Zacisnęłam usta,żeby nie wybuchnąć śmiechem. Spojrzałam na suczkę siedzącą nadal koło mojej nogi. Miała wystawiony język i patrzyła gdzieś za Liona.
-Kimberly, ale pewnie już masz na mnie jakąś ksywkę? - zapytałam rzucając mu spojrzenie
-Nie miałem czasu na wymyślanie. - warknął i ruszył w moim kierunku.
Odruchowo cofnęłam się, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Jednym ruchem ręki zapiął psa z powrotem w smycz. Już miał odejść, kiedy złapałam go za ramię.
<Lion>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz