybierasz o tak późnej porze? - usłyszałam jeszcze za sobą.
- Nie twoja sprawa - mruknęłam i ruszyłam w ciemność.
Jedyne światło w stajni dawał księżyc w padający przez okna. Bez problemu trafiłam do boksu Lorda. Koń był czysty wiec chwyciłam go za grzywę i wyprowadziła na otwartą ujeżdżalnie.
- Stop - zatrzymałam się dysząc. - Nie dam już rady.
Biegałam przez równe dwadzieścia minut. Koń podbiegł do mnie widocznie chcąc jeszcze.
- Ustawie ci przeszkodę, poczekaj.
Wtargałam do środka parę przeszkód i ustawiłam je na różnych wysokościach. Prowadziłam konia od jednej do drugiej, aby zaznajomił się z nowymi rzeczami. Po przeglądnięciu wszystkich pobiegłam na najniższą, a Lord ruszył za mną. Księżyc tak jasno świecił, że nie mieliśmy problemu z trafieniem i określeniem wielkości. Wszystko naokoło nas było jasno oświetlone.
Po przebiegnięciu pod ostatnimi, najwyższymi przeszkodami wskoczyłam na grzbiet Efiego i przejechaliśmy cały tor od początku.
***
Po posprzątaniu wszystkiego wróciliśmy do stajni cali mokrzy i brudni od błota. Chwyciłam za szczotki, żeby wyczyścić Lorda i wtedy zobaczyłam, ze ktoś stoi w drzwiach boksu.
- Długo tu jesteś? - spytałam dziewczyny.
Melloow? Co mnie śledzisz? default smiley :p
Od Satiany
Nie wiem gdzie doszłam przez zamyślenie ale tu jest pięknie, nawet zimą, widać że to miejsce długo nie było pielęgnowane ale jest naprawdę piękne. Jego uroda jest eteryczna odrobinę tajemnicza, nieuchwytna.
Są tu krzewy różane, żywopłoty, teraz oczywiście już nierozpoznawalne z powodu mrozu. Wysokie drzewa latem pewnie tworzą coś w rodzaju dachu, ogromny i bardzo wysoki baldachim, przez który ledwo widać niebo: światło popołudnia dociera tu przytłumione i porwane na strzępy, przeciskając się między gałęziami.
Po całym terenie rozsiane są kamienne rzeźby które przykuły moją uwagę już na samym początku, chciałabym potrafić robić takie rzeczy, czas i brak ludzkiej ręki niemal przywróciły to wszystko do stanu naturalnego, kiedy były jeszcze blokami kamienia. Ma się wrażenie że to miejsce rozwijało się samo od czasu, kiedy ktoś je pielęgnował.
Usiadłam na ławce w miarę odsłoniętej i nie do końca zarośniętej zielskiem.
Usłyszałam hałas, prawdopodobnie nie jestem tu sama...
Musze stąd iść.
Idę nie wiedząc dokładnie w którą stronę iść i nagle wpadłam na kogoś..
Odwróciłam się i zobaczyłam nieznajomego.
- Przepraszam - tylko to udało mi się powiedzieć, ponieważ poszłam dalej jak poparzona.
< Ktoś? >
Są tu krzewy różane, żywopłoty, teraz oczywiście już nierozpoznawalne z powodu mrozu. Wysokie drzewa latem pewnie tworzą coś w rodzaju dachu, ogromny i bardzo wysoki baldachim, przez który ledwo widać niebo: światło popołudnia dociera tu przytłumione i porwane na strzępy, przeciskając się między gałęziami.
Po całym terenie rozsiane są kamienne rzeźby które przykuły moją uwagę już na samym początku, chciałabym potrafić robić takie rzeczy, czas i brak ludzkiej ręki niemal przywróciły to wszystko do stanu naturalnego, kiedy były jeszcze blokami kamienia. Ma się wrażenie że to miejsce rozwijało się samo od czasu, kiedy ktoś je pielęgnował.
Usiadłam na ławce w miarę odsłoniętej i nie do końca zarośniętej zielskiem.
Usłyszałam hałas, prawdopodobnie nie jestem tu sama...
Musze stąd iść.
Idę nie wiedząc dokładnie w którą stronę iść i nagle wpadłam na kogoś..
Odwróciłam się i zobaczyłam nieznajomego.
- Przepraszam - tylko to udało mi się powiedzieć, ponieważ poszłam dalej jak poparzona.
< Ktoś? >
Od Lionella c.d: Kimberly
Kogo jak kogo ale w chwili obecnej Kimi... to znaczy Kimberly się nie spodziewałem. Słowo była ostatnią osoba, która przyszła mi na myśl.
Bez większego problemu wyczytałem z jej mimiki, że nie będzie to słodka wizyta. Stałem patrząc na jej wywód niewzruszenie, jednak sam łapałem się na tym że uważnie jej słucham. Jak ona w ogóle śmie prawić mi wyrzuty ?! Haha, dobre kurwa sobie. Jest różnica w niewinnym pocałunku, a wyjście z pokoju podczas uprawiania seksu bez żadnego słowa, a właściwie nie można nazwać tego nawet seksem.
Tyle że jestem dupkiem to wiem, nawet mnie nie zaskoczyła. Natomiast to ona powinna ogarnąć swoje emocje. Ostrzegłem ją, do jasnej cholery ostrzegłem... okazałem odrobinę człowieczeństwa, a ona?
Brawo Lion, brawo brawo brawo. Bądź dobry choć na chwile to masz.- skarciłem sam siebie i w jednej chwili zrobiło mi się cholernie słabo, a ręką mimowolnie złapałem się za bark. Powinienem zacząć wyciągać wnioski, a nie kurwa bawić się ciągle w to samo. Kręcę się w koło jak jakiś niedorozwinięty pies latający za swoim ogonem.
- Skoro nie chciałaś się ze mną przespać to po jaką cholerę zostałaś w pokoju ? - moje spojrzenie skierowane w jej stronę było ostre i przeszywające, a głos ku mojemu zaskoczeniu spokojny. Nie chciałem się kłócić i drzeć mordy na cały korytarz, a może po prostu nie miałem na to wszystko siły?
Dziewczyna spojrzała na mnie przez ramię i w sumie nie wiem czy coś powiedziała czy też nie bo pierdolnąłem drzwiami z całej siły, a następnie osunąłem się po nich na ziemię.
Moja głowa pękała w tej chwili od niechcianych wspomnień, które wzbudziła we mnie ta dziewucha. Jedyne czego pragnąłem w tej chwili to cofnięcie czasu aż do sprzed moich narodzin i pokrzyżowanie wszystkiego tak bym w ogóle nie powstał. Zdecydowanie byłoby lepiej.
Zerwałem się na równe nogi i walnąłem z całej siły w ścianę, tak że moja dłoń niemalże od razu stała się sina.
Zakończyłbym tą nędzną historię nazywającą się życiem już dawnooo dawnooo temu, ale niestety jest jedna jedyna osoba, która mnie tu na tym szarym świecie trzyma, moja mała siostrzyczka, którą już raz pozwoliłem skrzywdzić. Obiecałem sobie wówczas, że nie dopuszczę do tego nigdy więcej.
A tak w ogóle czym ja się przejmuję ?
Zatoczyłem właśnie kolejne pełne koło, nadal nie złapawszy swojego ogona.
Wieczorem debilom z mojego pokoju zachciało się przyprowadzić swoje koleżanki czy tam dziewczyny, a mnie aż brało na mdłości jak sobie słodzili. Kwiatki, róże i serduszka... nie praktykuję ani nie uznaję czegoś takiego.
Postukałem się w czoło przy nich wszystkich i wychodząc powiedziałem im, że są żałośni. Przechadzając się po korytarzach prowadzących w stronę wyjścia do Akademii spostrzegłem Kimberly i jakiegoś faceta, chichrających się razem.
Zmrużyłem oczy i mu się przyjrzałem, zapamiętując jego wygląd. Kiedy dziewczyna mnie spostrzegła jej uśmieszek znikł, a ja pokręciłem głową i zaśmiałem się sarkastycznie odwracając od nich wzrok.
Kiedy w moją twarz uderzyła masa świeżego powietrza, na głowę naciągnąłem kaptur i udałem się w okolice pobliskiego pubu, generalnie lokal spoko ale o zaczepkę cholernie łatwo, a właśnie tego mi w tej chwili trzeba. Wyżyć się, żeby dać upust swoim nerwom, które przez ten widoczek jej i jego zostały jeszcze spotęgowane.
- Hej księżniczko - rzuciłem i zaśmiałem się do ucha jakiemuś kolesiowi całującemu się z dziewczyną.
- Spieprzaj gnoju.
- Takim damom nie wypada używać takich słów. O Megan cześć. - posłałem jej drapieżny uśmieszek, słowo daję pierwszy raz na oczy laskę widzę, a jej wisiorek z imieniem okazał się nadzwyczaj pomocny.- Dziś to samo co wczoraj ? -wymruczałem.
- O czym ty mówisz?! - pisnęła.
- Nie pamiętasz jak było nam wczoraj dobrze? Byłaś nieposkromioną kocicą. - bawiło mnie to kiedy widziałem jak facio się gotował. - Wiedziałeś, że ona może ciągnąć tak całą noc ? Prosiłem ją aby nieco zwolniła tempo ale nie, mówię Ci nie zmieniaj modelu.
Dalej poszło już z górki koleś rzucił się na mnie z pięściami i mi przyłożył rozcinając moja wargę jednak ciut się przecenił, bo to on chwilę później obrywał po mordzie. Raz z lewej ręki a raz z prawej, a co żeby równo puchło. Wszelkie poje pohamowania puściły...
- MNIE... SIĘ... NIE... ZOSTAWIA...DLA...JAKIEGOŚ...NIEUDACZNIKA...- wydarłem się, a przed oczyma miałem tego, dzięki któremu Kimi była wesoła.
Następne zdarzenia pamiętam jak przez mgłę. Ochrona, dwór, spisanie, powrót do Akademii w towarzystwie ponów którzy wyprowadzili mnie na zewnątrz, dywanik u dyrektora...
Oczywiście pierw wersja ochroniarza a potem dopiero moja...
Kiedy zostałem poproszony do środka powolnie wszedłem i usiadłem na krzesełku.
- Lionell, co tak właściwie się stało?
- A więc tak działałem w obronie własnej, ten palant się na mnie rzucił. - burknąłem.
- O co poszło ?
- O jego dziewczynę.
- Zdajesz sobie sprawę, że tylko dlatego iż rzekomo działałeś w obronie własnej nie skończyłeś na komisariacie ?
- Owszem. - mówiłem bez emocji no błagam... stara śpiewka gdybym nie był pewien, że sprawa tak się skończy bym tego tak nie rozegrał.
- Idź teraz do higienistki, a potem prosto do pokoju, a ja razem z panią vice dyrektor zastanowię się co z Tobą zrobić. Widzę Cię rano na śniadaniu.
Kiwnąłem głową i poszedłem do swojego pokoju, nie będzie mnie jakaś laska, która nie dostała pracy w szpitalu oglądać.
Chcąc nie chcąc po nieprzespanej nocy zszedłem na stołówkę, wiadomo ploty już zdążyły obiec całą szkołę, a więc przy stole siedziałem sam, a za moimi plecami Kim i jej współlokatorki.
W połowie śniadania, którego nawet nie tknąłem wszedł dyrektor i skierował się prosto do mnie.
- Zostajesz zawieszony ponieważ nie podjęliśmy jednoznacznej decyzji. Uważaj, w grę wchodzi nawet wydalenie.
- No i zajebiście. - posłałem dyrowi ciepły uśmiech, wstałem i poklepałem go po plecach po czym poszedłem do pokoju.
I tak nikt nie będzie tęsknił, a przynajmniej przeprowadzę się w okolice siostry...
< Kimi ? Lion sobie trochę nabroił, ale temu panu przynajmniej równo puchło c; jakie to miłe z jego strony ^^ >
Bez większego problemu wyczytałem z jej mimiki, że nie będzie to słodka wizyta. Stałem patrząc na jej wywód niewzruszenie, jednak sam łapałem się na tym że uważnie jej słucham. Jak ona w ogóle śmie prawić mi wyrzuty ?! Haha, dobre kurwa sobie. Jest różnica w niewinnym pocałunku, a wyjście z pokoju podczas uprawiania seksu bez żadnego słowa, a właściwie nie można nazwać tego nawet seksem.
Tyle że jestem dupkiem to wiem, nawet mnie nie zaskoczyła. Natomiast to ona powinna ogarnąć swoje emocje. Ostrzegłem ją, do jasnej cholery ostrzegłem... okazałem odrobinę człowieczeństwa, a ona?
Brawo Lion, brawo brawo brawo. Bądź dobry choć na chwile to masz.- skarciłem sam siebie i w jednej chwili zrobiło mi się cholernie słabo, a ręką mimowolnie złapałem się za bark. Powinienem zacząć wyciągać wnioski, a nie kurwa bawić się ciągle w to samo. Kręcę się w koło jak jakiś niedorozwinięty pies latający za swoim ogonem.
- Skoro nie chciałaś się ze mną przespać to po jaką cholerę zostałaś w pokoju ? - moje spojrzenie skierowane w jej stronę było ostre i przeszywające, a głos ku mojemu zaskoczeniu spokojny. Nie chciałem się kłócić i drzeć mordy na cały korytarz, a może po prostu nie miałem na to wszystko siły?
Dziewczyna spojrzała na mnie przez ramię i w sumie nie wiem czy coś powiedziała czy też nie bo pierdolnąłem drzwiami z całej siły, a następnie osunąłem się po nich na ziemię.
Moja głowa pękała w tej chwili od niechcianych wspomnień, które wzbudziła we mnie ta dziewucha. Jedyne czego pragnąłem w tej chwili to cofnięcie czasu aż do sprzed moich narodzin i pokrzyżowanie wszystkiego tak bym w ogóle nie powstał. Zdecydowanie byłoby lepiej.
Zerwałem się na równe nogi i walnąłem z całej siły w ścianę, tak że moja dłoń niemalże od razu stała się sina.
Zakończyłbym tą nędzną historię nazywającą się życiem już dawnooo dawnooo temu, ale niestety jest jedna jedyna osoba, która mnie tu na tym szarym świecie trzyma, moja mała siostrzyczka, którą już raz pozwoliłem skrzywdzić. Obiecałem sobie wówczas, że nie dopuszczę do tego nigdy więcej.
A tak w ogóle czym ja się przejmuję ?
Zatoczyłem właśnie kolejne pełne koło, nadal nie złapawszy swojego ogona.
Wieczorem debilom z mojego pokoju zachciało się przyprowadzić swoje koleżanki czy tam dziewczyny, a mnie aż brało na mdłości jak sobie słodzili. Kwiatki, róże i serduszka... nie praktykuję ani nie uznaję czegoś takiego.
Postukałem się w czoło przy nich wszystkich i wychodząc powiedziałem im, że są żałośni. Przechadzając się po korytarzach prowadzących w stronę wyjścia do Akademii spostrzegłem Kimberly i jakiegoś faceta, chichrających się razem.
Zmrużyłem oczy i mu się przyjrzałem, zapamiętując jego wygląd. Kiedy dziewczyna mnie spostrzegła jej uśmieszek znikł, a ja pokręciłem głową i zaśmiałem się sarkastycznie odwracając od nich wzrok.
Kiedy w moją twarz uderzyła masa świeżego powietrza, na głowę naciągnąłem kaptur i udałem się w okolice pobliskiego pubu, generalnie lokal spoko ale o zaczepkę cholernie łatwo, a właśnie tego mi w tej chwili trzeba. Wyżyć się, żeby dać upust swoim nerwom, które przez ten widoczek jej i jego zostały jeszcze spotęgowane.
- Hej księżniczko - rzuciłem i zaśmiałem się do ucha jakiemuś kolesiowi całującemu się z dziewczyną.
- Spieprzaj gnoju.
- Takim damom nie wypada używać takich słów. O Megan cześć. - posłałem jej drapieżny uśmieszek, słowo daję pierwszy raz na oczy laskę widzę, a jej wisiorek z imieniem okazał się nadzwyczaj pomocny.- Dziś to samo co wczoraj ? -wymruczałem.
- O czym ty mówisz?! - pisnęła.
- Nie pamiętasz jak było nam wczoraj dobrze? Byłaś nieposkromioną kocicą. - bawiło mnie to kiedy widziałem jak facio się gotował. - Wiedziałeś, że ona może ciągnąć tak całą noc ? Prosiłem ją aby nieco zwolniła tempo ale nie, mówię Ci nie zmieniaj modelu.
Dalej poszło już z górki koleś rzucił się na mnie z pięściami i mi przyłożył rozcinając moja wargę jednak ciut się przecenił, bo to on chwilę później obrywał po mordzie. Raz z lewej ręki a raz z prawej, a co żeby równo puchło. Wszelkie poje pohamowania puściły...
- MNIE... SIĘ... NIE... ZOSTAWIA...DLA...JAKIEGOŚ...NIEUDACZNIKA...- wydarłem się, a przed oczyma miałem tego, dzięki któremu Kimi była wesoła.
Następne zdarzenia pamiętam jak przez mgłę. Ochrona, dwór, spisanie, powrót do Akademii w towarzystwie ponów którzy wyprowadzili mnie na zewnątrz, dywanik u dyrektora...
Oczywiście pierw wersja ochroniarza a potem dopiero moja...
Kiedy zostałem poproszony do środka powolnie wszedłem i usiadłem na krzesełku.
- Lionell, co tak właściwie się stało?
- A więc tak działałem w obronie własnej, ten palant się na mnie rzucił. - burknąłem.
- O co poszło ?
- O jego dziewczynę.
- Zdajesz sobie sprawę, że tylko dlatego iż rzekomo działałeś w obronie własnej nie skończyłeś na komisariacie ?
- Owszem. - mówiłem bez emocji no błagam... stara śpiewka gdybym nie był pewien, że sprawa tak się skończy bym tego tak nie rozegrał.
- Idź teraz do higienistki, a potem prosto do pokoju, a ja razem z panią vice dyrektor zastanowię się co z Tobą zrobić. Widzę Cię rano na śniadaniu.
Kiwnąłem głową i poszedłem do swojego pokoju, nie będzie mnie jakaś laska, która nie dostała pracy w szpitalu oglądać.
Chcąc nie chcąc po nieprzespanej nocy zszedłem na stołówkę, wiadomo ploty już zdążyły obiec całą szkołę, a więc przy stole siedziałem sam, a za moimi plecami Kim i jej współlokatorki.
W połowie śniadania, którego nawet nie tknąłem wszedł dyrektor i skierował się prosto do mnie.
- Zostajesz zawieszony ponieważ nie podjęliśmy jednoznacznej decyzji. Uważaj, w grę wchodzi nawet wydalenie.
- No i zajebiście. - posłałem dyrowi ciepły uśmiech, wstałem i poklepałem go po plecach po czym poszedłem do pokoju.
I tak nikt nie będzie tęsknił, a przynajmniej przeprowadzę się w okolice siostry...
< Kimi ? Lion sobie trochę nabroił, ale temu panu przynajmniej równo puchło c; jakie to miłe z jego strony ^^ >
Od Michaela c.d: Elveseden
W sumie już myślałem, ze dziewczyna się nie pojawi. Nie była przekonana kiedy ją zapraszałem ale nie będę ukrywać jestem miło zaskoczony.
- Dziękuję. - odparłem wziąłem ciastka i zmierzyłem ją wzrokiem od góry do dołu i od dołu do góry. Jej strój był dość nietypowy jednak wyglądała w nim całkiem nieźle. Ekhm... na szczególną uwagę zdecydowanie zasłużył dekolt dziewczyny jednak wiedziałem, że powinienem się kontrolować Elv nie wyglądała na dziewczynę z tych łatwych i lecących na cyckowych obserwatorów.
Nie chcąc stracić w jej oczach opanowałem się i podniosłem wzrok na jej twarz posyłając przepraszający uśmiech. Jestem mężczyzną więc na pewne odruchy nie mam najmniejszego wpływu.
Przesunąłem się z wejścia otwierając szerzej drzwi.
- Tak w ogóle to cześć, chodź. - machnąłem ręką zapraszając ją do środka.
- Mhm, cześć.
Elveseden weszła do pokoju i usiadła sobie na moim łóżku, miała już okazje być w tym pokoju tym razem jednak byłem ubrany, a bałagan został ogarnięty, o ile tak można nazwać pięciominutowe porządki polegające na wepchnięciu wszystkiego do szafy i zamknięcie jej co naprawdę wielokrotnie graniczy z cudem. Osobiście chciałbym mieć taką szafę jak magicy te swoje kapelusze w których mieści się wszystko... o to by było bardzo praktyczne i wygodne rozwiązanie.
- Masz ochotę na coś do picia? Nie wiem kawa, herbata ? Cokolwiek? - przeczesałem ręką włosy i miło się uśmiechnąłem.
- Nie dziękuję.
- W takim razie popcorn ?
- Nieee. - pokręciła głową i przewróciła oczyma.- Oglądamy ?
- Tak, tak już zaraz. - westchnąłem. Człowiek chce dobrze a zawsze wychodzi inaczej, fakt do najlepszych gospodarzy się nie zaliczam, bo zbyt gościnny to ja nie jestem. Hmm... Jakby tak pomyśleć to zawsze chodziłem do kogoś na imprezy, albo jak już nastała taka konieczność to ktoś razem ze mną ogarniał je gdzieś w lokalu, odwalając połowę roboty za mnie. Tak było mi po prostu łatwiej i wygodniej.
- Gdzie są Twoi współlokatorzy ? - zapytała rozglądając się po pokoju, a mnie zamurowało. No, no spostrzegawcza z niej niewiasta.
- yyy... Nie ma ich? - przeczesałem ręką włosy.
- No coś ty ?! - klasnęła entuzjastycznie w dłonie, a następnie posłała mi spojrzenie pełne politowania. - Nie zauważyłam.
- Wyszli gdzieś, nie wiem nie ingeruje w ich życie prywatne. - wzruszyłem obojętnie ramionami. Co prawda moja wypowiedź mijała się nieco z prawdą. To że wyszli było akurat jak najbardziej szczere natomiast ehh... musiałem im w tym trochę pomóc. Kurwa nosz czemu nie ma pojedynczych lub maksymalnie dwuosobowych pokoi ? Nie byłoby wtedy tylu problemów,a moje nerwy pozostały by w nienaruszonej kondycji. - w takim razie, co oglądamy? -schyliłem się i podałem jej całe pudełko płyt z filmami od horrorów, przez thrillery aż po romansidła i dramaty. Jakiś palant i dziewczyny pożyczyły mi to wszystko, więc było w czym wybierać.
< Elv ? c: >
- Dziękuję. - odparłem wziąłem ciastka i zmierzyłem ją wzrokiem od góry do dołu i od dołu do góry. Jej strój był dość nietypowy jednak wyglądała w nim całkiem nieźle. Ekhm... na szczególną uwagę zdecydowanie zasłużył dekolt dziewczyny jednak wiedziałem, że powinienem się kontrolować Elv nie wyglądała na dziewczynę z tych łatwych i lecących na cyckowych obserwatorów.
Nie chcąc stracić w jej oczach opanowałem się i podniosłem wzrok na jej twarz posyłając przepraszający uśmiech. Jestem mężczyzną więc na pewne odruchy nie mam najmniejszego wpływu.
Przesunąłem się z wejścia otwierając szerzej drzwi.
- Tak w ogóle to cześć, chodź. - machnąłem ręką zapraszając ją do środka.
- Mhm, cześć.
Elveseden weszła do pokoju i usiadła sobie na moim łóżku, miała już okazje być w tym pokoju tym razem jednak byłem ubrany, a bałagan został ogarnięty, o ile tak można nazwać pięciominutowe porządki polegające na wepchnięciu wszystkiego do szafy i zamknięcie jej co naprawdę wielokrotnie graniczy z cudem. Osobiście chciałbym mieć taką szafę jak magicy te swoje kapelusze w których mieści się wszystko... o to by było bardzo praktyczne i wygodne rozwiązanie.
- Masz ochotę na coś do picia? Nie wiem kawa, herbata ? Cokolwiek? - przeczesałem ręką włosy i miło się uśmiechnąłem.
- Nie dziękuję.
- W takim razie popcorn ?
- Nieee. - pokręciła głową i przewróciła oczyma.- Oglądamy ?
- Tak, tak już zaraz. - westchnąłem. Człowiek chce dobrze a zawsze wychodzi inaczej, fakt do najlepszych gospodarzy się nie zaliczam, bo zbyt gościnny to ja nie jestem. Hmm... Jakby tak pomyśleć to zawsze chodziłem do kogoś na imprezy, albo jak już nastała taka konieczność to ktoś razem ze mną ogarniał je gdzieś w lokalu, odwalając połowę roboty za mnie. Tak było mi po prostu łatwiej i wygodniej.
- Gdzie są Twoi współlokatorzy ? - zapytała rozglądając się po pokoju, a mnie zamurowało. No, no spostrzegawcza z niej niewiasta.
- yyy... Nie ma ich? - przeczesałem ręką włosy.
- No coś ty ?! - klasnęła entuzjastycznie w dłonie, a następnie posłała mi spojrzenie pełne politowania. - Nie zauważyłam.
- Wyszli gdzieś, nie wiem nie ingeruje w ich życie prywatne. - wzruszyłem obojętnie ramionami. Co prawda moja wypowiedź mijała się nieco z prawdą. To że wyszli było akurat jak najbardziej szczere natomiast ehh... musiałem im w tym trochę pomóc. Kurwa nosz czemu nie ma pojedynczych lub maksymalnie dwuosobowych pokoi ? Nie byłoby wtedy tylu problemów,a moje nerwy pozostały by w nienaruszonej kondycji. - w takim razie, co oglądamy? -schyliłem się i podałem jej całe pudełko płyt z filmami od horrorów, przez thrillery aż po romansidła i dramaty. Jakiś palant i dziewczyny pożyczyły mi to wszystko, więc było w czym wybierać.
< Elv ? c: >
Subskrybuj:
Posty (Atom)