Uśmiechnęłam się lekko.
-Fałsz. Lena spojrzała się na mnie podejrzliwie. A ja uniosłam brew. Grałyśmy jeszcze przez 30 minut a potem spojrzałam na zegarek. No była 18:23.
-Ja muszę iść potrenować.
Wstałam i wzięłam kubek, Lena także wstała.
-Idę z tobą.
-Jeśli masz taką ochotę to okej.
Uśmiechnęłyśmy się do siebie po czym odniosłyśmy kubki na stołówkę. Poszłam się szybko przebrać, Bogu dzięki nie zajęło mi to zbyt dużo czasu i Lena nie musiała na mnie czekać. Poszłyśmy do stajni gdzie z siodlarni wzięłam sprzęt Da Vinci i poszłam z nim pod boks. Sprawnie wyczyściłam wałacha po czym osiodłałam. Wsmarowałam żel w stawy skokowe po czym poczekałam aż dobrze wchłonie.
-Po co wsmarowujesz żel ?
-Kiedyś miał nadwyrężone stawy. Weterynarz przepisał ten żel żeby po prostu je rozluźnić i coś tam. Wyprowadziłam Da Vinci z boksu i zaprowadziłam na halę. Włożyłam nogę w strzemię, odbiłam się od ziemi i wygodnie usiadłam w siodle. Dopięłam popręg i ruszyłam. Lena usiadła na krześle w rogu hali i obserwowała. Jak zwykle się nie śpieszyłam, postępowałam chwilę po czym ruszyłam kłusem. Po około 30 minutach rozgrzewki zatrzymałam się obok Leny.
-Mogłabyś ustawić...
Nie dokończyłam bo Lena uśmiechnęła się i poszła ustawić przeszkody. Ja w ten czas zagalopowałam w jedną i w drugą stronę, zrobiłam lotną zmianę nogi po czym przeszłam do stój. Lena ustawiła już ostatnią przeszkodę po czym poszła usiąść. Przeszkody były od 100 do 120 cm. Ucieszyłam się po czym dokładnie obmyśliłam trasę. Chciałam zacząć od doublebarre potem okser, stacjonata, kilka drągów i szereg kończący się krzyżakiem. Okrążyłam halę galopem po czym ruszyłam na przeszkody. Poszło dobrze, Da Vinci nie dotknął żadnego drąga. Poklepałam go po szyi po czym przejechałam to jeszcze raz dla upewnienia, że nie był to tylko fart. Ale na szczęście było wszystko okej. Dałam dużo luzu wałachowi który zarzucił łbem po czym stępował po hali. Po kilku minutach zsiadłam z konia po czym poluzowałam popręg. Lena już stała obok mnie.
(Lena ?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz