Weszliśmy na piętro po w połowie rozwalonych schodach. Gdy weszliśmy zobaczyliśmy przed sobą pełno tłumu. Nie było widać żadnej osoby która by tego pilnowała. Przecisnęliśmy się przez ludzi na drugi koniec sali. W najciemniejszym miejscu siedzieli oni.
- Proszę proszę, kogo ja tu widzę- uśmiechnął się złośliwie ich szef.
- Nie przyszedłem do ciebie tylko. Chcę załatwić kilka spraw z bratem- mruknął John.
- Nic mnie to nie obchodzi. Poza tym widzę że przywiozłeś tutaj ze sobą swoją przyjaciółeczkę- zaśmiał się. Stanęłam za chłopakiem. Nie miałam najmniejszej ochoty znowu oglądać jego mordy. Nie po tym co ostatnio nam zrobił. Tak w sumie to dawno nas się nie czepiał, co mnie bardzo zdziwiło. To nie było w jego stylu. On coś kombinował, tylko jeszcze nie wiem co.
<John?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz