Wypiliśmy ten sok, rzuciłem pudełko do kosza i położyłem się. Lekko się skrzywiłem.
- Co jest?
- Jebana ręka...- warknąłem. Angie i John cicho westchnęli. Chciałem nią ruszyć, ale nic z tego. Przykryłem się po ramiona i wtuliłem w poduszkę.
- Nivan...- Angie usiadła na moim łóżku.- będzie dobrze...
- Nie będzie! Nigdy nie odzyskam sprawności! Już zawsze będę kaleką!- warknąłem i przeczesałem ręką włosy.- nnie ważne...- wyszeptałem i zamknąłem oczy. Chciałbym choć móc ruszyć palcami...
(John?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz