środa, 1 kwietnia 2015
Odchodzą!
niedziela, 29 marca 2015
Od Leyci - C.D Nathan'a
Zacisnełam szczękę, miło było słychać jak komuś łamie się głos a nie tobie. Może Nathan miał rację, faktycznie jest facetem, a jak zwykle pewnie wyolbrzymiałam wszystko. Podeszłam do niego
- Ja tez nie chcę cię stracić - położyłam dłoń na jego piersi - Przepraszam, przesadziłam.. - westchnełam
- Nie przepraszaj, rozumiem cię. Już taki jestem, jestem...
- Tak wiem, jesteś facetem - uśmiechnełam się lekko - Rozumiem, niepotrzebnie na ciebie naskoczyłam
- Nie bierz winy na siebie - mruknął przyciągajac mnie do siebie i zamykając w szczelnym uścisku.
Pomyliłam się co do Nathana. Nie był jak wszyscy faceci, on był inny. Dobrze że kilka dni temu postanowiłam dać pokaz na parkurze i się spotkaliśmy. Zaśmiałam się przypominając sobie nasze pierwsze spotkanie. Wzrok chłopaka odożający za mną i Liderem kiedy wyjeżdżaliśmy z hali.
- Z czego się śmiejesz? - spojrzał na mnie
- Przypomniał mi się pierwszy dzień w którym się poznaliśmy, jak nie mogłeś ode mnie oderwać wzroku na hali
- Wydaje ci się - połaskotał mnie, wyrwałam mu się ale chłopak był szybszy i po chwili znów mnie trzymał w żelaznym uścisku
- Jasne, mów tak, mów
- Dziwisz się teraz nie mogę ode ciebie oderwać wzroku, jesteś jak magnez - zaśmiałam się. Chłopak pocałował zagłębienie w mojej szyi
- Jutro wracamy, musimy zdążyć powiedzieć mamieże no wiesz nie jesteś Travisem
- Koniecznie, nie chcę więcej udawać tego drania.
- To chodźmy na dół, rodzice pewnie są w kuchni
Zeszliśmy po schodach trzymając się za ręce. Rodzice siedzili przy stole,mama podniosła głowę znad ksiązki i spojrzała na nas
- Co macie takie miny?
- Musimy wam coś powiedzieć - powiedziałam poważnym głosem, ojciec dosiadł się do mamy zostawiając włączony telewizor. Na twarzy Nathana wciąż widniał ten jego lekko ironizny uśmiech, patrząc na niego zawsze chciało mi się smiać, lub zaczynałam się denerwować, tym razem nie miałam ochoty na śmiech.
- Coś się stało? Wiedziałam!
- Nie, nic się nie stało! - zaprzeczyłam szybko - Tylko musimy wam coś wyjaśnić, w sumie to ja powinnam. Travis - wskazałam ręką na Nathana - To nie Travis, tak naprawdę to Nathan, nie jestem z Travisem od dawna, nasz zwiazek się rozpadł. Travis traktował mnie jak swoją własność
- Był draniem - włączył się opanowany Nathan - Ale spokojnie - uprzedził widząc szok na oczach moich rodziców szczególnie mamy - Spotkałem się z nim w stajni i wyjaśnilismy sobie co nieco, już nigdy nie skrzywdzi państwa córki
- Ale dlaczego nam nie powiedziałaś wcześniej?
- Nie chciałam was martwić, a wiedziałam że zalezało wam na tym balu no to poprosiłam Nathana - uśmiechnełam się
- A Nathan jest twoim przy...
- Jesteśmy razem - uśmiechnełam się - Nathan mi pomógł.
Rozmawialiśmy jeszcze przez prawie godzinę, potem była kolacja. Póxnym wieczorem wróciliśmy do pokoju.
- Wkońcu mamy to za sobą - mruknełam padając na łóżko
- Tak - zasmiał się chłopak - Miny twoich rodziców na początku były bezcenne
- No fakt, dobrze że im serce nie wyskoczyło - zasmielismy sie oboje
- O której jutro wracamy?
- Mamy samolot o 9.30, więc musimy wczesniej wstać - jęknełam - Za tydzień są te zawdoy nie? Jedziesz na nie prawda? - spytałam z nadzieją, wcześniej nie wpadło mi do głowy czy Nathan dostał się do kadry skoczków na zawody regionalne, miałam nadziję że tak, świetnie skakał z tego co widziałam na treningu.
Nathan?
czwartek, 26 marca 2015
Od Melloow CD Benjamina
- Dobrze ci tu musiało być - wymruczałam mu do ucha.
- I tak też było - odpowiedział.
- Zazdroszczę - powiedziałam szczerze.
- Czego? - uniósł brwi.
- Rodziny, debilu - westchnęłam, a chłopak zaśmiał się krótko.
- Chciałbym poznać twoich rodziców - nadal bawił się moimi włosami.
- Nie polecam - warknęłam odruchowo. Na myśl o ojcu drżałam z wściekłości.
- Spokojnie - pogładził mnie po ramieniu. - Nie chciałem cię wkurzyć.
- Wiem. Nienawidzę matki, mojej siotry, mojego brata, a najbardziej nienawidzę chyba mojego ojca - mruknęłam. - Matka zadzwoniła tylko raz, ojciec nie wiem bo go zablokowałam.
- To zadzwoń do nich.
- Popaprało cię?! - krzyknęłam i usiadłam na łóżku.
- Teraz - powiedział stanowczo.
- Puknij się - pokazałam na czoło.
- Wobec tego... - zaczął i wyciągnął rękę w stronę szafki nocnej. - ...ja zadzwonię. - Zanim się zorientowałam, już miał mój telefon. Właśnie zostało rozpoczęte wybieranie do kontaktu ,,mama".
- Halo? Mell? - rozległ się zdumiony głos mojej matki.
- Nie. Witam, tu chłopak Melloow - zaczął Benjamin. Zmruzyłam oczy i wyrwałam mu aparat.
- To ja - rzuciłam do telefonu.
- Cześć, kochanie! Kto to był przed chwilą przy komórce?
- Przecież się przedstawił - syknęłam.
- Twój chłopak? Jak ma na imię? - zapytała udając zainteresowanie.
- Benjamin! - krzyknął.
- Ach, Benjamin. Ładne imię. Jest u ciebie w pokoju?
- Nie, to ja jestem u niego w pokoju...
- Nie przeszkadzają wam koledzy? - zachichotała.
- Trudno, żeby w czyimś domu przeszkadzali nam koledzy...
- Oh, no tak... W jakim domu? - zapytała naiwnie. Chyba przoczyła fakt, że jestem za granicą.
- W JEGO DOMU! - krzyknęłam.
- Jak to? - zapytała umęczonym tonem.
- Jestem we Francji - syknęłam.
- Ach, no tak, tata coś tam napomknął - zaśmiała się sztucznie. - Wiesz, ja muszę kończyć, twój ojciec mnie woła - zawołała wesoło, a ja usłyszałam jeszcze w tle męski głos.
- Pa - odpowiedziałam ciężko. - Zadowolony? - warknęłam rzucając się na łóżko. Chłopak położył się obok mnie. Złapał mnie za ramiona i delikatnie obrócił ku sobie. Popatrzyłam mu wolno w oczy, a on uśmiechnął się i złożył na moich ustach pocałunek.
- Chodzmy spać, dobrze? - przykryłam się kołdra i obróciłam na bok.
- Oj Mell, Mell... - szepnał chłopak gasząc telewizor. Potem wszedł do łóżka i przesunął się blisko mnie. Subtelnie położył dłonie na mojej talii i przytulił się do mnie od tyłu. Westchnęłam, przytłoczona rozmową z matką. Niedługo potem zasnęłam.
***
Rankiem obudziłam się koło dziewiątej, Benjamin już dawno wstał i nie było go w pokoju. Uśmiechnęłam się, mimo że to miał być nasz ostatni dzień we Francji. Przy łóżku leżała tacka z maślanymi bułeczkami i parującą kawą.
- Kocham cię, tak bardzo cię kocham - wymruczałam pod nosem, pijąc łyk rewelacyjnej cafe latte. Potem przegryzłam kawałek bułki i poszłam pod prysznic. Umyłam się szybko i nałożyłam na włosy odżywkę. Kiedy wyszłam z łazienki, Benjamin już kręcił się po pokoju pakując walizkę. Koło niego biegały psy, które najwyraźniej czuły się tu jak w niebie. Re skoczyła na mnie, kiedy tylko przekroczyłam próg pokoju. Zganiłam ją, bo nie wolno jej było skakać po ludziach. Sekundę później poklepałam moją psinę bo łbie i zerknęłam na Bena. Też musiał brać niedawno prysznic, bo jego włosy lśniły od kropelek wody. Był taki przystojny...
- Widzę, że mój kotek już wstał? - uśmiechnął się kokieteryjnie. Z radia leciała żywa piosenka, dlatego podeszłam do niego tanecznym krokiem. Uh, tak bardzo brakowało mi tańca... Przypomniałam sobie stary mój układ do tej melodii.
- Kocur wcześniej? - dotknęłam palcem linii jego szczęki, lekko już pokrytej zarostem.
- Około ósmej - uśmiechnął się pod nosem, a ja zakręciłam się wokół niego nucąc słowa piosenki. Chłopak wolno ustawił się naprzeciwko mnie, a później szybko złapał i uniósł do góry.
Zaśmiałam się, zrobiłam dziubek i cmoknęłam go. Obkręcił się ze mną, po czym spuścił na ziemię.
- Kocham cię! - krzyknęłam nagle, przytulając się do niego. Brakowało mi tej bliskości, tego jedynego-kogoś. - Jesteś najlepszy...
- Ja ciebie też - rzekł z uśmiechem, nieco zaskoczony. W końcu go zostawiłam, i nadal nucąc piosenkę, zabrałam się za pakowanie.
<Ughhhh czemu tyle mi zabiera zabranie się za pisanie?! Potem idzie z górki xd>
Od Nathan'a CD Leyci
Nagle usłyszałem trzasniecie wejściowych drzwi. To musiała być Leyci. Minęło już sporo czasu, byłem ciekaw co robiła tyle czasu, ale bałem się jej możliwego wyglądu. Wpadła do pokoju jak burza, na którą właśnie zbierało się za oknem. Wyglądała paskudnie. Miała podrapana twarz, ramiona i rozdarte ubrania. Opuchniete i czerwone oczy ewidentnie wskazywały na płacz. Gdy ją zobaczyłem, serce mi się skroiło. Dziewczyna przygryzla wargę i minęła mnie bez slowa.
- Leyci... - szepnąłem, ale drgnela tylko i trzasneła drzwiami od łazienki. Niemal bez ruchu czekałem aż się ogarnie, i wyjdzie. Siedziała tam dwie godziny, łącznie z suszeniem włosów. Kiedy w końcu wyszła, zaczynało zmierzchać. Kiedy pokój zalal się złotym światłem zachodzacego słońca, wtedy wyszla ona.
- Leyci, wiesz że nie to miałem na myśli! - zacząłem z wyrzutem.
- Przestań! - warknąła. - Ciągle zachowujesz się jakbyś myślał tylko o seksie!
- Przepraszam cię bardzo, jestem facetem, tak?!
- A ja kobietą, i co?! - zaczęła krzyczeć.
- Macie zupełnie inne myślenie! - zacząłem ją atakować, ale po chwili ogarnąłem się. - Daj spokój, przecież cię nie zgwałcę... - chciałem się do niej zbliżyć, ale powstrzymałem się. Oczy jej się zaszklily, ale ze złością przetarła je tylko wierzchem dłoni.
- Czasami mam wrażenie, że jesteś zwierzęciem, które jedyne co ma z człowieka, to popęd seksualny! - zmrużyła oczy i mierzyła mnie wzrokiem. Miałem ochotę wywrócić oczami, ale powstrzymałem się.
- Mężczyźni mają większe potrzeby... - zacząłem ostrożnie. - Ale to nie znaczy, że myślimy tylko o jednym - szybko dokończyłem kręcąc głową. Dziewczynie chyba zabrakło pary, bo podeszła do okna, za którym zbierały się ciemne chmury. Niebo przecieła błyskawica, więc jednym ruchem zamknęła okiennice i oparła się o parapet. Widać, że szargały nią sprzeczne emocje. Miałem tak cholerną ochotę ją przytulić, objąć, zapewnić że wszystko ze mną w porządku.
- Leyci... - zacząłem raz jeszcze, a głos mimowolnie mi się załamał. Czułem w gardle piekącą suchosć, której nie złagodziła by żadna woda. - Leyci, ja... Ja nie chcę cię stracić!
<Przepraszam, przepraszam, przepraszam, że krótkie i lipne ;_; nic więcej nie wymyśle ;c>

