-Nie, dzięki. Może być woda. – Otworzyła szerzej oczy, ukrywając podły uśmiech.
-Ciągle ta sama grzeczna, nadziana dziewczynka, nic się nie zmieniło, Anderson. – Powiedziała, wlewając mi do szklanki bezbarwną ciecz. W głębi duszy miałam nadzieję, że znajduje się tam tylko woda.
-Dziękuję. – Podała mi do rąk napój, a ja zignorowałam jej uwagę, jednak ona za wszelką cenę chciała kontynuować.
-Jak radzisz sobie bez rodziców? – Spojrzałam na nią, nie wierząc własnym oczom, że to ta sama dziewczyna.
-Odwal się. – Powiedziałam odważnie.
-Hm, co za odważne słowa padają z Twoich ust. – Zaśmiała się.
-Chyba już muszę iść. – Odłożyłam wodę na najbliższą etażerkę i wyszłam w pośpiechu z pokoju, przedtem trzaskając drzwiami.
<Kimberly? ._. >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz