Spojrzałam na niego. Na język nasunęło mi się przekleństwo, ale przygryzłam wargę i odwróciłam wzrok. Dopiero co wytaplałam się z błota, nadal byłam wściekła, ale ta jego mina... Zaczęło topnieć mi serce. Dosłownie. Do moich oczu ponownie napłynęły łzy. Po chwili ciurkiem polały się po moich policzkach. Nigdy, przenigdy nie widziałam chłopaka, który by tak czegoś żałował. Nigdy. Złość mieszała się z tym dziwnym uczuciem bezradności i czegoś jeszcze. Zatrzęsłam się z zimna, nie miałam na sobie praktycznie nic.
- Melloow, boże, nie płacz, proszę! - powiedział trzęsącym się głosem. Oswobodziłam dłonie i chciałam powoli kucnąć, ale kolana odmówiły mi posłuszeństwa, i po prostu padłam przed nim jak on przed chwilą przede mną. Nie czułam mokrej ziemi pod nogami, ani mojej trzepoczacej bluzki. Bo widziałam tylko jego zapłakane oczy. Łzy znowu nie dały mi spokoju.
- Zrozum, ja... ja cię kocham, boże, ja nie chciałem! - łkał, a ja ponownie starłam jego łzy. Dotknęłam jego mokrej twarzy.
- To nie twoja wina... - wyszeptałam łamiącym się głosem. - Ja powinnam powiedzieć ci wcześniej, c.holera, ja, ja... - nie mogłam złapać powietrza. On nie wiedział jaki był powód mojej agresji. Nikt nie wiedział. Poza nimi trzema... Znowu zapłakałam.
- Przestań, spokojnie, cicho... - próbował mnie wyciszyć, ale nie udało mu się. Delikatnie go objęłam. Naprawdę delikatnie. Chłopak powoli zrobił to samo.
- Cała się trzęsiesz, chodź do środka... - próbował wstać, ale z bezradności złapałam go za rękę. Pokręciłam głową i pociągnęłam nosem. Wzięłam głęboki oddech, ale to nic nie dało. Próbowałam się uspokoić.
- Słuchaj... Ty myślisz, że ja... Że mój charakter był taki od początku, ale... Nie - zaczęłam chlipiac.
- Spokojnie - próbował mnie uciszyć, ale pokręciłam głową i kontynuowałam. Czułam, że teraz jest ten moment, i jeśli tego nie zrobię, to nie zrobię tego już nigdy.
- To było rok temu, w moje urodziny - wzięłam oddech. Chłopak przyglądał mi się z napięciem na twarzy. - Poszłam wtedy do klubu, jednego z najgorszych w mieście. Koleżanka mnie zaciągnęła. Mówiła... Mówiła, że jest dobra zabawa, kiedy weszłyśmy, ona poszła w jedną, a ja w drugą stronę. Poznałam... Poznałam chłopaka... Znaczy... Trzech chłopaków. Było fajnie, nigdy się tak nie bawiłam. I wtedy... Wtedy... Choler.a, oni... - zaczęłam się jąkac i nie potrafiłam nad tym zapanować. Tak ciężko jest to wydusić, wypluć z siebie!
- Nie musisz kończyć... - próbował Benjamin, ale spojrzałam na niego w ten sposób, że zamilkł.
- Oni zamówili mi drinka... Ten drink... On... Była w nim pigułka! - prawie to wykrzyczałam. Nie panowałam nad łzami, myślałam, że mi ich braknie. - Było ich trzech, i... pamiętam każde słowo, które tam padło, każdy gest, i ten ból, ten cholern.y ból... - byłam roztrzęsiona, cała się telepotałam. Ben chyba chciał coś powiedzieć, ale otworzył usta, i nic z nich nie wydobył.
- Nie był to mój pierwszy raz, ale nikt nigdy mnie tak podle nie potraktował. Nigdy później nie miałam chłopaka... nie całowałam się, nie wpakowywałam się do łóżka, ani... Kocham imprezować, spijać się, wyzywająco ubierać, ale robię to... Robię to żeby zapomnieć - to ostatnie słowo ledwo wymówiłam, wargi odmawiały mi posłuszeństwa...
<No to.... Ben?>
środa, 25 lutego 2015
Od Nathana CD Leyci
Dziewczyna niechętnie oparła się na moim ramieniu. Ledwo co dowlokłem ją do samochodu, tak się chwiała na nogach. Wątpię, czy jutro zdąży na trening. Niemal zachichotałem na tą myśl. Posadziłem ją na tylnim siedzeniu, ale w wyniku skomplikowanych akrobacji godnych gracji słonia, znalazła się z przodu, obok mnie.
- Zapnij pasy - mruknąłem przez zęby kiedy już jechaliśmy, ale chyba nie usłyszała, albo nic sobie z tego nie zrobiła. Obie opcje w jej stanie były prawdopodobne. Lewą ręką złapałem kierownice, a prawą naciągnąłem jej pas i zapiąłem go.
- Lalalalala! - usłyszałem po chwili. Leyci otworzyła okno i wystawiła głowę przez szybę.
- Beverly Hills wita!!! - wrzeszczała przez okno. Jakaś ciężarówka prawie urwała jej głowę. Jadąc zygzakiem wciagnąłem ją do auta i zamknąłem szybę. Potrząsnąłem nią, ale to nic nie dało.
- Choler.a, weź się ogarnij! - powiedziałem głośno marszcząc brwi.
- Zobacz saaam, jak gumiaki skaczą tam i siam, bo gumiaki cały świat już znaa, gumiak to fajny buut! - zaintonowała dziewczyna. Nie zdążyłem jej przerwać, bo zaczęła kolejne intonacje:
- My jesteśmy krasnoludki hopsa sa, hopsa sa, zamiast mleka chcemy wódki
hopsa sa, hopsa... Ej, Nathan, możesz włączyć muzykę? Proooosze - zaczęła zawodzić.
- Słuchaj, żadna pijana osoba, którą wiozłem, nie była tak narąbana jak ty... - oczywiście nie dała mi skończyć.
- Heeej dzieci jeśli chcecie, zobaczyć tamten świat, podłączcie się pod tysiąc waaat! Telewizor włączcie, gaz podkręćcie i usiądźcie, i hm, nie wiem co dalej... Nie ważne. Był raz sobie marynarz stary, który żywił się wyłącznie pieprzem, sypał pieprz do zupy mlecznej i do konfitury, ha! - zaczęła nucić pod nosem.
- Dla swojego dobra, radzę ci się troszkę wyciszyć - powiedziałem spokojnie, ale Leyci ani myślała przestać. Po nastepnych dwóch piosenkach włączyłem komórkę i kilknąłem dyktafon. Uśmiechnąłem się krzywo na myśl o fascynującym, jutrzejszym dniu.
- Co ty taki spięty?! Zaśpiewaj ze mną! - udała obrażoną minkę Leyci. - Ty wiesz, ty bardzo przystojny jesteś - oparła mi głowę na ramieniu. Czuć było od niej fajkami, nadal miała na sobie moją kurtkę. Całe auto będzie tym śmierdziało. Westchnąłem.
- Naprawdę? - mruknąłem.
- No tak! Taka gębusię masz ładniutką, i ten, w tych okularkach ci do twarzy! - zamknęła oczy i ziewneła prawie niezauważalnie. Jeszcze dwie minuty i będziemy w akademii, tylko dwie minuty... Spojrzałem na nią z pobłażaniem. W końcu dojechałem na miejsce. Lekko odsunąłem głowę Leyci ze swojego ramienia i wyskoczyłem z samochodu. Kiedy otwierałem z jej strony drzwi, już spała. Wziąłem ją pod kolana i pod ręce, po czym podniósłem. Jedną ręką odgarnąłem jej włosy z twarzy. Była ciężka jak choler.a, nieprzytomni ludzie zawsze ważą tonę... Zaniosłem ją do pokoju. Nie wiem, czy jej współlokatorki spały, i czy w ogóle były bo było ciemno nic nie widziałem. W dodatku ciężko było mi przebrnąć przez morze ciuchów pozostawionych na podłodze. Położyłem Leyci na łóżku, jak sądziłem jej. Dziewczyna przekręciła się na drugi bok.
- Rozebrać cię? - zapytałem nad jej uchem, ale ona wymruczała tylko coś w stylu ,,gumisie" chociaż równie dobrze mogło znaczyć to też ,,oczywiście"...
Zdjąłem jej wysokie buty i postawiłem na ziemi. Chwilę nad nią stałem. Trudno, i tak widziałem ją w bieliźnie. Rozsunąłem z boku sukienkę, przykryłem ją pościelą i zsunąłem materiał po jej ramionach. Jeszcze raz na nią zerknąłem.
- Dobranoc - wyszeptałem i obróciłem się na pięcie z zamiarem wyjścia.
<Leyci? ;3 jak tam ten, samopoczucie xD? >
- Zapnij pasy - mruknąłem przez zęby kiedy już jechaliśmy, ale chyba nie usłyszała, albo nic sobie z tego nie zrobiła. Obie opcje w jej stanie były prawdopodobne. Lewą ręką złapałem kierownice, a prawą naciągnąłem jej pas i zapiąłem go.
- Lalalalala! - usłyszałem po chwili. Leyci otworzyła okno i wystawiła głowę przez szybę.
- Beverly Hills wita!!! - wrzeszczała przez okno. Jakaś ciężarówka prawie urwała jej głowę. Jadąc zygzakiem wciagnąłem ją do auta i zamknąłem szybę. Potrząsnąłem nią, ale to nic nie dało.
- Choler.a, weź się ogarnij! - powiedziałem głośno marszcząc brwi.
- Zobacz saaam, jak gumiaki skaczą tam i siam, bo gumiaki cały świat już znaa, gumiak to fajny buut! - zaintonowała dziewczyna. Nie zdążyłem jej przerwać, bo zaczęła kolejne intonacje:
- My jesteśmy krasnoludki hopsa sa, hopsa sa, zamiast mleka chcemy wódki
hopsa sa, hopsa... Ej, Nathan, możesz włączyć muzykę? Proooosze - zaczęła zawodzić.
- Słuchaj, żadna pijana osoba, którą wiozłem, nie była tak narąbana jak ty... - oczywiście nie dała mi skończyć.
- Heeej dzieci jeśli chcecie, zobaczyć tamten świat, podłączcie się pod tysiąc waaat! Telewizor włączcie, gaz podkręćcie i usiądźcie, i hm, nie wiem co dalej... Nie ważne. Był raz sobie marynarz stary, który żywił się wyłącznie pieprzem, sypał pieprz do zupy mlecznej i do konfitury, ha! - zaczęła nucić pod nosem.
- Dla swojego dobra, radzę ci się troszkę wyciszyć - powiedziałem spokojnie, ale Leyci ani myślała przestać. Po nastepnych dwóch piosenkach włączyłem komórkę i kilknąłem dyktafon. Uśmiechnąłem się krzywo na myśl o fascynującym, jutrzejszym dniu.
- Co ty taki spięty?! Zaśpiewaj ze mną! - udała obrażoną minkę Leyci. - Ty wiesz, ty bardzo przystojny jesteś - oparła mi głowę na ramieniu. Czuć było od niej fajkami, nadal miała na sobie moją kurtkę. Całe auto będzie tym śmierdziało. Westchnąłem.
- Naprawdę? - mruknąłem.
- No tak! Taka gębusię masz ładniutką, i ten, w tych okularkach ci do twarzy! - zamknęła oczy i ziewneła prawie niezauważalnie. Jeszcze dwie minuty i będziemy w akademii, tylko dwie minuty... Spojrzałem na nią z pobłażaniem. W końcu dojechałem na miejsce. Lekko odsunąłem głowę Leyci ze swojego ramienia i wyskoczyłem z samochodu. Kiedy otwierałem z jej strony drzwi, już spała. Wziąłem ją pod kolana i pod ręce, po czym podniósłem. Jedną ręką odgarnąłem jej włosy z twarzy. Była ciężka jak choler.a, nieprzytomni ludzie zawsze ważą tonę... Zaniosłem ją do pokoju. Nie wiem, czy jej współlokatorki spały, i czy w ogóle były bo było ciemno nic nie widziałem. W dodatku ciężko było mi przebrnąć przez morze ciuchów pozostawionych na podłodze. Położyłem Leyci na łóżku, jak sądziłem jej. Dziewczyna przekręciła się na drugi bok.
- Rozebrać cię? - zapytałem nad jej uchem, ale ona wymruczała tylko coś w stylu ,,gumisie" chociaż równie dobrze mogło znaczyć to też ,,oczywiście"...
Zdjąłem jej wysokie buty i postawiłem na ziemi. Chwilę nad nią stałem. Trudno, i tak widziałem ją w bieliźnie. Rozsunąłem z boku sukienkę, przykryłem ją pościelą i zsunąłem materiał po jej ramionach. Jeszcze raz na nią zerknąłem.
- Dobranoc - wyszeptałem i obróciłem się na pięcie z zamiarem wyjścia.
<Leyci? ;3 jak tam ten, samopoczucie xD? >
Od Mirandy do Kate
Szłam do pokoju się rozpakować.Popatrzałam było pusto spojrzałam na plan i powiedziałam sama do siebie:
-Pięknie lekcja konna już się zaczeła!
Poszłam szybko do Shanti i osiodłałam ją pojechałam szybko na lekcje i nagle pani Chenery powiedziała
T-Spóźniona o 5 minut...Powiedziała to spokojnym głosem.
M-Bardzo przepraszam! jestem nowa i.Nagle przerwała mi wypowiedź pani trener
T-Spokojnie nie musisz się tłumaczyć
Powiedziała abym pokazała na torze co potrafi Shanti pobiegłyśmy i powiedziała że bardzo dobry wynik.
Godzina po:
Weszłam do pokoju cicho było i nagle!
wpadłam na Kate
-oj przepraszam!
<Kate?>
-Pięknie lekcja konna już się zaczeła!
Poszłam szybko do Shanti i osiodłałam ją pojechałam szybko na lekcje i nagle pani Chenery powiedziała
T-Spóźniona o 5 minut...Powiedziała to spokojnym głosem.
M-Bardzo przepraszam! jestem nowa i.Nagle przerwała mi wypowiedź pani trener
T-Spokojnie nie musisz się tłumaczyć
Powiedziała abym pokazała na torze co potrafi Shanti pobiegłyśmy i powiedziała że bardzo dobry wynik.
Godzina po:
Weszłam do pokoju cicho było i nagle!
wpadłam na Kate
-oj przepraszam!
<Kate?>
wtorek, 24 lutego 2015
Witamy Mirandę Farnę i jej wierzchowca Shanti!
Imię: Miranda
Pseudo: Mira
Nazwisko: Farna
Wiek: 18 lat
Głos: Ewa Farna
Charakter: Miła,mądra,wirtuoz,spokojna,cierpliwa,sprawiedliwa.
Aparycja: 170 cm, jej styl to normalny.
Hobby: Jazda konna, śpiew.
Partner/ka: -
Rodzina: Maria - matka,Arnold - ojciec
Ciekawostki: Mira jest dosyć szalona więc uważaj co mówisz bo nie wiadomo jak zareaguje.
Historia: Urodziła się w nowym jorku lecz jest polką wyprowadzili się do polki gdy miała 13 lat.Miranda kocha swojego Konia dla tego chciała się zapisać na kursy jazdy konnej.
Znalazła akademie od razu chciała dołączyć i co młoda nastoletnia Mira dołączyła.
Koń: Shanti
Pupil: nie ma
Pokój nr: 5
Login: kwawa mery
Dodatkowe zdjęcia:
Imię: Shanti
Płeć: klacz
Wiek: 5 lat
Rasa: koń czystej krwi arabskiej
Budowa: Shanti ma piękną karą grzywę,wysoko ogon ma uniesiony i prze śliczną maść kasztanowatą!
Usposobienie: Miła,łagodna,szybka,głośna,szybka.
Specjalizacja: wyścigi
Inne: wygrała mistrzostwa w Ameryce.
Nr. boksu: 41
Właściciel: Miranda Farna
Opka od Mellow i Benjamina Cz. III
Od Mellow-c.d Benjamin'a
- Wiesz, że nie będzie to zbyt estetyczne w stosunku do twojej rodziny? - zapytałam poważnie.
- Ja cię potrzebuję, ja... - mówił gorączkowo, ale przerwałam mu kładąc palec na ustach.
- Cicho - rozkazałam, ale on dopowiedział cicho:
- Proszę... - miał tak rozpaczliwie żałosny wyraz twarzy, że nie wytrzymałam. Popatrzyłam mu w oczy.
- Twoja rodzna będzie patrzeć na mnie spode łba, szeptać na nasz temat, a twoje kuzynostwo mimo żałoby będzie się do ciebie szczerzyć, chichotać i pytać kiedy ślub. Ty... Jesteś na to gotowy? - zapytałam z powagą na twarzy.
- Nie przejmuj się rodziną, do diaska! Nie zwracam na nich uwagi! - prawie krzyczał.
- Jesteś na pewno pewien? Na sto procent? - nadal patrzyłam mu w oczy.
- Tak, choler.a, tak jestem pewien! - przytulił mnie mocno, tak, że prawie mnie udusił.
- To... Pojadę z tobą - pogładziłam go po policzku wierzchem dłoni.
- Dziękuję - powiedział i pocałował mnie lekko. Wstałam.
- Muszę iść do Espady i Lili, a potem powiedzieć koniuszemu że mnie nie będzie... I poprosić trenekę żeby zerkała na ogiera i ćwiczyła z Lilą... I co z Aure? - przygryzłam wargę.
- Psy zabierzemy... O ile twoja suka wysiedzi podróż.
- Z tym nie ma sprawy, jest ułożona. A co na to twoi rodzice? - prawie ugryzłam się w język. - Znaczy, wujkowie?
- Nie pytałem ich o zgodę. Stać mnie na podróż dla obojga i zwierzaków.
- W takim razie... Okej. A, i jeszcze coś - przypomniało mi się kiedy otwierałam drzwi. Chłopak uniósł brwi.
- Wątpię, czy będziemy się mogli tam tak... całować i... hmm, dotykać - mruknełam, a chłopak westchnął, odchylił głowę i szepnął:
- Trudno... - i wyszłam. Pobiegłam do stajni posmarować Espadzie nogę. Potem zadzwoniłam do weta, poinformowałam koniuszego odnośnie opieki nad moimi końmi i poszłam do recepcji się chwilowo wymeldować. Potem zadzwoniłam do ojca.
- Jeśli przyszłoby do głowy wam mnie odwiedzać, w co wątpię, to mnie nie ma.
- Co? - usłyszałam zmęczony głos ojca.
- Jadę do Francji z poznanym chłopakiem - powiedziałam szybko i dopiero wtedy dotarło do mnie jak to kretynsko zabrzmiało.
- Co?! Oszalałas?! Co ty sobie... - nie dokończył ojciec bo się rozłączyłam. Nie mam zamiaru się mu spowiadać...
Potem ruszyłam do pokoju i ciężko spadłam na łóżko. Tyle się ostatnio działo... Nie ogarniam tego wszystkiego. Ociężale podnosiłam rzeczy i wpychałam je do walizki. Czy to na pewno był dobry pomysł? To rodzinna żałoba... Ale z drugiej strony Benjamin się sam nie da rady pozbierać... Wiele myśli ganiało mi po głowie. W końcu nie wytrzymałam, i tak jak stałam, pobiegłam do stajni. Błyskawicznie osiodłalam Somalię.
- Dobry kucyk... Pojedziemy w teren, okej? - szeptałam do niej. W końcu wsiadłam i pojechałam przed siebie w las.
<Ben? >
Od Benjamin'a-c.d Mellow
Dziewczyna wyszła z pokoju a ja położyłem się. Z półki szafki wziąłem laptopa. Ledwo co włączyłem facebooka naskoczyli na mnie znajomi z Francji. Na poczatek wiadomosci typu "współczuję/moje kondolencję" a potem kiedy przyjade, na ile, czy sie spotkamy itp. Poirytowany nawet nie odpisałem, wyłączyłem facebook'a i odłożyłem laptopa. Nie miałem co ze sobą zrobić, dopiero po chwili połapałem się, że nie zarezerwowałem biletów. Podniosłem się w stronę laptopa i szybko poszukałem tanich ale nie mogłem tracić czasu. Zarezerwowałem lot na piątek, zaznaczyłem że bierzemy psy i takie tam. Po załatwieniu wszystkiego wyłączyłem laptopa. Wstałem z łóżka po czym ubrałem dresy i jakąś starą bluze. Wziąłem telefon i słuchawki po czym poszedłem po Ache. Pies na mój widok zaszczekał, otworzyłem kojec po czym założyłem mu obrożę i przypiąłem smycz. Zamknąłem kojec a potem razem z Ache poszedłem w stronę lasu. Po chwili pomyślałem, że przydałoby się pobiegać. No to wziąłem się za to. Włączyłem muzykę i cmoknąłem . Ache zatrzymał się i przekrzywił głowę, odpiąłem mu smycz a ten wyrwał w śnieg.
-Ache !
Pies wybiegł z krzaków i podbiegł do mnie. Teraz biegał metr może dwa ode mnie.
~*~
Do akademi wróciłem na kolację, Ache wziąłem do pokoju. Nalałem mu wody i nasypałem karmę. Pogłaskałem go po czym poszedłem na kolację. Wziąłem zapiekankę i ciepłą herbatę po czym usiadłem przy stoliku który stał w kącie.
-Sam siedzisz ?
Skinąłem głową nie podnosząc wzroku. Jednak kiedy osoba usiadła podniosłem głowę z uśmiechem na twarzy. Przede mną siedziała Mellow. Uśmiechnęła się do mnie jak to zwykła mieć odkąd jesteśmy razem.
-Zarezerwowałem bilety na piątek.
Rzuciłem a Mell podniosła brew. Upiłem łyk herbaty ale postanowiłem ją zostawić. Imbirowa z cytryną, od dzisiaj gardzę herbatą ze stołówki. Odsunąłem kubek.
-To...dobrze.
-Masz wątpliwości.
Nawet nie musiałem patrzeć się w jej oczy żeby to zauważyć. Dziewczyna drgnęła po czym przesiadła się obok mnie. Ujęła moją dłoń, spojrzałem się na nią. Kąciki jej ust lekko się uniosły.
-T-tak.
Westchnąłem, ale uśmiechnąłem się do niej szczerze.
-Mellow. Kocham cię i nie skrzywdzę cię. Obiecuję.
Ująłem jej dłoń u musnąłem ją.
~*~
Po kolacji poszedłem z Mellow do mnie. Ache na jej widok zaczął szczekać. Kiedy dziewczyna schyliła się żeby go pogłaskać ten położył się na plecach. Zaśmiałem się tak samo Mellow. Ledwo co się wyprostowała obróciłem ją i wpiłem się w jej usta. Po chwili ją podniosłem.
http://37.media.tumblr.com/ae014cc58ea3a6927324969b5e52d467/tumblr_n20z7aPc9k1s9v3hho1_250.gif
-Jesteś pierwszą dziewczyną którą tak bardzo pokochałem.
Wymamrotałem między pocałunkami. Mell odsunęła głowę i uśmiechnęła się. Przeczesała mi włosy po czym sama odgarnęła niektóre kosmyki które opadły jej na twarz.
(Mellow ? :*)
- Wiesz, że nie będzie to zbyt estetyczne w stosunku do twojej rodziny? - zapytałam poważnie.
- Ja cię potrzebuję, ja... - mówił gorączkowo, ale przerwałam mu kładąc palec na ustach.
- Cicho - rozkazałam, ale on dopowiedział cicho:
- Proszę... - miał tak rozpaczliwie żałosny wyraz twarzy, że nie wytrzymałam. Popatrzyłam mu w oczy.
- Twoja rodzna będzie patrzeć na mnie spode łba, szeptać na nasz temat, a twoje kuzynostwo mimo żałoby będzie się do ciebie szczerzyć, chichotać i pytać kiedy ślub. Ty... Jesteś na to gotowy? - zapytałam z powagą na twarzy.
- Nie przejmuj się rodziną, do diaska! Nie zwracam na nich uwagi! - prawie krzyczał.
- Jesteś na pewno pewien? Na sto procent? - nadal patrzyłam mu w oczy.
- Tak, choler.a, tak jestem pewien! - przytulił mnie mocno, tak, że prawie mnie udusił.
- To... Pojadę z tobą - pogładziłam go po policzku wierzchem dłoni.
- Dziękuję - powiedział i pocałował mnie lekko. Wstałam.
- Muszę iść do Espady i Lili, a potem powiedzieć koniuszemu że mnie nie będzie... I poprosić trenekę żeby zerkała na ogiera i ćwiczyła z Lilą... I co z Aure? - przygryzłam wargę.
- Psy zabierzemy... O ile twoja suka wysiedzi podróż.
- Z tym nie ma sprawy, jest ułożona. A co na to twoi rodzice? - prawie ugryzłam się w język. - Znaczy, wujkowie?
- Nie pytałem ich o zgodę. Stać mnie na podróż dla obojga i zwierzaków.
- W takim razie... Okej. A, i jeszcze coś - przypomniało mi się kiedy otwierałam drzwi. Chłopak uniósł brwi.
- Wątpię, czy będziemy się mogli tam tak... całować i... hmm, dotykać - mruknełam, a chłopak westchnął, odchylił głowę i szepnął:
- Trudno... - i wyszłam. Pobiegłam do stajni posmarować Espadzie nogę. Potem zadzwoniłam do weta, poinformowałam koniuszego odnośnie opieki nad moimi końmi i poszłam do recepcji się chwilowo wymeldować. Potem zadzwoniłam do ojca.
- Jeśli przyszłoby do głowy wam mnie odwiedzać, w co wątpię, to mnie nie ma.
- Co? - usłyszałam zmęczony głos ojca.
- Jadę do Francji z poznanym chłopakiem - powiedziałam szybko i dopiero wtedy dotarło do mnie jak to kretynsko zabrzmiało.
- Co?! Oszalałas?! Co ty sobie... - nie dokończył ojciec bo się rozłączyłam. Nie mam zamiaru się mu spowiadać...
Potem ruszyłam do pokoju i ciężko spadłam na łóżko. Tyle się ostatnio działo... Nie ogarniam tego wszystkiego. Ociężale podnosiłam rzeczy i wpychałam je do walizki. Czy to na pewno był dobry pomysł? To rodzinna żałoba... Ale z drugiej strony Benjamin się sam nie da rady pozbierać... Wiele myśli ganiało mi po głowie. W końcu nie wytrzymałam, i tak jak stałam, pobiegłam do stajni. Błyskawicznie osiodłalam Somalię.
- Dobry kucyk... Pojedziemy w teren, okej? - szeptałam do niej. W końcu wsiadłam i pojechałam przed siebie w las.
<Ben? >
Od Benjamin'a-c.d Mellow
Dziewczyna wyszła z pokoju a ja położyłem się. Z półki szafki wziąłem laptopa. Ledwo co włączyłem facebooka naskoczyli na mnie znajomi z Francji. Na poczatek wiadomosci typu "współczuję/moje kondolencję" a potem kiedy przyjade, na ile, czy sie spotkamy itp. Poirytowany nawet nie odpisałem, wyłączyłem facebook'a i odłożyłem laptopa. Nie miałem co ze sobą zrobić, dopiero po chwili połapałem się, że nie zarezerwowałem biletów. Podniosłem się w stronę laptopa i szybko poszukałem tanich ale nie mogłem tracić czasu. Zarezerwowałem lot na piątek, zaznaczyłem że bierzemy psy i takie tam. Po załatwieniu wszystkiego wyłączyłem laptopa. Wstałem z łóżka po czym ubrałem dresy i jakąś starą bluze. Wziąłem telefon i słuchawki po czym poszedłem po Ache. Pies na mój widok zaszczekał, otworzyłem kojec po czym założyłem mu obrożę i przypiąłem smycz. Zamknąłem kojec a potem razem z Ache poszedłem w stronę lasu. Po chwili pomyślałem, że przydałoby się pobiegać. No to wziąłem się za to. Włączyłem muzykę i cmoknąłem . Ache zatrzymał się i przekrzywił głowę, odpiąłem mu smycz a ten wyrwał w śnieg.
-Ache !
Pies wybiegł z krzaków i podbiegł do mnie. Teraz biegał metr może dwa ode mnie.
~*~
Do akademi wróciłem na kolację, Ache wziąłem do pokoju. Nalałem mu wody i nasypałem karmę. Pogłaskałem go po czym poszedłem na kolację. Wziąłem zapiekankę i ciepłą herbatę po czym usiadłem przy stoliku który stał w kącie.
-Sam siedzisz ?
Skinąłem głową nie podnosząc wzroku. Jednak kiedy osoba usiadła podniosłem głowę z uśmiechem na twarzy. Przede mną siedziała Mellow. Uśmiechnęła się do mnie jak to zwykła mieć odkąd jesteśmy razem.
-Zarezerwowałem bilety na piątek.
Rzuciłem a Mell podniosła brew. Upiłem łyk herbaty ale postanowiłem ją zostawić. Imbirowa z cytryną, od dzisiaj gardzę herbatą ze stołówki. Odsunąłem kubek.
-To...dobrze.
-Masz wątpliwości.
Nawet nie musiałem patrzeć się w jej oczy żeby to zauważyć. Dziewczyna drgnęła po czym przesiadła się obok mnie. Ujęła moją dłoń, spojrzałem się na nią. Kąciki jej ust lekko się uniosły.
-T-tak.
Westchnąłem, ale uśmiechnąłem się do niej szczerze.
-Mellow. Kocham cię i nie skrzywdzę cię. Obiecuję.
Ująłem jej dłoń u musnąłem ją.
~*~
Po kolacji poszedłem z Mellow do mnie. Ache na jej widok zaczął szczekać. Kiedy dziewczyna schyliła się żeby go pogłaskać ten położył się na plecach. Zaśmiałem się tak samo Mellow. Ledwo co się wyprostowała obróciłem ją i wpiłem się w jej usta. Po chwili ją podniosłem.
http://37.media.tumblr.com/ae014cc58ea3a6927324969b5e52d467/tumblr_n20z7aPc9k1s9v3hho1_250.gif
-Jesteś pierwszą dziewczyną którą tak bardzo pokochałem.
Wymamrotałem między pocałunkami. Mell odsunęła głowę i uśmiechnęła się. Przeczesała mi włosy po czym sama odgarnęła niektóre kosmyki które opadły jej na twarz.
(Mellow ? :*)
Subskrybuj:
Posty (Atom)