-Nie, znaczy nie wiem. Nigdy nie słyszałam.-Powiedziałam i spojrzałam na Alex'a. Uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił gest. -Pokaże Ci coś lepszego.
Powiedziałam i złapałam go za rękę. Zaczęliśmy biec, i po paru minutach byliśmy na miejscu.
-To jest lawendowe pole.-Powiedziałam podziwiają krajobraz.
-Nieźle.-Szepnął Alexander.
-A co do twojego wcześniejszego pytania. To nie, nikt mi tego nie mówił nawet Jay.-Powiedziałam i spojrzałam na chłopaka.
Alex
sobota, 24 stycznia 2015
Od Mellow CD Benjamina
- Mell, wychodzę! - krzyknęła Roxana wychodząc z pokoju. Właśnie zakręcałam kurek prysznica, więc krzyknęłam tylko:
- Okej! - po czym wyszłam z kabiny. Pół goła wylazłam z łazienki i zamknęłam drzwi. Wróciłam spowrotem i ledwo zdążyłam zrzucić ręcznik, kiedy ktoś złapał za klamkę. Napotkawszy opór, zaczął dobijać się do środka.
- Ja pierdzielę, nawet wytrzeć się nie można! - wrzasnęłam. Niech ta dziewucha najpierw sobie wszystko przygotuje, a potem idzie! - Chwila! - krzyknęłam jeszcze, a potem wytarłam twarz, nogi i ręce. Zasłoniłam się byle jak ręcznikiem, nawet się nie owijając, i prawie staranowałam drzwi. Wkurzona mocowałam się z zamkiem - nie dość, że prawie zleciał mi ręcznik, to zalałam całą podłogę. Kiedy otworzyłam w końcu te ch.olerne drzwi, zdążyłam warknac tylko:
- K.urwa, nie będę milion razy... - po czym zaschło mi w ustach. O mały włos i cały ręcznik spadł by na ziemię. Benjamin patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami.
- Ja pierdolę - wykrztusiłam i błyskawicznie zatrzasnęłam drzwi, prawie łamiąc mu nos. Rzuciłam się do łazienki, i muszę przyznać, że to było moje najszybsze ogarnięcie się w życiu. Ubrałam się w zwykłe ciuchy i zawinęłam na głowie turban z ręcznika. No cóż, ktoś chyba nie wie, co znaczy ,,poślizg" u kobiety. Uchyliłam drzwi i wpuściłam Bena, który ostrożnie wszedł do środka.
- Hm - chrzaknał.
- Myślałam, że to koleżanka - wydęłam policzki.
- Jak widać, to ja w samej osobie - przez jego twarz przemknął niewielki uśmiech.
- Jestem ciekawa kiedy ja zobaczę cię w samej bieliźnie - mruknęłam susząc włosy.
- Albo bez - wyszczerzył się.
- Wolałabym nie - prychnęłam.
- Jesteśmy troszkę spóźnieni, złotko.
- Myślisz, że pójdę na oficjalną kolację w jakichś łachach? Nieumalowana? Brudna i śmierdząca?
- Chyba nie - pokiwał głową.
- I się nie mylisz. A teraz ty masz tu siedzieć, a ja idę się ubrać! - powiedziałam stanowczo mruząc oczy. Szkoda, że Ben siedział tuż obok, bo nie byłam jeszcze na nic zdecydowana. Krytycznym wzrokiem obrzuciłam szafę.
- Ty nie miałaś iść się ubrać? - uniósł brwi ze śmiechem.
- A w czym chciałbyś mnie zobaczyć? - wyszczerzyłam się do niego wskazując na szafę. Chłopak podszedł do mebla.
- Hemmm, myślę... To jest ładne! - wyciągnął z wieszaka jakąś starą sukienkę.
- Sam żeś jest ładny! - powiedziałam zrezygnowana. - Ta szmata jest do wywalenia.
- Nie wiem, nie znam się! Załóż cokolwiek, i tak będziesz dobrze wyglądać.
- Oh, dziękuję za pomoc! - prychnęłam i wyjęłam kremową sukienkę w drobne kwiatki. Do tego jasny zakiet i koturny. Ze szkatułki zabrałam kilka bransoletek, a z dna szafki brązową torbę.
- Okej! - po czym wyszłam z kabiny. Pół goła wylazłam z łazienki i zamknęłam drzwi. Wróciłam spowrotem i ledwo zdążyłam zrzucić ręcznik, kiedy ktoś złapał za klamkę. Napotkawszy opór, zaczął dobijać się do środka.
- Ja pierdzielę, nawet wytrzeć się nie można! - wrzasnęłam. Niech ta dziewucha najpierw sobie wszystko przygotuje, a potem idzie! - Chwila! - krzyknęłam jeszcze, a potem wytarłam twarz, nogi i ręce. Zasłoniłam się byle jak ręcznikiem, nawet się nie owijając, i prawie staranowałam drzwi. Wkurzona mocowałam się z zamkiem - nie dość, że prawie zleciał mi ręcznik, to zalałam całą podłogę. Kiedy otworzyłam w końcu te ch.olerne drzwi, zdążyłam warknac tylko:
- K.urwa, nie będę milion razy... - po czym zaschło mi w ustach. O mały włos i cały ręcznik spadł by na ziemię. Benjamin patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami.
- Ja pierdolę - wykrztusiłam i błyskawicznie zatrzasnęłam drzwi, prawie łamiąc mu nos. Rzuciłam się do łazienki, i muszę przyznać, że to było moje najszybsze ogarnięcie się w życiu. Ubrałam się w zwykłe ciuchy i zawinęłam na głowie turban z ręcznika. No cóż, ktoś chyba nie wie, co znaczy ,,poślizg" u kobiety. Uchyliłam drzwi i wpuściłam Bena, który ostrożnie wszedł do środka.
- Hm - chrzaknał.
- Myślałam, że to koleżanka - wydęłam policzki.
- Jak widać, to ja w samej osobie - przez jego twarz przemknął niewielki uśmiech.
- Jestem ciekawa kiedy ja zobaczę cię w samej bieliźnie - mruknęłam susząc włosy.
- Albo bez - wyszczerzył się.
- Wolałabym nie - prychnęłam.
- Jesteśmy troszkę spóźnieni, złotko.
- Myślisz, że pójdę na oficjalną kolację w jakichś łachach? Nieumalowana? Brudna i śmierdząca?
- Chyba nie - pokiwał głową.
- I się nie mylisz. A teraz ty masz tu siedzieć, a ja idę się ubrać! - powiedziałam stanowczo mruząc oczy. Szkoda, że Ben siedział tuż obok, bo nie byłam jeszcze na nic zdecydowana. Krytycznym wzrokiem obrzuciłam szafę.
- Ty nie miałaś iść się ubrać? - uniósł brwi ze śmiechem.
- A w czym chciałbyś mnie zobaczyć? - wyszczerzyłam się do niego wskazując na szafę. Chłopak podszedł do mebla.
- Hemmm, myślę... To jest ładne! - wyciągnął z wieszaka jakąś starą sukienkę.
- Sam żeś jest ładny! - powiedziałam zrezygnowana. - Ta szmata jest do wywalenia.
- Nie wiem, nie znam się! Załóż cokolwiek, i tak będziesz dobrze wyglądać.
- Oh, dziękuję za pomoc! - prychnęłam i wyjęłam kremową sukienkę w drobne kwiatki. Do tego jasny zakiet i koturny. Ze szkatułki zabrałam kilka bransoletek, a z dna szafki brązową torbę.
Usta pomalowałam delikatną, lekko brązową szminką, na kości policzkowe nałożyłam puder, i oczywiście kreski na oczy, aczkolwiek leciutkie. Włosy, które wyglądały jak siano (niewyprostowane i niezakręcone) spięłam wysoko w niedbałego koczka, który maskował wszelkie niedoskonałości. Po dwudziestu minutach wyszłam z łazienki.
- Wow... Co ty potrafisz zrobić w pół godziny... - uśmiechnął się Benjamin.
- Dwadzieścia minut! - poprawiłam.
- Niech ci będzie. Jedziemy? - zapytał.
- A po co się tak wyszykowałam? Swoją drogą, ty też chyba zadbałeś o swój wygląd, co?
- Wbrew pozorom, chłopcy też lubią dobrze wyglądać - odpowiedział mi kiedy wychodziliśmy z pokoju. Chwilę później jechaliśmy już do restauracji. Była niedaleko, jakieś piętnaście minut od akademii. Ben wysiadł i otworzył mi drzwi.
- Mogę prosić mademoiselle?
- Jasne, gentelmenie - odparłam podając mu dłoń. Restauracja była wykwintna i elegancka - no cóż, nie mój styl, ale lubię takie miejsca. Usiedliśmy na perliście białych krzesłach i czekaliśmy na menu. Po chwili czekania, kiedy drugi raz zdążyłam dokładnie przyjrzeć się całemu lokalowi, Benjamin odezwał się:
- Bym zapomniał... mam coś dla ciebie - oznajmił mi i wyjął z kieszeni granatowe pudełeczko. Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się uroczo. To miłe z jego strony...
<No cóż, ja tam nie wiem co jest w tym pudełku xd i kolejna akcja z serii Benjamin podglądacz hahahahhahahah xD przepraaaaszam, że tak długo czekasz, ale akurat dzisiaj prawie nie miałam czasu na NIC (na basenie trudno pisać opki xd>
- Wow... Co ty potrafisz zrobić w pół godziny... - uśmiechnął się Benjamin.
- Dwadzieścia minut! - poprawiłam.
- Niech ci będzie. Jedziemy? - zapytał.
- A po co się tak wyszykowałam? Swoją drogą, ty też chyba zadbałeś o swój wygląd, co?
- Wbrew pozorom, chłopcy też lubią dobrze wyglądać - odpowiedział mi kiedy wychodziliśmy z pokoju. Chwilę później jechaliśmy już do restauracji. Była niedaleko, jakieś piętnaście minut od akademii. Ben wysiadł i otworzył mi drzwi.
- Mogę prosić mademoiselle?
- Jasne, gentelmenie - odparłam podając mu dłoń. Restauracja była wykwintna i elegancka - no cóż, nie mój styl, ale lubię takie miejsca. Usiedliśmy na perliście białych krzesłach i czekaliśmy na menu. Po chwili czekania, kiedy drugi raz zdążyłam dokładnie przyjrzeć się całemu lokalowi, Benjamin odezwał się:
- Bym zapomniał... mam coś dla ciebie - oznajmił mi i wyjął z kieszeni granatowe pudełeczko. Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się uroczo. To miłe z jego strony...
<No cóż, ja tam nie wiem co jest w tym pudełku xd i kolejna akcja z serii Benjamin podglądacz hahahahhahahah xD przepraaaaszam, że tak długo czekasz, ale akurat dzisiaj prawie nie miałam czasu na NIC (na basenie trudno pisać opki xd>
Od Alexandra CD. Leny
- Czy mówił ci już ktoś że jesteś... ładna? - zapytałem, trochę zawstydzony.
Lena uśmiechnęła się. Wyszliśmy na dwór akademii. Spacerując, doszliśmy do lasu. Chyba pierwszy raz, skupiłem uwagę na otoczeniu. Był to piękny las, przepełniony światłem słonecznym.
- Czy ten las ma jakąś nazwę? - zapytałem.
<Lena?>
Lena uśmiechnęła się. Wyszliśmy na dwór akademii. Spacerując, doszliśmy do lasu. Chyba pierwszy raz, skupiłem uwagę na otoczeniu. Był to piękny las, przepełniony światłem słonecznym.
- Czy ten las ma jakąś nazwę? - zapytałem.
<Lena?>
Od Mellow CD Rosemary
Roześmiałam się. Czy ta idiotka naprawdę miała o sobie tak wielkie mniemanie, że mogła sądzić, że przyszłam tu w środku nocy specjalnie dla niej? Dobre sobie...
- Tak, śledziłam cię od samego początku - prychnęłam rozbawiona.
- Wiedziałam... - mruknęła sierotka.
- Jesteś skończenie głupia, wiesz o tym? - cmoknęłam z aprobatą.
- Lepiej być głupim niż głupszym - odgryzła się.
- Skoro brakuje ci argumentów... - wydęłam policzki.
- Co tu w ogóle robisz? - zapytała kąśliwie.
- O to samo mogłabym zapytać CIEBIE - odpowiedziałam ze złośliwym uśmieszkiem.
- Pierwsza zapytałam.
- Spiepszaj... Nie trzeba być detektywem, żeby zgadnąć, że taplałaś się w błocie. Albo raczej: taplałaś się w błocie żeby zatuszować ślady po wcześniejszym spotkaniu z żyletka - roześmiałam się grubiańsko.
- Ty zawsze wiesz lepiej, prawda?! - krzyknęła.
- Oczywiście, skarbie - cmoknęłam i weszłam do boksu Somalii. Kuceł już przysypiał i zdziwi się na moje nadejście. Dziewczyna popatrzyła na mnie dziwnie i odezwała się kwaśno:
- Bo uwierzę, że przyszłaś dać konikowi buzi na dobranoc!
- Kretynka z ciebie - stwierdziłam i wyjęłam z kieszeni biały proszek. Wysypałam go na rękę i dałam na to smakołyk. Lilka natychmiast go złapała, przy okazji zlizując lekarstwo. Ostatnio często łapała kaszel i musiałam jej dawać witaminy na odporność, koniecznie wieczorem. To dziwadło popatrzyło na mnie jakbym dawała jej co najmniej narkotyki.
- Nie wiem co to, ale nie powinnaś jej tego dawać - mruknęła zabierając się do wyjścia.
- Pewnie, wiesz lepiej od weterynarza. I To DOBREGO weterynarza, nie jakiegoś tam wieśniaka, który pewnie bada twoją szkapę - powiedziałam zrozumiałym tonem. Poklepałam Lilę po łopatce i wyszłam z boksu.
- I tak powiem trenerce, żeby zobaczyła jak dajesz temu kucowi jakiś doping - wskazała na mnie oskarżycielsko i wybiegła że stajni. Wyruszyłam ramionami. Tacy jak ona lądują w wariatkowie, a później w ziemi, na cmentarzu. Pogłaskałam jeszcze Espadę przez drzwi boksu po pysku i spokojnym krokiem wyszłam ze stajni.
***
Rano wstałam wcześnie i szybko się ogarnęłam. Dzisiaj lekcje zaczynałam od jazdy, więc ubrałam czarne bryczesy ze skórzanymi lejami, a na wierzch czarną, ciepłą bluzę z różowym napisem ,,I'm sweet girl" i kucykiem pony. Gdy wyjrzałam za okno, zauważyłam, że śniegu jest bardzo mało, więc na nogi wysunęłam skórzane oficerki. Z włosów zrobiłam na karku niskiego koka, a do ręki zabrałam kask. Dzisiaj ćwicze na Espadzie woltyżerkę, więc kask się przyda. Zgarnęłam z kuchni słodką bułkę i małe jabłko dla konia, jeśli dobrze się spisze. Wchodząc do stajni usłyszałam popową muzykę, która wprawia mnie w dobry humor. Z zadowoleniem wzięłam z siodlarni szczotki i sprzęt i ruszyłam do Espady. Zostało mi mało czasu, poza tym był jak zwykle czysty, więc założyłam mu tylko sprzęt, a pod pas do woltyżerki czarną podkładkę z różowa lamówką, która pasowała do mojej bluzy. Moja ostatnia trenerka kazywała zakładać też owijki, także całego kompletu dopełniały czarne "szmatki" na nogach konia. Poszłam szukać nauczycielki. Na hali spotkałam całkiem przyjemną, młoda kobietę, która od razu przypadła mi do gustu, bo była dobrze ubrana. Powiedziała, że nie uczy tu cały czas, ale dojeżdża na treningi woltyżerki.
- Możesz wyprowadzać konia – powiedziała. – I przekaż to innym, jeśli jest tam ktoś jest.
- Okej! – rzuciłam wychodząc z sali. W stajni był duży ruch, więc krzyknęłam na głos: ,,na trening woltyżerki wyprowadzać konie do hali!”. Wzięłam wodze Espady i ruszyłam do hali, na której na szczęście nikogo nie było.
<Roszemarze? >
- Tak, śledziłam cię od samego początku - prychnęłam rozbawiona.
- Wiedziałam... - mruknęła sierotka.
- Jesteś skończenie głupia, wiesz o tym? - cmoknęłam z aprobatą.
- Lepiej być głupim niż głupszym - odgryzła się.
- Skoro brakuje ci argumentów... - wydęłam policzki.
- Co tu w ogóle robisz? - zapytała kąśliwie.
- O to samo mogłabym zapytać CIEBIE - odpowiedziałam ze złośliwym uśmieszkiem.
- Pierwsza zapytałam.
- Spiepszaj... Nie trzeba być detektywem, żeby zgadnąć, że taplałaś się w błocie. Albo raczej: taplałaś się w błocie żeby zatuszować ślady po wcześniejszym spotkaniu z żyletka - roześmiałam się grubiańsko.
- Ty zawsze wiesz lepiej, prawda?! - krzyknęła.
- Oczywiście, skarbie - cmoknęłam i weszłam do boksu Somalii. Kuceł już przysypiał i zdziwi się na moje nadejście. Dziewczyna popatrzyła na mnie dziwnie i odezwała się kwaśno:
- Bo uwierzę, że przyszłaś dać konikowi buzi na dobranoc!
- Kretynka z ciebie - stwierdziłam i wyjęłam z kieszeni biały proszek. Wysypałam go na rękę i dałam na to smakołyk. Lilka natychmiast go złapała, przy okazji zlizując lekarstwo. Ostatnio często łapała kaszel i musiałam jej dawać witaminy na odporność, koniecznie wieczorem. To dziwadło popatrzyło na mnie jakbym dawała jej co najmniej narkotyki.
- Nie wiem co to, ale nie powinnaś jej tego dawać - mruknęła zabierając się do wyjścia.
- Pewnie, wiesz lepiej od weterynarza. I To DOBREGO weterynarza, nie jakiegoś tam wieśniaka, który pewnie bada twoją szkapę - powiedziałam zrozumiałym tonem. Poklepałam Lilę po łopatce i wyszłam z boksu.
- I tak powiem trenerce, żeby zobaczyła jak dajesz temu kucowi jakiś doping - wskazała na mnie oskarżycielsko i wybiegła że stajni. Wyruszyłam ramionami. Tacy jak ona lądują w wariatkowie, a później w ziemi, na cmentarzu. Pogłaskałam jeszcze Espadę przez drzwi boksu po pysku i spokojnym krokiem wyszłam ze stajni.
***
Rano wstałam wcześnie i szybko się ogarnęłam. Dzisiaj lekcje zaczynałam od jazdy, więc ubrałam czarne bryczesy ze skórzanymi lejami, a na wierzch czarną, ciepłą bluzę z różowym napisem ,,I'm sweet girl" i kucykiem pony. Gdy wyjrzałam za okno, zauważyłam, że śniegu jest bardzo mało, więc na nogi wysunęłam skórzane oficerki. Z włosów zrobiłam na karku niskiego koka, a do ręki zabrałam kask. Dzisiaj ćwicze na Espadzie woltyżerkę, więc kask się przyda. Zgarnęłam z kuchni słodką bułkę i małe jabłko dla konia, jeśli dobrze się spisze. Wchodząc do stajni usłyszałam popową muzykę, która wprawia mnie w dobry humor. Z zadowoleniem wzięłam z siodlarni szczotki i sprzęt i ruszyłam do Espady. Zostało mi mało czasu, poza tym był jak zwykle czysty, więc założyłam mu tylko sprzęt, a pod pas do woltyżerki czarną podkładkę z różowa lamówką, która pasowała do mojej bluzy. Moja ostatnia trenerka kazywała zakładać też owijki, także całego kompletu dopełniały czarne "szmatki" na nogach konia. Poszłam szukać nauczycielki. Na hali spotkałam całkiem przyjemną, młoda kobietę, która od razu przypadła mi do gustu, bo była dobrze ubrana. Powiedziała, że nie uczy tu cały czas, ale dojeżdża na treningi woltyżerki.
- Możesz wyprowadzać konia – powiedziała. – I przekaż to innym, jeśli jest tam ktoś jest.
- Okej! – rzuciłam wychodząc z sali. W stajni był duży ruch, więc krzyknęłam na głos: ,,na trening woltyżerki wyprowadzać konie do hali!”. Wzięłam wodze Espady i ruszyłam do hali, na której na szczęście nikogo nie było.
<Roszemarze? >
piątek, 23 stycznia 2015
Nieobecność
Ludziska, chciałam Wam przekazać, że nie będzie mnie od jutra do 30 stycznia. Proszę ograniczyć wysyłanie opowiadań do wstawienia, ale każde opowiadanie które ma dokończyć moja postać MOŻE zostanie dokończone. Wszystko zależy od tego, czy będę miała dostęp do internetu w hotelu. Na razie z żegnam się z Wami i do bliskiego napisania.
Adminka Caballo
Adminka Caballo
Subskrybuj:
Posty (Atom)