czwartek, 26 lutego 2015

Od Benjamina CD Melloow

Podczas gdy my prowadzaliśmy konie, instruktorka opowiadała o naturalu. O zaletach i wadach których było mało. Opowiadała też o dokładnym planie dzisiejszych zajęć. Kiedy skończyła kazała nam zatrzymać konie, po kolei podchodziła do każdego. Niektóre kładły uszy i machały nerwowo nogą. Mimo to kobieta podchodziła do nich bliżej. Każdy na początku negatywnie nastawiony koń przysuwał do niej łeb i szturchał ją pyskiem.
-Zero strachu, sto procent zaufania.
Rozejrzała się po obecnych po czym podeszła do mnie. Obejrzała rozbudzonego Ailes.
-Klasyk czy western ?
-I to i to.
Zainteresowana podniosła wzrok na mnie, jej pytający wzrok przeszył mnie. Poczułem się dziwnie.
-Na Ailesie biorę udział w wyścigach a na Promesse to western.
Odpowiedziałem. Kobieta jedynie się uśmiechnęła. Kazała nam się rozstawić po całej hali, tak żeby każdy miał miejsce.
-Dzisiaj będzie anatomia i niespodzianka.
Po kolei sprawdzała naszą znajomość budowy konia. Ailes jak zwykle stał niespokojnie, przestępował z nogi na nogę.
-Yhym. Wszyscy dobrze znacie się na anatomii. A teraz niespodzianka.

(Mellow ? Krótkie ale ja się na tym nie znam)

Od Nathana CD Leyci

- Bo się zarumienię - zamachałem ręką udając zawstydzenie. Dziewczyna parskneła.
- Co powiesz na galop? - powiedziałem po chwili. Tutaj rozszerzała się ścieżka, można było sobie pozwolić na szybsze tepo obok siebie.
- No nie wiem, Lider będzie pruł jak szalony obok niego - wskazała brodą mojego ogiera.
- To wjedź za mnie - uśmiechnąłem się pod nosem i zagalopowałem. Lider miał szybki kłus, i długo się z nami wyrównywał, ale po chwili zaczynał zostawać w tyle, więc dziewczyna niechętnie zagalopowała. Jechaliśmy chwilę obok siebie, ale konie ewidentnie nie dawały za wygraną.
- Jedźmy na łąkę, zrobimy wyścigi - rzuciłem z szelmowskim uśmiechem.
- Fryz kontra skoczek, serio? - wywróciła oczami Leyci.
- Dam ci dwie sekundy przewagi, zadowolona? - wydąłem wargi.
- Jak mi pojedzie wyciągnietym, to to i tak nic nie da - wykrzywiła się dziewczyna.
- Ty nad nim panujesz, czyż nie? - wyszczerzyłem się i kazałem Phoenix'owi przyspieszyć i jako pierwszy wjechałem na polanę. Poczekałem na Leyci, a kiedy dojechała, nachyliłem się i odwiązałem jej szalik.
- Ej! - nie zdążyła zareagować. - Oddaj mi to!
- Później - uśmiechnąłem się uroczo i szalonym galopem przeciąłem całą łąkę. Dziewczyna nie wiedziała czy mnie gonić, czy zostać. Zawiązałem szalik na drzewie tak, żeby był dobrze widoczny.
Wróciłem do dziewczyny.
- Tam jest meta - wskazałem na szalik, który z daleka był dobrze widoczny.
- Czemu tego ze mną nie skonsultowałes? - wściekle zmruzyła oczy.
- Bo byś mi nie dała! Ustaw się ładnie - doradziłem jej, a ona przygotowała Lidera do startu. Phoenix kręcił się i ciężko mi było nad nim zapanować.
- Do startu... 3...2...1...... START! - krzyknąłem, a dziewczyna ruszyła. Obliczyłem dwie sekundy i puściłem ogiera. Pomknął, jakbym go trzymał w zamknięciu co najmniej dwa lata. Zarzucił łbem, a piana z jego pyska trafiła na moją twarz. Szybko zbliżalismy się do pary przed nami. Prawie ich przegoniliśmy, kiedy... zza drzew, prosto na nas wyskoczył jeleń. Niemal zarył rogiem o Phoenix'a który spłoszony zrobił ostry zwrot i wylądowałem na ziemi. Lider poszedł w ślady kolegi, i zanim Leyci zdążyła zareagować, koń stanął dęba, i zleciała idealnie na mnie. Kiedy we mnie uderzyła, zdążyłem tylko jeknąc.
- Możesz ze mnie zejść? - wyjęczałem.
- F.uck - zaklnęła Leyci odchylając głowę do tyłu. Konie biegały w kółko nie mogąc znaleźć wyjścia między drzewami. Za jeleniem wyskoczyło stado łani. Dobrze, że nas nie starabowały.
- Wbijasz mi kolano w brzuch! - jeknąłem raz jeszcze. Dziewczyna wymruczała coś jeszcze i ciężko się ze mnie zwlekła. Powoli się podniosłem, i stwierdziłem, że nic mi nie jest. Popatrzyłem na Leyci, która kręciła głową. Chyba też jej nic nie było. Wstałem i podałem jej dłoń, na której się oparła.
- Nic ci nie jest? - zapytałem, ale już biegłem po konie.
- Widzę bardzo interesuje cię odpowiedź! - prychneła, ale też pobiegła po Lidera. Phoenix gonił chwilę, ale udało mi się go złapać.
- No, kolego, chyba czeka nas odczulanie na jelenie - zmarszczyłem brwi i sprawdziłem czy nic się mu nie stało. Był cały spieniony, bałem się, że coś sobie naciagnął. Przecież jutro rano mamy trening, na którym musimy dobrze wypaść! Włożyłem nogę w strzemie i stwierdziłem, że jutro przybędzie mi chyba kilka ładnych siniaków...
- Leyci? - podjechałem do dziewczyny. - Wszystko w porządku? - zapytałem.

<Lycia? Początkowo chciałam napisać dłuuuższe, aż do treningu, ale stwierdziłam, że też powinnas mieć prawo głosu w tej sprawie xD *chyba wyrobie sobie licencje profesjonalisty od opisywania upadków*>

Od Melloow CD Benjamina

- Puść mnie cwaniaczku - mruknęłam do Benjamina, kiedy ten chciał mnie pocałować. Położyłam mu palec na ustach, a on zrobił minę zbitego psa.
- Ostatni raz!
- Y-ym - pokręciłam głową, więc chłopak postawił mnie, a kiedy się odwróciłam, przyciągnął mnie i cmoknał w szyję. Wywróciłam oczami i oderwałam się.
- Za godzinę szkolenie, muszę iść się ogarnąć - zaczęłam zbierać swoje rzeczy.
- To znaczy?
- Umyć, ubrać, umalować.
- Jesteś piękna tak, jak stoisz - roześmiał się, a ja zerknęłam w lustro.
- Jeśli podobam ci się brudna, z szopą na głowie, rozmazanym makijażem i w starej bluzie, to nie mogłam lepiej trafić.
- Zooostań jeszcze chwilę!
- Cze-eść! - pomachałam mu zamykając drzwi. Już ochłonęłam po wczoraj, teraz pora nad sobą popracować! Wlazłam do pokoju, kiedy dziewczyny szykowały się do szkoły.
- Gdzieś spała? - wyszczerzyła się Lex.
- U chłopaka - odpowiedziałam odrzucając do tyłu włosy. Vivienne, to dziecko, które nie dawno do nas się wprowadziło, zachichotała. Boże, co za dziecko.
- Sympatycznie było? - zapytała z krzywym uśmieszkiem.
- Co ty możesz wiedzieć ze swoim stażem, bachorku - wydęłam wargi i przeczesałam włosy.
- To tylko trzy lata różnicy! Nie musisz się mieć za lepszą z tego powodu! - wybuchła.
- Niestety się mam. Jesteś jeszcze dzieckiem - malowałam sobie rzęsy.
- A ty starą krową! - krzyknęła zarzucając plecak na ramię. Parsknęłam ironicznym śmiechem.
- O em gie, chyba się obrażę - machnęłam ręką udając typową gimbuskę. Dziewczyna wstała i podeszła do mnie.
- Za kogo... - nie dokończyła, bo poczochrałam jej włosy niszcząc jej fryzurę.
- Idź grzecznie na lekcje, ruda małpko - roześmiałam się nakładając błyszczyk. Dziewczyna wściekła trzasnęła drzwiami. Kocham, po prostu kocham wkurzać moje współlokatorki. Ściągnęłam wielką bluzę i założyłam swój brązowy sweter w norweskie wzory. Wyjrzałam za okno, była niesamowita chlapa. Zgarnęłam z szafy brązowo - granatowe bryczesy i puchowy bezrękawnik w takim samym kolorze. Włosy związałam, i przy wyjściu założyłam rękawiczki - ostatnio przemroziłam ręce i pękała mi skóra. W stajnii panował ruch, mnóstwo osób przyszło zabrać udział w szkoleniu. Babka prowadząca kazała każdemu chętnemu kazała wziąć konia, i przyprowadzić go na kantarze i uwiązie na halę. Kto pierwszy ten lepszy, było tam miejsca na około dwanaście osób. Rozglądnęłam się za Benem. Na halę ciągle wchodziły osoby, zostało jakieś pięć miejsc! Uderzyłam się ręką w czoło na zorganizowanie chłopaka. Jemu z Ailesem naprawdę by się to przydało, no cóż z Lilką mogę sobie to odpuścić... Poirytowana weszłam do boksu ogiera. Nie miałam kluczyków do szafki Bena, dlatego z siodlarni wyjęłam jedyny czysty kantar Espady - w kolorze rażącej fuksji. Uśmiechnęłam się złośliwie i błyskawicznie naciagnęłam go na łeb konia. Był ospały, ale wiedziałam, że gdy tylko wejdziemy na halę obudzi się w nim demon. Przypięłam uwiąz w jaśniejszym kolorze i wyprowadziłam konia tarasujac komuś przejście. Trzy osoby... Dwie osoby... Je... - głos nie dokończył, bo wryłam się z Ailesem przed jakąś dziewczynę. Ogier niemal rozgniótł jej małego kucyka, ups. Uśmiechnęłam się zniewalajaco do koniuszego przepuszczajacego osoby, a dziewczyna za mną zaczęła przeklinać i szczekać.
- Przepraszam, ale kto pierwszy ten lepszy - rozłożył ręce mężczyzna i zamknął za mną wejście. Przemknęłam na halę. Gdzie ten Benjamin?! Ustawiłam się z ogierem. Uroczo się prezentował, szkoda, że nie zdążyłam go wyczyscić, nogi miał całe w błocie.
Prowadząca klasnęła w dłonie.
- Witam was wszystkich! Zaczynamy szkolenie! - powiedziała z szerokim uśmiechem, a ja miałam ochotę zabić Bena.
- Możecie prowadzić konie po kole, ale zostawcie duże odstępy! Dajcie sobie miejsce! - zaczęła kobieta. Ja go utłukę... Nagle wbiegł na halę. Zobaczył mnie z Ailesem i podszedł do nas.
- Proszę nie przeszkadzać! - krzyknęła instruktorka.
- Nie dziękuj - syknęłam do niego puszczając uwiąz.
- Ja się spóźniłem, potem szukałem Ailesa, wziąłem Promesse ale wyrwał mi się i na pastwisku go nie było, i... - ledwo dyszał. Wywróciłam oczami i poszłam na widownię. Benjamin stał chwilę, po czym zaczął prowadzić konia po kole. Usiadłam na ławeczce i przyglądałam im się w skupieniu. Czemu on musi być taki nie ogarnięty?!

<Ben? ;* co tam z Alkiem^^?>

Od Benjamina CD Melloow

Mellow wtuliła się we mnie. Po chwili obróciłem się i z szuflady wyciągnąłem żelki.
-Co masz ?
-Co zając.
Mellow zerwała się do pozycji siedzącej i zaglądała przez moje ramię co robię. Mało co było widać ale paczka żelek szeleściła. Nathan zerwał się i spojrzał w naszym kierunku.
-Co ty wyrabiasz ?
Akurat byłem w trakcie przeżuwania żelka. Były to owocowe dżdżownice.
-Jem.
Rzuciłem z pełną buzią. Mellow objęła mnie a po chwili jej ręka powędrowała do wnętrza paczki.
-Ej.
Spojrzałem się na nią z wyrzutem na co ona wzruszyła ramionami. Odłożyłem paczkę po czym obróciłem się w jej stronę i zacząłem ją łasotać.
-Nie zabiera mi się żelek.
Mellow powstrzymywała się od śmiechu ale po chwili nie wytrzymała. Starała się złapać moje nadgarstki. Jednak to ja złapałem jej nadgarstki i przybiłem jej ręce do łóżka. Wpiłem się w jej usta a potem odsunąłem się od niej.
-Kocham cię.
Chwyciłem paczkę żelek i podstawiłem Mellow. Dziewczyna wzięła jednego po czym machnęła ręką i położyła się. Po chwili odłożyłem żelki do szuflady. Mellow położyła się do mnie tyłem, przytuliłem ją do siebie. Mimo tego, że było mi wygodnie zasnąłem później niż moja kochana Melluś.
~*~
-Wstwaj śpiochu.
Poczułem szturchanie a potem szczypanie, otworzyłem oczy i przeciągnąłem się. Mellow siedziała obok mnie i dźgała mnie w bok. Przekręciłem się po czym objąłem ją i przyciągnąłem do siebie. Mellow teraz leżała na mnie.
-Ben jest za pięć 8:00.
-Jeszcze pięć minut.
Cmoknąłem ją w nos po czym przytuliłem. Mell dała mi spokój na te pięć minut a potem od nowa.
-Wstawaj leniu !
-Nie drzyj mi się do ucha.
Zganiłem ją wzrokiem, ona jedynie podniosła się po czym poszła do łazienki. Wszyscy moi współlokatorzy wrócili późno w nocy a wstali wcześniej ode mnie. Uśmiechnąłem się sam do siebie, podniosłem się z łóżka. Pokaleczona ręka nie bolała tak jak poprzedniego dnia ale jednak bolała.
-Ooo...Benjaminek wstał.
Mell podeszła do mnie a ja od razu ją podniosłem.

(Mellow ?)

Od Kate - C.D Nathan'a

Spojrzałam na chłopaka. Pokręciłam  tylko głową i zaczęłam się śmiać. Podałam chłopakowi wszystkie rzeczy, które mi wcześniej wcisnął. Zawróciłam i poszłam w stronę stajni. Kot Nathan'a siedział przy padoku. Podeszłam do niego. Przykucnęłam i przejechałam dłonią po jego tułowiu. Kot zamruczał i zaczął chodzić wokół mnie, a po chwili wzięłam go na ręce. Poszłam w stronę kojców z kotem na rękach. Uśmiechnęłam się w stronę chłopaka.
- Ten kot Cię na prawdę nie lubi. - zaśmiałam się.
- Tiaa... - mruknął.
Podrapałam zwierzaka za uchem i postawiłam na ziemii. Kot usiadł obok mojej nogi i cały czas wpatrywał się w Nathan'a.
- Zrób co tam chciałeś. - powiedziałam.
- Mhm... - odparł.
Zaczął wszystko wkładać do kojca swojego pupila a ja usiadłam na ziemii i zaczęłam bawić się z kotem. *
Po jakieś godzinie Nathan skończył, dokładnie nie wiem co tam robił bo miałam inne zajęcie.
Wstałam z ziemi.
- To co idziemy? - spytałam.
- Gdzie?
- Nie wiem może na jazde konną co? Chłopak na mnie spojrzał. Pokiwał twierdząco głową. Kot wszedł do kojca, Nathan go zamknął.
Poszliśmy do stajni, osiodłaliśmy swoje konie i poszliśmy na jazdę.
*
Po jeździe wprowadziliśmy nasze konie na pastwisko, sprzęt odnieśliśmy na miejsce. Nathan został jeszcze chwile w siodlarni. Ja wychodząc z pomieszczenia poślizgnęłam się i upadłam na podłoge. Zaczęłam się sama z siebie śmiać, a po chwili z siodlarni wyszedł Nathan. Spojrzał na mnie.
- Co zrobiłaś? - spytał.
Po jego minie widać było, że był nieco rozbawiony tą sytuacją. Wstałam z ziemi i zaczęłam iść w stronę wyjścia ze stajni.
- Gdzie idziesz? - usłyszałam głos tuż obok siebie.
Spojrzałam w bok, Nathan na mnie patrzył.
- Idę po gorącą czekoladę. - powiedziałam.
Na stołówce nikogo nie było, ciekaw gdzie ich wywiało... Poprosiłam o kubek gorącej czekolady, dostałam po kilku minutach. Odwróciłam się i kubek z napojem straciłam.
- Dziękuję. - powiedział Nathan z uśmieszkiem.
- Aha... - odparłam.
- Nie dobra masz, sam poproszę. - powiedział i poszedł po gorącą czekoladę.
Poszłam do salonu i włączyłam telewizor. Po chwili obok mnie usiadł chłopak. Popatrzyłam na niego. Podałam mu pilota.
- Wybierz coś. - powiedziałam i wzięłam łyk gorącego napoju.

Nathan? Nie miałam pomysłu :(