Spojrzałem na faceta.
- Zostaw nas w spokoju. - warknąłem.
- Marzysz. - odparł.
Już miał mi przywalić, kiedy się odsunąłem w bok i sam mu przy*bałem w ryj. Odsunął się kilka kroków w tył.
Powtórzyłem uderzenia kilka razy, w końcu padł na ziemię i kasłał. Kasłał tak kilka minut a ja wsiadłem na motor, tuż za mną usiadła Vanessa i bez kasków jechaliśmy już do akademii...
*
Dojechaliśmy na miejsce bardzo szybko. Zaparkowałem motor, zsiadłem razem z Vanessą i poszliśmy do stajni.
<Vanessa?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz