Postanowiłam jeszcze raz spróbować odzyskać zaufanie ogiera. Wzięłam lonże i jakimś cudem zaprowadziłam go na zewnątrz. Zamknęłam bramkę i odpięłam lonżę od kantaru. Stanęłam na środku i zaczęłam odganiać ogiera od siebie. Grajek zaczął biec przy ogrodzeniu. Poganiałam go już z godzinę, a on nie dawał żadnego sygnału. Już miałam się poddać, kiedy ogier skierował ucho w moją stronę, a następnie opuścił łeb i zaczął przeżuwać powietrze. Wiedziałam, że to te znaki. Odwróciłam się od konia i stanęłam luźno. Tent kopyt ustał, a ja po chwili poczułam ciepłe powietrze na moim karku. Odwróciłam się nie podnosząc wzroku. Pogłaskałam Grajka po łbie i odeszłam parę kroków, a on poszedł za mną. Podniosłam wzrok i spojrzałam mu w oczy. Nie było już tam strachu, ani agresji tylko ten sam błysk z przed lat. Parę łez poleciało mi po policzkach. Usłyszałam pojedyncze oklaski. odwróciłam głowę w tamtą stronę. Oparty o barierkę stał jakiś chłopak.
Bryan
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz