wtorek, 15 września 2015

Nowy koń Alaski!

Imię: Mistress
Płeć: klacz
Wiek: 8 lat
Rasa: Koń hanowerski
Budowa: Kasztanowata klacz o odmianie na łbie, i na wszystkich nogach. Mierzy w kłębie 172 centymetry. Ma średniej wielkości głowę i duże, bystre oczy. Kłąb u niej jest mocno zaznaczony, a szyja długa i delikatna. Ma silne, symetryczne kopyta mocne i dobrze ukształtowane. Wysoko osadzony ogoń jest zakończeniem muskularnego, spłaszczonego zadu. 
Usposobienie: Klacz mocno i długo przywiązująca się do człowieka, może mu zaufać, ale kiedy wydarzy się coś nieoczekiwanego może to utracić. Po oddaniu przez byłego właściciela straciła zaufanie.  Jednak jeśli ktoś je przywróci, zdobędzie w niej wspaniałego wierzchowca. Dzielną klacz o dużych predyspozycjach, bystrą, wnet łapiącą nowe tajniki.
Specjalizacja: skoki
*Inne: Ma duże predyspozycje skokowe, uwielbia chodzić w tereny. Każdy kto ma przy sobie marchewkę może ją przekupić. Na grzbiecie lubi sprawdzać jeźdźców.
Nr. boksu: 49
Właściciel: Alaska Ratlerd

Od Alaski C.D. Levi'ego

-To był żart. Chętnie się z tobą wybiorę.-Powiedziałam, a Levi przystanął na chwile.
-Jutro o osiemnastej-Rzucił nie odwracając się w moją stronę. Westchnęłam wracając do klaczy, która stała z przymkniętymi oczami w boksie. Uśmiechnęłam się delikatnie i postanowiłam wrócić do pokoju. Po kwadransie usiadłam w czystym ubraniu na swoim łóżku. Wzięłam laptop i zaczęłam przeszukiwać strony, ze spisami klaczy sportowych. Już drugą noc zarywałam, żeby znaleźć jakieś informacje, na temat Sariny. Minęły dwie godziny, a powieki same zaczęły opadać..... nagle eureka!!! Weszłam w dany załącznik i zaczęłam porównywać klacze.
-To nie może być pomyłka.-Pomyślałam czytając dalsze informacje.(Patrz formularz)  Wydrukowałam tą stronę i ruszyłam biegiem w stronę pokoju Levi'ego. Stanęłam przed drzwiami i zapukałam. Minęła chwila, po której brunet otworzył je.
-Znalazłam!Znalazłam!-Zaczęłam, na co chłopak rzucił mi rozbawione spojrzenie.
-Wiesz, która jest godzina?-Zapytał śmiejąc się.
-Nie.-Odparłam krótko wręczając mu kartkę. Chłopak wpuścił  mnie do środka, usiadłam na łóżku czekając na jego reakcje. Levi przeczytał dokładnie tekst i spojrzał na mnie.
-Masz chyba racje.-Stwierdził, a ja się uśmiechnęłam.-Jeśli to prawda to macie bardzo duży potencjał. Wiesz co się z nią stało?
-Pół roku temu zrzuciła jeźdźca na zawodach przy ostatniej przeszkodzie. Dziewczyna leży po dziś dzień w śpiączce, a jej ojciec/trener sprzedali klacz do jakiegoś faceta, który miał sprzedać ją do rzeźnika.-Streściłam pokrótce.
-Czyli Sarina od dziś to Mistress.-Podsumował, a ja potwierdziłam skinieniem głowy. Nastała dłuższa cisza, w czasie której Levi usiadł obok mnie. Oparłam głowę na jego ramieniu.
-Gdzie jutro jedziemy w teren?-Zapytałam i spojrzałam na chłopaka, który zadziornie się uśmiechnął.
-Niespodzianka.-Stwierdził,a ja się wyprostowałam.
-Proszę.-Jęknęłam, a brunet pokręcił głową. Przysunęłam się do niego, i zatrzymałam się, kiedy nasze twarze dzieliły centymetry.
-Ładnie proszę.-Szepnęłam i czekałam na odpowiedz. Levi zagarnął moje włosy.
-Nie.-Mruknął mi do ucha. Uśmiechnęłam się odsuwając od chłopaka. Nie wiem co mnie naszło, ale zaczęłam go łaskotać niestety nie był mi dłużny.
Levi

Od Levi'ego C.D. Alaski

Spojrzałem się na dłoń dziewczyny, ręka którą opatrzyłem poprzedniego dnia wciąż krwawiła.
-Powinnaś trochę odpuścić i dać się jej zagoić.
Mruknąłem kiedy Alaska wyrwała się z mojego uścisku i odsunęła na kilka kroków. Przewróciła oczami delikatnie pocierając nadgarstek.
-Nie musisz mnie niańczyć.
-Chyba jednak muszę. Uwierz mi nie chcesz, żeby wdało się zakażenie. Wtedy długo nie poćwiczysz.
Warknąłem przybijając ją do ściany, oparłem dłoń na ścianie po prawej stronie dziewczyny. Drugą ująłem jej podbródek i uniosłem go tak by patrzyła mi się w oczy.
-Puść mnie.
-Przecież nic ci nie robię.
Uniosłem delikatnie brew po czym puściłem dziewczynę, obróciłem się przodem do wyjścia ze stajni po czym zacząłem iść w tamtym kierunku.
-Dzięki.
-Nie ma za co...Jeszcze.
Wyraźnie podkreśliłem ostatnie słowo. Po kilku krokach spojrzałem się za siebie, Alaska stała przy boksie klaczy i gładziła ją po pysku. Uśmiechnąłem się sam do siebie.
-Boks 15, 14...11.
Zatrzymałem się i spojrzałem na śpiącą Yume. Zacmokałem na co klacz podniosła łeb. Podszedłem do boksu, otworzyłem drzwi po czym usiadłem na świeżej słomie. Yu od razu położyła się, łeb oparła na moich kolanach. Ja natomiast oparłem się o ścianę boksu i zacząłem gładzić szyję klaczy.
~*~
Przetarłem oczy ziewając przy tym, tak jak zwykle zasnąłem. Spojrzałem się na stojący przy żłobie Yume, lekko się uśmiechnąłem.
-To ty nie wyszedłeś ?
Alaska stanęła w uchylonych drzwiach bosku, pokręciłem tylko głową po czym podniosłem się, rozciągnąłem sztywne ciało i wyszedłem z boksu.
-Która godzina ?
-Już dawno po karmieniu.
Przewróciłem oczami. Zamknąłem drzwi od boksu po czym oparłem rękę na ramieniu dziewczyny.
-Co powiesz na wspólny teren jutro wieczorem ?
-To randka ?
-Ja i randka...genialne połączenie.
Mruknąłem odchodząc od niej.

(Alaska ?)

poniedziałek, 14 września 2015

Od Alaski C.D. Levi'ego

Prychnęłam, za co brunet szturchnął mnie w ramie.
-Jak jej idzie?-Zapytał wskazując klacz, która trochę nerwowo szła wokół nas kłusem.
-Całkiem dobrze.-Szepnęłam nie spuszczając wzroku z kasztanki.-Strasznie mi przypomina jakiegoś konia.
-Jakiego?-Zadał kolejne pytanie, a ja westchnęłam.
-Nie mogę sobie przypomnieć, ale jestem prawie pewna, że już gdzieś ją widziałam.-Odparłam i zwolniłam klacz, żeby po chwili odpiąć lonże i oddać ją chłopakowi. Założyłam toczek i podciągnęłam bardziej popręg. Włożyłam lewą nogę w strzemię, odbiłam się od ziemi i znalazłam się w siodle. Odwiązałam wodzę i złapałam je w odpowiedniej odległości. Przyłożyłam delikatnie łydkę do boków klaczy, która prychnęła i ruszyła kłusem.
-Nieźle się prezentujecie.-Stwierdził Levi, a ja zaczęłam robić serpentynę. Parę kółek kłusa, w czasie których zrobiłyśmy wolty, ósemki, ustępowania i zwroty na przodzie. Zebrałam bardziej wodze i usiadłam w siodło. Na zakręcie przyłożyłam łydkę i wypchnęłam klacz biodrami, na co od razu przeszła do wyższego chodu.
-Ustawiłbyś kilka przeszkód?-Zapytałam, na co chłopak skinął głową. Przegalopowałam dwa kółka na lewo i na prawo, w czasie których brunet zabrał się za ustawianie parkuru. Zwolniłyśmy do kłusa, żeby chwile odpocząć. Kiedy chłopak skończył i wytłumaczył mi kolejność popędziłam klacz do galopu. Pełne koło i najazd na najniższą z przeszkód. Około pięćdziesięcio centymetrowa koperta, a potem o dziesięć centymetrów wyższa stacjonata.  Długa prosta i szereg osiemdziesiąt centymetrów.
-Została ostatnia.-Szepnęłam patrząc na metrowy pijany okser. Klacz dostała łydkę przed przeszkodą, ale zamiast przeskoczyć zahamowała, a potem zrobiła zwrot na zadzie i zaczęła galopować po hali, w tym czasie ja zdążyłam wylądować na piasku za przeszkodą.
-Nic mi nie jest!-Krzyknęłam uprzedzając pytanie bruneta, który biegł w moją stronę. Usiadłam zdejmując toczek. Klacz zaczęła się uspokajać i zwalniać. Levi kucnął przy mnie, a ja zaczęłam zbierać się z ziemi.
-Macie potencjał.-Stwierdził chłopak wyciągając w moim kierunku dłoń. Chwyciłam ją, a chłopak podciągnął mnie do góry.
-Dzięki.-Szepnęłam, kierując się w stronę klaczy, która stała już w kącie sali ze spuszczonym łbem. Zapięłam toczek i wsiadłam na kasztankę, żeby jeszcze ją rozstępować. Po kwadransie zsiadłam z Sariny i ruszyłam z nią do stajni. Cieszył mnie fakt, że sprzęt Anioła na nią pasował i jej nie uwierał. Skończyłam oporządzać klacz i odnosić sprzęt, kiedy za mną pojawił się Levi.
-Posprzątałem hale.-Szepnął mi do ucha.
-Dziękuje, kochany jesteś.-Odparłam i odchyliłam się do tyłu opierając o tors bruneta.
-Zmęczona?-Zapytał, a ja westchnęłam.
-Bardzo.-Mruknęłam i delikatnie się uśmiechnęłam.
-Dobrze się czujesz?-Zadał kolejne pytanie i poczochrał mi włosy.
-Ta wszystko okay.-Szepnęłam, a chłopak obrócił mnie energicznym ruchem do siebie.
-Taaa wszystko w porządku.-Warknął pokazując, że dłoń jest trochę umazana krwią.
-To tylko drobne rozcięcie.-Mruknęłam wyrywając się z objęć bruneta.

Levi

niedziela, 13 września 2015

Od Levi'ego CD Alaski


Zaparkowałem samochód w garażu, po czym wyprowadziłem Twix'a na krótki spacer, wykapalem go szybko i zostawilem w pokoju. Wyszedlem jeszcze na dziedziniec.
~*~
Przytuliłem Alaskę nic nie mówiąc. Jedynie uśmiechnąłem się sam do siebie.
-Lepiej chodź już.
Mruknąłem odsuwając się od niej, poszedłem przodem do akademi.
-Jak go nazwałeś ?
-Twix.
Alaska wybuchnęła śmiechem, podeszła do mnie i szturchnęła mnie.
-Czemu akurat Twix ?
Zmierzyłem ją spojrzeniem po czym przewróciłem oczami, nic już nie mówiłem. Odprowadziłem dziewczynę do pokoju, pożegnałem ją ledwo widocznym uśmiechem i odszedłem do siebie.
~*~
Zerwałem się z łóżka słysząc budzik, nerwowo szukałem telefonu który jak się okazało leżał pod łóżkiem. Wyłączyłem go po czym wziąłem ubrania i poszedłem do łazienki, wziąłem szybki prysznic po czym ubrałem się i wyszedłem z Twix'em na spacer. Pies ciągnął do drzwi, trudno było go utrzymać jednak kiedy tylko wyszliśmy na dwór odrobinę się uspokoił. Zrobiłem z nim godzinną rundę po lesie no i wróciłem do akademii. Po drodze wziąłem kilka kanapek i poszedłem z nimi i psem do pokoju. Nakarmiłem pupila i nalałem mu świerzą wodę, zjadłem śniadanie póki jeszcze Twix był zajęty swoją miską. Spojrzałem się na zegarek, do zajęć miałem jeszcze godzinę.
~*~
Było kilka minut po siedemnastej, odniosłem talerz na stołówkę. Póki co Twix spał więc poszedłem pomęczyć Alaskę. Zapukałem do drzwi jej pokoju. Drzwi otworzyła mi wysoka dziewczyna, właściwie to dorównywała mi wzrostem. Spojrzała się na mnie wyczekująco, zmierzyłem ją wzrokiem po czym mruknąłem:
-Jest może Alaska ?
Dziewczyna pokręciła głową.
-Z tego co mówiła, poszła do nowego konia. Powinna być na ujeżdżalni.
Wymruczałem podziękowania po czym obróciłem się na pięcie i poszedłem we wskazane miejsce.
~*~
Dziewczyna lonżowała klacz, cicho podszedłem do niej, zasłoniłem jej oczy uśmiechając się cicho. Zadrżała lekko a ja nachyliłem się nad nią i przygryzłem jej ucho.
-To bolało !
Krzyknęła wyrywając się, kiedy mnie zobaczyła na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
-I tak zrobiłem to delikatny.
Rzuciłem przeczesując włosy.

(Alaska ?