Alaska spojrzała na mnie pytającym wzrokiem wypluwając resztki słonej wody. .
- Jeszcze? Od kiedy ją tak maltretujesz? - zapytała wycierając ręcznikiem plecy
-No może tak około 10 lat...-westchnąłem sięgając po swój ręcznik
-Biedna dziewczyna. - odparła Al
-Jej się to zawsze podobało. - zawołałem i delikatnie uderzyłem ją ręcznikiem - Już nie rozpaczaj. Żyjesz? No, widzę właśnie.
Alaska chichotała, kiedy założyła bluzkę. Ubraliśmy się w nie całe 10 minut i zdążyliśmy przed zachodem słońca znaleźć się koło stajen.
-Ja przemarzłem do szpiku kości. - zaszczękałem zębami - Jak chcesz, to idź nakarm tego swojego konia, a ja poczekam w hali.
<Alaska?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz