niedziela, 21 grudnia 2014

Witamy Daniela Stanford'a, Jump i Milorda!


Imię: Daniel
Pseudo: Smile, Crazy, Freaky
Nazwisko: Stanford
Wiek: 15 lat
Głos: Ed Sheeran
Charakter: Jak można wywnioskować po jego pseudonimach, Daniel jest wesołkiem. Kocha robić kawały, opowiadać śmieszne historie i rozśmieszać ludzi. Nie lubi być poważnym, chyba nawet nie umie. Często wskakuje na kumpli od tyłu, albo łaskocze dziewczyny. Można go zastać w dziwnych pozach, które kocha przyjmować. Kiedyś przyjął wyzwanie o 20 dolców, że ma ustawić się jak kot, który liże sobie dupę i wytrzymać tak przez 5 minut. Wygrał. Jest strasznie uparty, zaciekły i w jego słowniku nie ma słowa ,,porażka". Lubi robić dziwne miny i tańczyć. Czasem dostaje ataku płaczu, wtedy lepiej mu nie przeszkadzać. Kiedy ma focha, bardzo trudno zamienić z nim chociaż jedno zdanie. Kiedy ktoś z kimś rozmawia lubi ukucnąć pomiędzy tymi osobami, a potem z głupią miną powolutku się prostować. 
Aparycja: Daniel jest młody, więc ma wzrost przeciętnego 16 latka. Zawsze się uśmiecha, ma ładne, niebieskie oczęta i pikne brązowe włoski, na których punkcie ma świra. Ubiera się jak... nastolatek? lubi czapki <3
Hobby: Jego hobby jest... uwaga... podglądanie dziewczyn, kocha to i często włazi do łazienki dziewczyn i czai się na suficie.
Partner/ka: Wszystkie są przepiękne! Jak ma wybrać tę idealną?
Rodzina: Ło ho ho... duzio tego C: na pewno mamusia Irene, Tatuś Stan, Siostra Amelia, babcia Cornelie, dziadek Julian, babcia Mirabelle, dziadek Aleksander, wujek Kamil... a co ja będę całe drzewo genealogiczne pisać?!
Ciekawostki: Jest uzależniony od... od... od... od oranżady?!
Historia: No więc tak, wszystko się zaczęło kiedy jego mamusia i tatu... *Nie nie nie! Nie tak! Od narodzin idioto!* Od narodzin? No dobrze... Urodził się w szpitalu w Washingtonie, czy jakoś tak, nie pamiętam, bo rodzice jechali na jakieś wakacje i się tam zatrzymali i się urodziłem, no i wiecie, nie ważne! No i potem pojechałem z rodzicami na pierwsze wakacje! I tam były konie, no i jakoś od pierwszych tygodni życia mnie do nich ciągnęło, bo jak byłem mały to jak nie było przy mnie jakiegoś konika to ryczałem i rodzice musieli tam sterczeć... potem wróciliśmy do Nowego Jorku! *Tak moje miasto!* I tam zacząłem chodzić do przedszkola, a potem do szkoły, a potem do liceum, do którego uczęszczam też teraz, no i postanowiłem zamieszkać tu i uczyć się jazdy na koniu, którego dostałem w spadku po prababci, która miała stadninę i wiecie... Kaput! I teraz mieszkam tu z takimi fajnymi kolesiami Jeysonem (zazdroszczę mu ma takie powodzenie u dziewczyn :C) i Maksem (nic nie mówi... :C).
Koń: Jump
Pupil: Milord
Pokój nr: 1 *jesteś zwycięzcą!*
Login: Sweet Horse
Dodatkowe zdjęcia: x



Imię: Jump (takie oryginalne...)
Płeć: Klacz
Wiek: 5 lat
Rasa: Pinto
Budowa: Jump to pikna klacz, ma łaty i ma grzywę i ma łaty... czy wspominałem, że ma łaty w kolorze kasztanowym i białym? I ta jej grzywa taka ładna dwukolorowa... i jeszcze jest wysoka... jak to koń. I wysoko skacze (od tego ta nazwa...). Aha i ma łaty.
Usposobienie: Jump jest narowista? Nie wiem jak to się pisze. Jest wesołą klaczką, pełna energii i kocha, kocha, kocha, kocha DZIECI!
Specjalizacja: Skoki
Inne: Kocha marchew!
Nr. boksu: 31 (prawie wszystkie blisko wyjścia obstawili wredoty jedne)
Właściciel: Daniel Stanford


Imię: Milord (naprawdę nazywa się Fryderyk Jakub Stefan Jan Karol von Genszendorf IV Milord C:)
Płeć: Samiec... chociaż?
Wiek: Zacne 3 lata obchodzimy w tym roku Milordzie.
Rasa: Boston Terrier
Charakter: Milord jest wesołym psiakiem, któremu nie brak dumy. Jest zacny i szanuje go cała rodzina Boston Terrierów. Jest rozpieszczany i rozszczekany. Zawsze ma coś do powiedzenia, nie lubi milczeć... jest zacnym piesełem...
Inne: Daniel często przebiera go w strój prawdziwego Milorda, wtedy wygląda tak: x
Zacnie, nieprawdaż?
Nr. kojca: Milord i kojec?! Ten kojec nie zasługuje na tak zacnego psa! Dopóty Milord będzie mieszkał z Danielem, dopóki będzie Milordem! (czyli zawsze...)
Właściciel: Daniel Stanford
Login: Sweet Horse

Od Vanessy CD John'a

- A nie boisz się już że zbankrutujesz?- uśmiechnęłam się i przytuliłam, a on podszedł i pocałował mnie. Przytaknęłam głową i wróciliśmy do akademii. Odnieśliśmy Nero do pokoju. Poszłam do siebie się przebrać i razem poszliśmy na parking. Po dziesięciu minutach byliśmy już w kinie i wybieraliśmy film. Nie było nic ciekawego. Były same albo science-fiction albo fantasy. Zdecydowaliśmy się na jeden i kupiliśmy bilety. Do filmu była jeszcze godzina. Czekaliśmy przy barze. Ta godzina minęła nawet szybko. W końcu poszliśmy na salę kinową. Oprócz nas było może jeszcze z dziesięć osób. Zajęliśmy miejsca i po chwili film się zaczął. Zapowiadał się nawet ciekawie.

<John?>

Od John'a - C.D Vanessy

Szczeniak biegał, skakał itd... Po prostu wariował. Ciężko westchnąłem, podszedłem do niego. Nie chciałem mu psuć zabawy, ale w końcu musimy iść do domu. Wziąłem go na ręce. Jednak ten się wyrywał. Pogłaskałem go po głowie, od razu się uspokoił. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Spojrzałem na Vanessę. 
- Idziemy do domu. - powiedziałem.
Dziewczyna przytaknęła głową. 
- Chcesz iść dzisiaj do kina? - zapytałem.

<Vanessa?>

Od Angie - C.D Nivan'a

Uśmiechnęłam się szeroko do Nivan'a. Pocałowałam go w policzek i wstałam. Chłopak kurczowo złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Wylądowałam na nim, ale szybko usiadłam obok. Zbliżyłam się do niego, położyłam rękę tuż przy jego szyi, palcem przejechałam delikatnie po jego podbródku i pocałowałam go w usta. 


Odsunęłam się od niego. Spojrzałam na Nivan'a i się uśmiechnęłam.  
- Kocham Cię. - powiedziałam i się do niego przytuliłam. 

(Nivan?)

Od Jeyson'a CD Leny

W końcu się opanowałem i usiadłem spokojnie. Gadaliśmy jeszcze godzinę a potem wróciłem do siebie. Trochę rysowałem, a potem jakoś zasnąłem. Rano się ogarnąłem i po śniadaniu zajrzałem do Leny. Widać było że czuje się już lepiej. Pogadałem z nią z pięć minut a potem poszedłem potrenować z Dark'iem. Potem znowu wróciłem do akademii. Chciałem coś obejrzeć, ale ktoś mnie ubiegł. Lena. Siedziała na kanapie cała przykryta kocem. Na stoliku stało kakao jeszcze ciepłe. Oblizałem się i usiadłem obok niej. Szybko wziąłem kubek odwracając się i starając jak najszybciej je wypić. Gdy zorientowała się o co chodzi zaczęła nawalać mnie poduszką. Szczęście że już wypiłem bo wszystko znalazło by się w jedne chwili na kanapie i dywanie. Odstawiłem kubek i w końcu zabrałem jej tą poduszkę.
- Ogarnij się dziewczyno- powiedziałem trzymając kurczowo poduszkę.
- No ale ty wypiłeś moje kakao!- krzyknęła.
- A-a-a nie ma żadnego ale- udawałem poważny głos dorosłego, który próbuje uświadomić dziecko w jego winie.

<Lena? XD>