środa, 25 lutego 2015

Od Nathan'a - C.D Kate

- Wręcz przeciwnie - zaśmiałem się.
- To chyba dobrze? - uniosła brwi.
- Wyglądasz super - wyszczerzyłem się.
- Miło mi to słyszeć. A teraz łaskawie oddałbyś mi pilota?
- Taa - rzekłem i go jej zwróciłem. Natychmiast przełączyła program na jakieś Top Model czy coś w tym stylu. Jakieś laski w bikini chodziły po ekranie.
- Jesteś pewna, że chcesz to przy mnie oglądać? - uniosłem brew.
- Hmm, dlaczego nie? - wzruszyła ramionami. Przyglądałem się temu, co się dzieje w telewizorze.
- Weź wyjdź, one tylko chodzą tam i z powrotem! - zacząłem się bulwersowac.
- Spokojnie - zaśmiała się dziewczyna.
- I wy się dziwicie, czemu niektórzy wolą boks!
- Nie lubisz boksu?
- No przecie mówię, niektórzy - nagle wstałem.
- Gdzie idziesz? - zapytała.
- Muszę wypuścić Grubasa, to znaczy Augustusa z kojca, bo rozniesie tam wszystko. I w ogóle muszę dać mu rzeczy, które przyszły z zoologicznego.
- Idę z tobą, to faktycznie jest nudne - powiedziała Kate i ruszyła za mną. W pokoju wpakowałem jej do rąk czerwone posłanie i kilka zabawek. Sam wziąłem resztę i ruszyliśmy do kojców. Kot prawie wydrapał podłogę. Na mój widok zasyczał i zjeżył się.
- Noo, pupilku, bez takich - ledow otworzyłem klatkę, kot zdążył przecisnąć swój gruby tyłek i uciec.
- Chyba kupię sobie psa - westchnąłem.

<Kate? Przepraaaszam, że TAK króciutkie ;-;>

Od Melloow CD Benjamina

- Słuchaj - popatrzyłam mu w oczy. - Nikomu nie mówiłam o tym, co się wtedy stało... I proszę, aby tak zostało - powiedziałam dobitnie, ale mimowolnie spuściłam wzrok. To było dziwne uczucie wiedząc, że ktoś wie... Nawet bardzo dziwne. Poczułam się tak, jakbym coś z siebie wyrzuciła, ale jednocześnie coś straciła.
- Nie powiem nikomu. Obiecuję - objął mnie ramieniem. - Jestem dobrym powiernikiem - szepnął mi do ucha i włączył film. Nie bardzo miałam ochotę na horror, ale mogłabym oglądać z nim cokolwiek, nawet Mini Mini, albo jaki kolwiek inny kanał dla dzieci. Mocniej naciagnęłam koc i wtuliłam się w klatkę piersiową Bena. Ciężko było mi się przezwyciężyć, ale czułam się przy nim naprawdę bezpiecznie. Wiem, że go poniosło, ale mielibyśmy to już dawno za sobą, gdyby nie ja i moje wymysły. Chłopak zaczął gładzić mnie delikatnie palcem po czole. Film już się zaczął, jak na razie jakoś mnie nie przerażał, ale nie często oglądałam tego typu filmy. Wolałam romanse, i ciężko się do tego przyznać, ale uwielbiam westerny w każdej postaci.
Po trzydziestu minutach filmu, zapytałam unosząc głowę:
- Zróbmy coś jutro. To ostatni dzień, w którym możemy coś zrobić, bo w czwartek na nic nie będzie czasu.
- Co proponujesz?
- Widziałam ogłoszenie, że jutro będzie przeprowadzane szkolenie naturalu, co ty na to? - uśmiechnęłam się lekko.
- No nie wiem... Nie mam w tym doświadczenia.
- O to chodzi. Weźmiesz udział z Ailesem, zbliżycie się do siebie - powiedziałam cicho kreślac kółka palcem na jego piersi.
- Skoro ci na tym zależy - uśmiechnął się.
- Dzięki. Zabiorę Somalię, zobaczymy co z tego wyjdzie. To będzie koło dziewiątej.
- Okej. A potem widziałem na grafiku wolne miejsca na popołudniowy teren, hm?
- Ostatnio zaniedbałam Lilkę, może być - wymruczałam. - Zostaje cały wieczór. Szkolenie psów?
- Aure jest raczej wyszkolona - wyszczerzył się Benjamin.
- Nie zaszkodzi jej powtórka. A potem czwartek, i do Francji - westchnęłam wstając do pozycji siedzącej.
- Nadal nie jesteś przekonana?
- Daj spokój, po prostu się denerwuję! Skąd mam wiedzieć jak zareagują twoi wujkowie? - westchnęłam ponownie.
- Są sympatyczni, polubisz ich. Oni ciebie też - uśmiechnął się i wróciliśmy do filmu. W niektórych momentach przelatywał przeze mnie dreszcz, ale ogólnie był całkiem interesujący. Gdzieś pod koniec do pokoju wrócił Nathan, ale zerknął tylko na nas i rozwalił się na swoim łóżku. Włączył laptopa i namiętnie zaczął w niego stukać nie zwracając na nas większej uwagi. Film dobiegł końca, i Ben chciał wstać, ale przytrzymałam go.
- Nie mam zamiaru wracać do pokoju - pokręciłam głową z szelmowskim uśmieszkiem.
- W ogóle? - zapytał unosząc brwi.
- W ogóle - przełknęłam ślinę i odrzuciłam włosy.
- Nie musisz tego robić - uśmiechnął się chłopak i usiadł po turecku obok mnie.
- Wiem. Ale we Francji nie będzie takiej możliwości - wydęłam usta. - Poza tym dobrze mi w tej bluzie.
- Ty... Okej - wyszczerzył zęby. Łatwo ci się było z tym pogodzić?
- Daj spokój, pogodziłam się dawno, ale powiedzieć to na głos... Było trudno - przygryzłam wargę.
- Domyślam się - westchnął.
- Hmm... - zastanowiłam się i wkopałam mu się pod kołdrę.
- Nie za dobrze tam wam?! - usłyszeliśmy głos Nathana.
- Skądże! - cmoknęłam i potarmosiłam Bena. Powoli wracałam do swojej pierwotnej postaci, to znaczy wrednej jędzy.
- Nie wnikam! - uniósł ręce chłopak. - Ale dzisiaj gaszę wcześniej światło!
- Czemu zawsze ty?! - rzucił w niego poduszką Ben, ale chłopak odbił ja i wylądowała na moich kolanach.
- Bo jestem nowy - wyszczerzył się i wrócił do swojego zajęcia. Ben także wpełzł pod pościel.
- Ale jesteś zimny! - skrzywiłam się, kiedy dotknął mojej nogi. W tej chwili Nathan założył na uszy słuchawki.
Uśmiechnęłam się do Bena i musnęłam dłonia jego twarz. Potem chłopak wyjął Iphone i włączyliśmy youtube. Przez jakieś dwie godziny pękalismy ze śmiechu przy filmikach. Nie zauważyliśmy nawet kiedy zgasło światło. Przez chwilę leżelismy zwróceni do siebie. Potem nieśmiało objęłam go ramionami. Miałam wrażenie, że jego współlokator słyszy każdy mój ruch. Modliłam się, żeby miał słuchawki...
Benjamin także położył dłoń na mojej talii.

<Noo troche nadużyłam Nathana, ale co tam xd>

Od Benjamina CD Melloow

Spojrzałem się w jej zapłakane oczy. Mogłem się domyśleć, mogłem z nią wcześniej pogadać. Zapytać się o co chodzi. Mellow nie mogła powstrzymać łez. Oparła głową o moje ramię i łkała. Jej łzy kapały na rękaw mojej bluzy. Przytuliłem ją mocno. Starałem się ją uspokoić.
-Nie płacz już. Nie mogę patrzeć jak moja księżniczka płacze.
Delikatnie odsunąłem ją od siebie. Otarłem jej łzy, ale mimo to kolejne spływały po jej policzkach. Nie mogła powstrzymać się od płaczu. Kiedy chciała coś powiedzieć dławiła się łzami. Podniosłem się a potem podniosłem Mellow. Dziewczyna zarzuciła mi ręce na szyję i dalej płakała. Zaniosłem ją do pokoju. Z szafy wygrzebałem jej moją bluzę. Była rozciągnięta i jej sięgałaby do połowy ud. Dałek jej ręcznik i nakazałem jej pójść pod prysznic. Chwiejnym krokiem weszła do łazienki, stanęła jak wryta patrząc na lustro. Kiedy spojrzała się na mnie machnąłem ręką nie chcąc do tego wracać.
~*~
Podczas gdy Mell brała prysznic ja szukałem jakiegoś filmu. Po kilku minutach znalazłem lubiany przeze mnie horror "Udręczeni". Zapukałem do łazienki, po chwili Mellow otworzyła drzwi. Stała na przeciwko lustra w rozciągniętej bluzie. Podszedłem do niej. Objąłem ją od tyłu, wargami musnąłem jej szyję.
-Przyniosę coś do picia.
-Idę z tobą.
Spojrzałem się na nią z uśmiechem, Mell wyglądała tak bezbronnie a zarazem uroczo. Skinąłem głową. Razem poszliśmy na stołówkę. Mell usiadła przy stoliku a ja poszedłem do kuchni. Sobie zrobiłem herbatę a Mellow kawę z bitą śmietaną i cynamonem. Wyszedłem z kuchni z dwoma kubkami i Mell u boku.
~*~
Mellow opatuliła się kocem i oparła o mnie. Położyłem laptopa na kolanach włączyłem film. Nie należał do najstraszniejszych ale miał ten klimat.
-Ben ?
Spojrzałem się pytająco na Mellow. Dziewczyna chciała się o coś zapytać jednak zawachała się i spuściła głowę. Ująłem jej brodę i delikatnie uniosłem. Spojrzała się w moje oczy, uśmiechnąłem się a ona wydukała:

(Melluś ?)

Od Melloow CD Benjamina

Spojrzałam na niego. Na język nasunęło mi się przekleństwo, ale przygryzłam wargę i odwróciłam wzrok. Dopiero co wytaplałam się z błota, nadal byłam wściekła, ale ta jego mina... Zaczęło topnieć mi serce. Dosłownie. Do moich oczu ponownie napłynęły łzy. Po chwili ciurkiem polały się po moich policzkach. Nigdy, przenigdy nie widziałam chłopaka, który by tak czegoś żałował. Nigdy. Złość mieszała się z tym dziwnym uczuciem bezradności i czegoś jeszcze. Zatrzęsłam się z zimna, nie miałam na sobie praktycznie nic.
- Melloow, boże, nie płacz, proszę! - powiedział trzęsącym się głosem. Oswobodziłam dłonie i chciałam powoli kucnąć, ale kolana odmówiły mi posłuszeństwa, i po prostu padłam przed nim jak on przed chwilą przede mną. Nie czułam mokrej ziemi pod nogami, ani mojej trzepoczacej bluzki. Bo widziałam tylko jego zapłakane oczy. Łzy znowu nie dały mi spokoju.
- Zrozum, ja... ja cię kocham, boże, ja nie chciałem! - łkał, a ja ponownie starłam jego łzy. Dotknęłam jego mokrej twarzy.
- To nie twoja wina... - wyszeptałam łamiącym się głosem. - Ja powinnam powiedzieć ci wcześniej, c.holera, ja, ja... - nie mogłam złapać powietrza. On nie wiedział jaki był powód mojej agresji. Nikt nie wiedział. Poza nimi trzema... Znowu zapłakałam.
- Przestań, spokojnie, cicho... - próbował mnie wyciszyć, ale nie udało mu się. Delikatnie go objęłam. Naprawdę delikatnie. Chłopak powoli zrobił to samo.
- Cała się trzęsiesz, chodź do środka... - próbował wstać, ale z bezradności złapałam go za rękę. Pokręciłam głową i pociągnęłam nosem. Wzięłam głęboki oddech, ale to nic nie dało. Próbowałam się uspokoić.
- Słuchaj... Ty myślisz, że ja... Że mój charakter był taki od początku, ale... Nie - zaczęłam chlipiac.
- Spokojnie - próbował mnie uciszyć, ale pokręciłam głową i kontynuowałam. Czułam, że teraz jest ten moment, i jeśli tego nie zrobię, to nie zrobię tego już nigdy.
- To było rok temu, w moje urodziny - wzięłam oddech. Chłopak przyglądał mi się z napięciem na twarzy. - Poszłam wtedy do klubu, jednego z najgorszych w mieście. Koleżanka mnie zaciągnęła. Mówiła... Mówiła, że jest dobra zabawa, kiedy weszłyśmy, ona poszła w jedną, a ja w drugą stronę. Poznałam... Poznałam chłopaka... Znaczy... Trzech chłopaków. Było fajnie, nigdy się tak nie bawiłam. I wtedy... Wtedy... Choler.a, oni... - zaczęłam się jąkac i nie potrafiłam nad tym zapanować. Tak ciężko jest to wydusić, wypluć z siebie!
- Nie musisz kończyć... - próbował Benjamin, ale spojrzałam na niego w ten sposób, że zamilkł.
- Oni zamówili mi drinka... Ten drink... On... Była w nim pigułka! - prawie to wykrzyczałam. Nie panowałam nad łzami, myślałam, że mi ich braknie. - Było ich trzech, i... pamiętam każde słowo, które tam padło, każdy gest, i ten ból, ten cholern.y ból... - byłam roztrzęsiona, cała się telepotałam. Ben chyba chciał coś powiedzieć, ale otworzył usta, i nic z nich nie wydobył.
- Nie był to mój pierwszy raz, ale nikt nigdy mnie tak podle nie potraktował. Nigdy później nie miałam chłopaka... nie całowałam się, nie wpakowywałam się do łóżka, ani... Kocham imprezować, spijać się, wyzywająco ubierać, ale robię to... Robię to żeby zapomnieć - to ostatnie słowo ledwo wymówiłam, wargi odmawiały mi posłuszeństwa...

<No to.... Ben?>

Od Nathana CD Leyci

Dziewczyna niechętnie oparła się na moim ramieniu. Ledwo co dowlokłem ją do samochodu, tak się chwiała na nogach. Wątpię, czy jutro zdąży na trening. Niemal zachichotałem na tą myśl. Posadziłem ją na tylnim siedzeniu, ale w wyniku skomplikowanych akrobacji godnych gracji słonia, znalazła się z przodu, obok mnie.
- Zapnij pasy - mruknąłem przez zęby kiedy już jechaliśmy, ale chyba nie usłyszała, albo nic sobie z tego nie zrobiła. Obie opcje w jej stanie były prawdopodobne. Lewą ręką złapałem kierownice, a prawą naciągnąłem jej pas i zapiąłem go.
- Lalalalala! - usłyszałem po chwili. Leyci otworzyła okno i wystawiła głowę przez szybę.
- Beverly Hills wita!!! - wrzeszczała przez okno. Jakaś ciężarówka prawie urwała jej głowę. Jadąc zygzakiem wciagnąłem ją do auta i zamknąłem szybę. Potrząsnąłem nią, ale to nic nie dało.
- Choler.a, weź się ogarnij! - powiedziałem głośno marszcząc brwi.
- Zobacz saaam, jak gumiaki skaczą tam i siam, bo gumiaki cały świat już znaa, gumiak to fajny buut! - zaintonowała dziewczyna. Nie zdążyłem jej przerwać, bo zaczęła kolejne intonacje:
- My jesteśmy krasnoludki hopsa sa, hopsa sa, zamiast mleka chcemy wódki
hopsa sa, hopsa... Ej, Nathan, możesz włączyć muzykę? Proooosze - zaczęła zawodzić.
- Słuchaj, żadna pijana osoba, którą wiozłem, nie była tak narąbana jak ty... - oczywiście nie dała mi skończyć.
- Heeej dzieci jeśli chcecie, zobaczyć tamten świat, podłączcie się pod tysiąc waaat! Telewizor włączcie, gaz podkręćcie i usiądźcie, i hm, nie wiem co dalej... Nie ważne. Był raz sobie marynarz stary, który żywił się wyłącznie pieprzem, sypał pieprz do zupy mlecznej i do konfitury, ha! - zaczęła nucić pod nosem.
- Dla swojego dobra, radzę ci się troszkę wyciszyć - powiedziałem spokojnie, ale Leyci ani myślała przestać. Po nastepnych dwóch piosenkach włączyłem komórkę i kilknąłem dyktafon. Uśmiechnąłem się krzywo na myśl o fascynującym, jutrzejszym dniu.
- Co ty taki spięty?! Zaśpiewaj ze mną! - udała obrażoną minkę Leyci. - Ty wiesz, ty bardzo przystojny jesteś - oparła mi głowę na ramieniu. Czuć było od niej fajkami, nadal miała na sobie moją kurtkę. Całe auto będzie tym śmierdziało. Westchnąłem.
- Naprawdę? - mruknąłem.
- No tak! Taka gębusię masz ładniutką, i ten, w tych okularkach ci do twarzy! - zamknęła oczy i ziewneła prawie niezauważalnie. Jeszcze dwie minuty i będziemy w akademii, tylko dwie minuty... Spojrzałem na nią z pobłażaniem. W końcu dojechałem na miejsce. Lekko odsunąłem głowę Leyci ze swojego ramienia i wyskoczyłem z samochodu. Kiedy otwierałem z jej strony drzwi, już spała. Wziąłem ją pod kolana i pod ręce, po czym podniósłem. Jedną ręką odgarnąłem jej włosy z twarzy. Była ciężka jak choler.a, nieprzytomni ludzie zawsze ważą tonę... Zaniosłem ją do pokoju. Nie wiem, czy jej współlokatorki spały, i czy w ogóle były bo było ciemno nic nie widziałem. W dodatku ciężko było mi przebrnąć przez morze ciuchów pozostawionych na podłodze. Położyłem Leyci na łóżku, jak sądziłem jej. Dziewczyna przekręciła się na drugi bok.
- Rozebrać cię? - zapytałem nad jej uchem, ale ona wymruczała tylko coś w stylu ,,gumisie" chociaż równie dobrze mogło znaczyć to też ,,oczywiście"...
Zdjąłem jej wysokie buty i postawiłem na ziemi. Chwilę nad nią stałem. Trudno, i tak widziałem ją w bieliźnie. Rozsunąłem z boku sukienkę, przykryłem ją pościelą i zsunąłem materiał po jej ramionach. Jeszcze raz na nią zerknąłem.
- Dobranoc - wyszeptałem i obróciłem się na pięcie z zamiarem wyjścia.

<Leyci? ;3 jak tam ten, samopoczucie xD? >