niedziela, 13 grudnia 2015

Od Vanessy CD John'a

To co mówił brzmiało dosyć niepokojąco. Mam się zacząć bać?
- John nie strasz mnie... Powiedz o co chodzi...- ostrożnie położyłam dłoń na jego policzku.
- Chciałbym, naprawdę chciałbym, ale nie mogę...- przymknął oczy i tak jakby wtulił twarz w moją dłoń.
Powoli usiadłam. 
- Zaczynam się martwić... Dlaczego nie możesz mi powiedzieć...?- spytałam łapiąc jego rękę i przeplatając palce między jego. 
Drugą ręką wyciągnął poduszkę spod głowy i zakrył sobie twarz. Widać było że to, o czym chciał mi powiedzieć było dla niego trudne. Jednak z każdą chwilą wzrastała we mnie niepewność i lekki strach.

John? mów tu i teraz ;-; 

Od John'a - c.d Vanessy

Nie wiem czy jej powiedzieć. Lepiej prędzej niż później, ale to już nie jest takie łatwe do powiedzenia, na pstryknięcie palców. To jest trochę skomplikowane, ale nie... Nie jestem gotowy na to, aby jej o tym wszystkim powiedzieć. Przytuliłem ją bardziej do siebie. Tak bardzo chciałem jej powiedzieć, tak bardzo tego pragnąłem, tego aby znała prawdę, aby wiedziała z kim ma styczność, ale nie mogę. Boję się, że ją stracę, że wiedząc o tym, zostawi mnie bez najmniejszego słowa... Tego się chyba najbardziej boję, bo ją naprawdę kocham, nigdy takim uczuciem nie darowałem nikogo, no poza jedną osobą, ale nie ważne. 
- Bardzo chciałbym abyś wiedziała, ale nie mogę... - wyszeptałem. 

Vanessa? ;o

Od Luizy - c.d John'a

Tak przyglądając się Johnowi i jego dziewczynie, niespodziewanie na swoich ramionach poczułam czyjeś... Dłonie? Dłonie jakiegoś mężczyzny?
W tej chwili sparaliżowało mnie. Serce waliło mi jak młotem, nawet nie zwróciłam uwagi na ciarki, które przeszły mi po plecach, docierając do karku, niczym małe pajączki o elektrycznych odnóżach. 
Zacisnęłam usta. Chciałam wstać, wyrwać się z rąk chłopaka, (którego kompletnie nie znałam) i... I... Sam nie wiem... Odeszłabym? 
Za bardzo czekałam na reakcję John'a. Żeby coś powiedział. Żeby interweniował. John jednak posłał uśmiech osobie, która właśnie za mną stała i podniósł splecioną dłoń jego i Vanessy.
 Chłopak oderwał ode mnie dłonie i podszedł do nich.
Oszołomiona popatrzyłam na chłopaka, który właśnie się odwrócił i zmierzał w stronę John'a. Był wysoki, dobrze zbudowany i kompletnie mi nie znany!
Usiadł naprzeciwko zakochanych. O czymś gadali, a ja siedziałam i patrzyłam przed siebie z zaciśniętymi szczękami. Z każdą mijającą sekundą coraz mocniej ściskało mnie w żołądku. Czułam, że wszyscy raz to na mnie, raz to na nich patrzą. 
Więc to tak mam sobie pozwolić? (Nie wiem, co mi wtedy było...), o nie, nie ma mowy.
Wstałam gwałtownie i ruszyłam w ich stronę. Nie, pomyślałam, nie będzie tak łatwo. Przystanęłam nie zamierzając siadać i spojrzałam prosto w ciemne oczy chłopaka.
-Myślisz, że możesz... - Głos mi się łamał i byłam na siebie zła, że brzmi tak słabo. - Myślisz, że możesz w ten sposób naruszać moją przestrzeń osobistą... - wypaliłam. Cisza przy stoliku powróciła w jednej chwili. Cała trójka wbijała we mnie wzrok. 
Odwróciłam się i odeszłam. Nie patrząc na nikogo, wymaszerowałam przez drzwi stołówki, otworzywszy je szeroko obiema rękami.
Znalazłam się sama na korytarzu i mocno przygryzałam wewnętrzną, dolną część wargi, aż poczułam metaliczny posmak krwi. 
Głupia, głupia, głupia, głupia! Krzyczałam w myśli.
Co to miało być?!: ,,Myślisz, że możesz w ten sposób naruszać moją przestrzeń osobistą''?! Co?! Brawo Luiza, niedawno przyjechałaś, a już robisz z siebie pośmiewisko? Pewnie pomyślał sobie: ,,Że co? Co ta blondi do mnie pierdoli?" albo ,,Haha! Ale mnie to poruszyło, haha!", na pewno mają teraz z czego się pośmiać...
Szłam dalej, prosto do pokoju. 
Gdy już znalazłam się w moim "dziale" pokojowym, rzuciłam się na łóżko, zanurzając się w śnieżno białym kocu.
-Ale jestem durna... - jęknęłam do siebie. - I do tego za godzinę zaczyna się trening...
Spłonę, dosłownie spłonę... No, ale cóż... Patrząc na to z drugiej strony można by rzec, iż było to zabawne, nawet i bardzo. 
Noo... Nie ma co się nad sobą użalać, mówi się trudno. 
Wstałam, ubrałam się w strój jeździecki i ruszyłam w stronę stajni. Na moje szczęście nie spotkałam po drodze nikogo. Pewnie jeszcze wszyscy kończą swoje śniadanie, albo dopiero, co zaczynają. Mniejsza o to...
(John? Carl?)

Od Vanessy CD John'a

- Aaa co miałam usłyszeć?- spytałam trochę nie rozumiejąc. 
John odetchnął jakby z ulgą. Przymknął na chwilę oczy i zatobił nos w moich włosach. 
- Iii kto to był?- spojrzałam na niego trochę się podnosząc. 
- Stary znajomy- odparł jedynie. 
- Mhm- powiedziałam cicho chociaż pewnie bardziej do siebie. 
Jeśli teraz nie chce mi powiedzieć to i tak później oto zrobi. 

John? Z dupy wzięte te moje opo.... xd

sobota, 12 grudnia 2015

Od John'a - c.d Vanessy

Spojrzałem na dziewczynę, pokręciłem przecząco głową. Tak szczerze? Nic mi się nie chciało poza leżeniem.. Ale ostatecznie przerwał to ktoś, wchodząc sobie do pokoju bez pukania. W pierwszej chwili pomyślałem, że to jeden ze współlokatorów. Jednak się myliłem, jak zwykle, ale wracając. Był to mój najwspanialszy Carl... Szybko się zaklimatyzował. Rzucił się tuż obok mnie i patrzył na Vanessę.
- Niezłą dziunię wyrwałeś, ale my byliśmy lepsi. - wyszeptał mi na ucho. 
Przewróciłem oczami, mam nadzieję, że Van tego nie słyszała. Popatrzyłem na nią.
- Dobra idź, tu się coś szykuje. - powiedziałem. 
Carl zszedł z łóżka i wyszedł z pokoju. 
- Słyszałaś? - spytałem, choć miałem nadzieję, że tego nie usłyszała. 

Vanessa? Sama napisałam gorsze. XD