wtorek, 10 listopada 2015

Od Luke'a Cd Elizabeth

Spytałem ją tylko o to czy jej nie pomóc a ta nagle zwiała,aż taki straszny jestem. Przecież ogoliłem się umyłem i ogarnąłem włosy chyba nie wystraszyła się mnie. Nie zdążyłem jeszcze zejść na dół kiedy wrodziła stanęła przede mną i wybąkała ..
-Przepraszam .. jestem troche zestresowana o i po prostu wiesz ..
Popatrzyłem na nią po czym nie wiedziałem czy się zaśmiać czy pohamować
-Spoko rozumiem .. zdarza się to jak pomóc Ci pokazać coś nie wiem ..
-W sumie nie znam nikogo ani okolic .. nic
-No to poznasz ..
Pokazałem jej wszystkie pomieszczenia należące do Akademii
-Łatwo się zgubić .. jak coś śmiało pytaj ja tez nie mogłem tego za nic ogarnąć ..
Ostatnim miejscem do jakiego przyszliśmy była stajnia ..
-Ktory to twój Koń ?
-Moja to Wizja jet tutaj zaraz przy wejściu niemal w boksie nr 9
Podeszliśmy oboje Elizabeth zajrzała
-ładna .. to Palomino tak ?
-Tak .. a twoja gdzie stoi ?
-Niemal na końcu boks 46 ..
-No to trochę ..
Ruszyliśmy w stronę boksu jej Klaczy .. Kiedy doszliśmy zajrzałem
-O . Pinto .. ile ona ma
-3 lata ..
-Tyle co moja .. może się wybierzemy na przejażdżkę ? w sumie chyba już nie pada ..

<?>

Od John'a - c.d Vanessy

Musnąłem delikatne, różowiutkie usta Vanessy, od razu zrobiło się lepiej. Mam nadzieję, że długo nie będzie się gniewać w sumie za to co sobie zrobiłem, znaczy nie do końca... Zresztą, nie ważne. Rozłączyłem nasze usta, w tym krótkim pocałunku, mocniej przytuliłem do siebie dziewczynę, tym samym zanurzając nos w jej cudnych włosach. Z uśmiechem na twarzy marzyłem o tym, aby zdjęli mi to gówno co mam teraz na szyi. Czuję się w pewnym sense jak pies, który ma problemy z gryzieniem się. To potworne uczucie! Teraz w sumie rozumiem dlaczego psy nie lubią tego nosić... Jestem jednym z nich! Znaczy się teraz jestem jednym z nich. 
- My little princess. - wymruczałem maleńkiej na ucho. 
Dziewczyna się uśmiechnęła i patrzyła na mnie z dołu. Odsunąłem się od niej. 
- Powiem Ci tyle, my little princess... To gówno mnie uwiera w szyję. - burknąłem całując ją w czółko. 

Vanessa? Wybacz, 6 stron napisałam na swojego bloga i wyszło teraz takie coś :c

poniedziałek, 9 listopada 2015

Od John'a - c.d Luizy

Zdziwiłem się widokiem dziewczyny o tej godzinie, było zimno, ciemno i... No zimno! Chociaż dla mnie jest nawet ciepło, ale no nie ważne. Jakieś nie znana mi dzieweczka, była na zewnątrz, przy padoku. Głaskała konia, rozumiem, że jest po podróży, co jak co... Ale zimno też jest i źle wpływa na zdrowie wierzchowca. 
- Dlaczego jeszcze jesteś na zewnątrz? - spytałem. 
Zamiast odpowiedzi, dostałem coś w rodzaju... Takiej migowej odpowiedzi, jak wzdrygnięcie dziewczyny na mój głos. Zaśmiałem się w duchu, ale pozostał wyraz twarzy - beznamiętny, obojętny na wszystko. Pokręciłem tylko głową. Wyjąłem telefon i spojrzałem na godzinę, już jest dziewiętnasta?! Tak szybko? What?! Wohoho... Czas szybko sobie poleciał, śmieszne. Dziewczyna stała obrócona do mnie plecami, nadal była w bezruchu. Może dam sobie z nią spokój? W końcu mam ciekawsze zajęcia niż gadanie jak do ściany. Van może na mnie czeka? Hm, warto sprawdzić. Odwróciłem się na pięcie i wolnym krokiem ruszyłem do akademii...
~
Siedziałem na kanapie w salonie, oglądałem jakiś film. Dość ciekawy, kryminalny... Nagle ktoś wszedł do akademii... Spojrzałem na godzinę w telewizorze, wohoho 19:50, pośpieszył się ktoś. Kątem oka dostrzegłem tą samą dzieweczkę, która była przy padoku. Zatrzymała się przy schodach i nerwowo rozejrzała. 
- Jak szukasz stołówki to na lewo, a jak basenu, siłowni, sali baletowej, sali bokserskiej czy też dwóch klas to też na lewo. - powiedziałem. - A i drzwi są podpisane gdzie co się znajduje. Zgubić się do stołówki to chyba nie dasz rady, taka głupia nie jesteś, na taką nie wyglądasz. 

<Luiza?>

niedziela, 8 listopada 2015

Od Luizy

Jadąc samochodem, wsłuchiwałam się w bębniące rytmy piosenki, które leciały z radia. Miałam pewne wątpliwości, czy aby na pewno jest to dobra decyzja o zamieszkaniu w akademii.
Dojechaliśmy tam, tak około godziny 18:30.
Wyszłam z auta zatrzaskując drzwiami. Przez chwilę stałam bezruchu, wpatrując się w budynek, po czym obróciłam się napięcie i ruszyłam ku przyczepie dla koni. Otworzywszy ją i spojrzawszy na niezbyt zadowoloną klacz, zobaczyłam w jej oczach przerażenie i strach. Wiadomo to na pewno jest dla niej szok.
Wzięłam z bagażnika uwiąz i przyczepiłam go za skórzany kantar klaczy. Następnie wyprowadziłam z przyczepy na żwirową drogę i przywiązałam ją do drewnianego słupka.
Podchodząc znów do bagażnika zgarnęłam swoje torby i cały sprzęt dla konia. Podczas pożegnania z ojcem, wypytywał mnie ze sto razy, czy jestem pewna tego, iż chcę tu zamieszkać. Moja odpowiedź zawsze brzmiała tak samo, czyli: tak!
Nie czekając, ani chwili dłużej, ojciec wsiadł w swojego czarnego mercedesa i odjechał.
Po zaprowadzeniu Arabelli na padok, ruszyłam ku akademii.
Przydzielono mi pokój numer 4. Z tego co pamiętam to jest na pierwszym piętrze, a więc nie pozostało mi nic innego jak tylko tam się udać.
Przekręcając kluczyki i otwierając drzwi, dopadł mnie zapach perfum. Było już wiadome, że sama nie będę tu mieszkać. Zamknęłam ostrożnie drzwi i uważnie przyjrzałam się pokojowi. Znajdowałam się właśnie (przynajmniej tak mi się wydaje), takim jakby małym holu, prowadzącym do tak jakby nie dużych pomieszczeń bez drzwi. Zajrzałam do każdego z osobna, lecz nikogo nie było. Mój mały "przedział" rozpoznał przez to, iż był pusty, w takim sensie, że nic na pułkach i na łóżku nie było. Podeszłam do łóżka i rozłożyłam tam swoje rzeczy. Łóżko było nawet spore, a pod nim miękki, biały, wełniany dywan. Nad łóżkiem znajdowało się wielkie okno, gdzie miałam piękny widok na padoki, pola i lasy. W ogóle podoba mi się wszystko. Mam nadzieję, że żadna współlokatorka nie ma uczulenia na koty, ponieważ moja koteczka Melissa będzie dopiero przywieziona pojutrze, przez mojego "kochanego braciszka". Przywiezie mi ją przy okazji, bo z tego co pamiętam to miał po coś przyjechać do Miami, a więc czemu nie...
Nie zdążając się rozpakować, poszłam sprawdzić, co tam u Arabelli. Mam nadzieję, że nie dostała szału...
Wychodząc na zewnątrz poczułam zimny wiatr, uderzający w moją twarz i odgarniając mi włosy. Podchodząc do ogrodzenia, stała blisko mnie bardzo wysoka, ciemnogniada klacz. Wyciągnęłam ku niej rękę, aby ją pogłaskać, z początków prychała nie chętnie, ale w końcu się przełamała.
-Śliczna jesteś - szepnęłam, odgarniając jej kilka ciemnych kosmyków, które opadały jej na oczy.
Lekko drgnęłam, gdy za mną przemówił niski głos. Odwróciwszy się, ujrzałam wysokiego chłopaka z ciemnymi włosami.
(John?)

~Żegnamy Antyma i Kondora~

Z Akademii Diamond odchodzi:


|| Antym Duda|| Mężczyzna|| 20 lat||



|| Kondor|| 3 lata|| ogier||

Powód odejścia: Brak czasu na pisanie opowiadań i brak osoby z którą pisano opowiadania. 

Żegnamy was!