Spojrzałem się na dłoń dziewczyny, ręka którą opatrzyłem poprzedniego dnia wciąż krwawiła.
-Powinnaś trochę odpuścić i dać się jej zagoić.
Mruknąłem kiedy Alaska wyrwała się z mojego uścisku i odsunęła na kilka kroków. Przewróciła oczami delikatnie pocierając nadgarstek.
-Nie musisz mnie niańczyć.
-Chyba jednak muszę. Uwierz mi nie chcesz, żeby wdało się zakażenie. Wtedy długo nie poćwiczysz.
Warknąłem przybijając ją do ściany, oparłem dłoń na ścianie po prawej stronie dziewczyny. Drugą ująłem jej podbródek i uniosłem go tak by patrzyła mi się w oczy.
-Puść mnie.
-Przecież nic ci nie robię.
Uniosłem delikatnie brew po czym puściłem dziewczynę, obróciłem się przodem do wyjścia ze stajni po czym zacząłem iść w tamtym kierunku.
-Dzięki.
-Nie ma za co...Jeszcze.
Wyraźnie podkreśliłem ostatnie słowo. Po kilku krokach spojrzałem się za siebie, Alaska stała przy boksie klaczy i gładziła ją po pysku. Uśmiechnąłem się sam do siebie.
-Boks 15, 14...11.
Zatrzymałem się i spojrzałem na śpiącą Yume. Zacmokałem na co klacz podniosła łeb. Podszedłem do boksu, otworzyłem drzwi po czym usiadłem na świeżej słomie. Yu od razu położyła się, łeb oparła na moich kolanach. Ja natomiast oparłem się o ścianę boksu i zacząłem gładzić szyję klaczy.
~*~
Przetarłem oczy ziewając przy tym, tak jak zwykle zasnąłem. Spojrzałem się na stojący przy żłobie Yume, lekko się uśmiechnąłem.
-To ty nie wyszedłeś ?
Alaska stanęła w uchylonych drzwiach bosku, pokręciłem tylko głową po czym podniosłem się, rozciągnąłem sztywne ciało i wyszedłem z boksu.
-Która godzina ?
-Już dawno po karmieniu.
Przewróciłem oczami. Zamknąłem drzwi od boksu po czym oparłem rękę na ramieniu dziewczyny.
-Co powiesz na wspólny teren jutro wieczorem ?
-To randka ?
-Ja i randka...genialne połączenie.
Mruknąłem odchodząc od niej.
(Alaska ?)
wtorek, 15 września 2015
poniedziałek, 14 września 2015
Od Alaski C.D. Levi'ego
Prychnęłam, za co brunet szturchnął mnie w ramie.
-Jak jej idzie?-Zapytał wskazując klacz, która trochę nerwowo szła wokół nas kłusem.
-Całkiem dobrze.-Szepnęłam nie spuszczając wzroku z kasztanki.-Strasznie mi przypomina jakiegoś konia.
-Jakiego?-Zadał kolejne pytanie, a ja westchnęłam.
-Nie mogę sobie przypomnieć, ale jestem prawie pewna, że już gdzieś ją widziałam.-Odparłam i zwolniłam klacz, żeby po chwili odpiąć lonże i oddać ją chłopakowi. Założyłam toczek i podciągnęłam bardziej popręg. Włożyłam lewą nogę w strzemię, odbiłam się od ziemi i znalazłam się w siodle. Odwiązałam wodzę i złapałam je w odpowiedniej odległości. Przyłożyłam delikatnie łydkę do boków klaczy, która prychnęła i ruszyła kłusem.
-Nieźle się prezentujecie.-Stwierdził Levi, a ja zaczęłam robić serpentynę. Parę kółek kłusa, w czasie których zrobiłyśmy wolty, ósemki, ustępowania i zwroty na przodzie. Zebrałam bardziej wodze i usiadłam w siodło. Na zakręcie przyłożyłam łydkę i wypchnęłam klacz biodrami, na co od razu przeszła do wyższego chodu.
-Ustawiłbyś kilka przeszkód?-Zapytałam, na co chłopak skinął głową. Przegalopowałam dwa kółka na lewo i na prawo, w czasie których brunet zabrał się za ustawianie parkuru. Zwolniłyśmy do kłusa, żeby chwile odpocząć. Kiedy chłopak skończył i wytłumaczył mi kolejność popędziłam klacz do galopu. Pełne koło i najazd na najniższą z przeszkód. Około pięćdziesięcio centymetrowa koperta, a potem o dziesięć centymetrów wyższa stacjonata. Długa prosta i szereg osiemdziesiąt centymetrów.
-Została ostatnia.-Szepnęłam patrząc na metrowy pijany okser. Klacz dostała łydkę przed przeszkodą, ale zamiast przeskoczyć zahamowała, a potem zrobiła zwrot na zadzie i zaczęła galopować po hali, w tym czasie ja zdążyłam wylądować na piasku za przeszkodą.
-Nic mi nie jest!-Krzyknęłam uprzedzając pytanie bruneta, który biegł w moją stronę. Usiadłam zdejmując toczek. Klacz zaczęła się uspokajać i zwalniać. Levi kucnął przy mnie, a ja zaczęłam zbierać się z ziemi.
-Macie potencjał.-Stwierdził chłopak wyciągając w moim kierunku dłoń. Chwyciłam ją, a chłopak podciągnął mnie do góry.
-Dzięki.-Szepnęłam, kierując się w stronę klaczy, która stała już w kącie sali ze spuszczonym łbem. Zapięłam toczek i wsiadłam na kasztankę, żeby jeszcze ją rozstępować. Po kwadransie zsiadłam z Sariny i ruszyłam z nią do stajni. Cieszył mnie fakt, że sprzęt Anioła na nią pasował i jej nie uwierał. Skończyłam oporządzać klacz i odnosić sprzęt, kiedy za mną pojawił się Levi.
-Posprzątałem hale.-Szepnął mi do ucha.
-Dziękuje, kochany jesteś.-Odparłam i odchyliłam się do tyłu opierając o tors bruneta.
-Zmęczona?-Zapytał, a ja westchnęłam.
-Bardzo.-Mruknęłam i delikatnie się uśmiechnęłam.
-Dobrze się czujesz?-Zadał kolejne pytanie i poczochrał mi włosy.
-Ta wszystko okay.-Szepnęłam, a chłopak obrócił mnie energicznym ruchem do siebie.
-Taaa wszystko w porządku.-Warknął pokazując, że dłoń jest trochę umazana krwią.
-To tylko drobne rozcięcie.-Mruknęłam wyrywając się z objęć bruneta.
Levi
-Jak jej idzie?-Zapytał wskazując klacz, która trochę nerwowo szła wokół nas kłusem.
-Całkiem dobrze.-Szepnęłam nie spuszczając wzroku z kasztanki.-Strasznie mi przypomina jakiegoś konia.
-Jakiego?-Zadał kolejne pytanie, a ja westchnęłam.
-Nie mogę sobie przypomnieć, ale jestem prawie pewna, że już gdzieś ją widziałam.-Odparłam i zwolniłam klacz, żeby po chwili odpiąć lonże i oddać ją chłopakowi. Założyłam toczek i podciągnęłam bardziej popręg. Włożyłam lewą nogę w strzemię, odbiłam się od ziemi i znalazłam się w siodle. Odwiązałam wodzę i złapałam je w odpowiedniej odległości. Przyłożyłam delikatnie łydkę do boków klaczy, która prychnęła i ruszyła kłusem.
-Nieźle się prezentujecie.-Stwierdził Levi, a ja zaczęłam robić serpentynę. Parę kółek kłusa, w czasie których zrobiłyśmy wolty, ósemki, ustępowania i zwroty na przodzie. Zebrałam bardziej wodze i usiadłam w siodło. Na zakręcie przyłożyłam łydkę i wypchnęłam klacz biodrami, na co od razu przeszła do wyższego chodu.
-Ustawiłbyś kilka przeszkód?-Zapytałam, na co chłopak skinął głową. Przegalopowałam dwa kółka na lewo i na prawo, w czasie których brunet zabrał się za ustawianie parkuru. Zwolniłyśmy do kłusa, żeby chwile odpocząć. Kiedy chłopak skończył i wytłumaczył mi kolejność popędziłam klacz do galopu. Pełne koło i najazd na najniższą z przeszkód. Około pięćdziesięcio centymetrowa koperta, a potem o dziesięć centymetrów wyższa stacjonata. Długa prosta i szereg osiemdziesiąt centymetrów.
-Została ostatnia.-Szepnęłam patrząc na metrowy pijany okser. Klacz dostała łydkę przed przeszkodą, ale zamiast przeskoczyć zahamowała, a potem zrobiła zwrot na zadzie i zaczęła galopować po hali, w tym czasie ja zdążyłam wylądować na piasku za przeszkodą.
-Nic mi nie jest!-Krzyknęłam uprzedzając pytanie bruneta, który biegł w moją stronę. Usiadłam zdejmując toczek. Klacz zaczęła się uspokajać i zwalniać. Levi kucnął przy mnie, a ja zaczęłam zbierać się z ziemi.
-Macie potencjał.-Stwierdził chłopak wyciągając w moim kierunku dłoń. Chwyciłam ją, a chłopak podciągnął mnie do góry.
-Dzięki.-Szepnęłam, kierując się w stronę klaczy, która stała już w kącie sali ze spuszczonym łbem. Zapięłam toczek i wsiadłam na kasztankę, żeby jeszcze ją rozstępować. Po kwadransie zsiadłam z Sariny i ruszyłam z nią do stajni. Cieszył mnie fakt, że sprzęt Anioła na nią pasował i jej nie uwierał. Skończyłam oporządzać klacz i odnosić sprzęt, kiedy za mną pojawił się Levi.
-Posprzątałem hale.-Szepnął mi do ucha.
-Dziękuje, kochany jesteś.-Odparłam i odchyliłam się do tyłu opierając o tors bruneta.
-Zmęczona?-Zapytał, a ja westchnęłam.
-Bardzo.-Mruknęłam i delikatnie się uśmiechnęłam.
-Dobrze się czujesz?-Zadał kolejne pytanie i poczochrał mi włosy.
-Ta wszystko okay.-Szepnęłam, a chłopak obrócił mnie energicznym ruchem do siebie.
-Taaa wszystko w porządku.-Warknął pokazując, że dłoń jest trochę umazana krwią.
-To tylko drobne rozcięcie.-Mruknęłam wyrywając się z objęć bruneta.
Levi
niedziela, 13 września 2015
Od Levi'ego CD Alaski
Zaparkowałem samochód w garażu, po czym wyprowadziłem Twix'a na krótki spacer, wykapalem go szybko i zostawilem w pokoju. Wyszedlem jeszcze na dziedziniec.
~*~
Przytuliłem Alaskę nic nie mówiąc. Jedynie uśmiechnąłem się sam do siebie.
-Lepiej chodź już.
Mruknąłem odsuwając się od niej, poszedłem przodem do akademi.
-Jak go nazwałeś ?
-Twix.
Alaska wybuchnęła śmiechem, podeszła do mnie i szturchnęła mnie.
-Czemu akurat Twix ?
Zmierzyłem ją spojrzeniem po czym przewróciłem oczami, nic już nie mówiłem. Odprowadziłem dziewczynę do pokoju, pożegnałem ją ledwo widocznym uśmiechem i odszedłem do siebie.
~*~
Zerwałem się z łóżka słysząc budzik, nerwowo szukałem telefonu który jak się okazało leżał pod łóżkiem. Wyłączyłem go po czym wziąłem ubrania i poszedłem do łazienki, wziąłem szybki prysznic po czym ubrałem się i wyszedłem z Twix'em na spacer. Pies ciągnął do drzwi, trudno było go utrzymać jednak kiedy tylko wyszliśmy na dwór odrobinę się uspokoił. Zrobiłem z nim godzinną rundę po lesie no i wróciłem do akademii. Po drodze wziąłem kilka kanapek i poszedłem z nimi i psem do pokoju. Nakarmiłem pupila i nalałem mu świerzą wodę, zjadłem śniadanie póki jeszcze Twix był zajęty swoją miską. Spojrzałem się na zegarek, do zajęć miałem jeszcze godzinę.
~*~
Było kilka minut po siedemnastej, odniosłem talerz na stołówkę. Póki co Twix spał więc poszedłem pomęczyć Alaskę. Zapukałem do drzwi jej pokoju. Drzwi otworzyła mi wysoka dziewczyna, właściwie to dorównywała mi wzrostem. Spojrzała się na mnie wyczekująco, zmierzyłem ją wzrokiem po czym mruknąłem:
-Jest może Alaska ?
Dziewczyna pokręciła głową.
-Z tego co mówiła, poszła do nowego konia. Powinna być na ujeżdżalni.
Wymruczałem podziękowania po czym obróciłem się na pięcie i poszedłem we wskazane miejsce.
~*~
Dziewczyna lonżowała klacz, cicho podszedłem do niej, zasłoniłem jej oczy uśmiechając się cicho. Zadrżała lekko a ja nachyliłem się nad nią i przygryzłem jej ucho.
-To bolało !
Krzyknęła wyrywając się, kiedy mnie zobaczyła na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
-I tak zrobiłem to delikatny.
Rzuciłem przeczesując włosy.
(Alaska ?
wtorek, 8 września 2015
Od Alaski CD Levi'ego
Wsiadłam do samochodu i zapięłam pasy. Po chwili miejsce kierowcy zajął Levi, który od razu odpalił samochód i ostrożnie wjechał na jezdnie. Musieliśmy nadłożyć drogi, żeby dostać się do weterynarza. Była już jesień, a ja zostałam w samym podkoszulku. Skrzyżowałam ramiona i oparłam się o szybę. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Brunet musiał to zauważyć, bo sięgnął do tyłu i podał mi bluzę.
-Niestety ogrzewanie jest popsute.-Powiedział, a ja się uśmiechnęłam wdzięcznie zakładając okrycie. Po ponad dwudziestu minutach jazdy po wyboistych drogach samochód zatrzymał się przed kliniką weterynarii. Wysiadłam z samochodu i opuściłam rampę. Klacz nerwowo przebierała kopytami w miejscu. Wyprowadziłam ją na zewnątrz i zaczęłam chodzić, żeby się rozluźniła. W tym czasie Levi poszedł po weterynarza, z którym wrócił po jakiś piętnastu minutach. Doktor zaczął od psa, który posłusznie czekał w samochodzie. Weterynarz zabrał go do środka, a ja nadal krążyłam po dworze. Wreszcie po pół godzinie sterczenia na mrozie, klacz została zabrana na badania kontrolne. Weszłam do środka, gdzie nie było ani trochę cieplej. Opatuliłam się szczelnie bluzą i usiadłam na krześle. Przyglądałam się, jak Levi zaprzyjaźnia się z psem. Dwadzieścia minut z zegarkiem w ręku minęło, kiedy weterynarz wyszedł.
-Wszystko w porządku,jest zdrowa jak ryba. Niestety nie zgadzają mi się jej dane. Wygląda na dużo młodszą. Może uda mi się ustalić jej prawdziwe dokumenty. Na razie może pani ją zabrać.-Powiedział mężczyzna w średnim wieku, a ja kiwnęłam głową w geście zrozumienia. Odebrałam klacz od pielęgniarki i ruszyłam z nią w stronę przyczepy. Wprowadziłam ją bez problemu, zamknęłam przyczepę i usiadłam na miejscu pasażera.
-Wszystko w porządku?-Zapytał brunet wsiadając do samochodu. Uśmiechnęłam się delikatnie i skinęłam twierdząco głową. Ruszyliśmy w drogę powrotną, która przez korki trwała, aż dwie godziny. Wreszcie koło dwudziestej samochód zatrzymał się na szkolnym parkingu. Wysiadłam z pojazdu i opuściłam rampę. Wyprowadziłam Sarine i ruszyłam z nią w stronę stajni. Przeszłam prawie całą, aż zatrzymałam się przy dawnym boksie Anioła. Klacz weszła do boksu świeżo pościelonego przez stajennego. Zamknęłam drzwiczki i zdjęłam z nich tabliczkę z danymi Pustynnego Anioła. Zdjęłam jeszcze klaczy kantar, na którym była moja koszula. Wrzuciłam jej do żłobu marchew i ruszyłam do siodlarni. Zostawiłam w mojej szafce tabliczkę i kantar. Ruszyłam w stronę akademii, byłam głodna i bardzo zmęczona. Idąc przez dziedziniec zauważyłam Levi'ego, który siedział na ławce wpatrzony w gwiazdy, które już ukazały się na niebie. Brunet wstał, kiedy mnie zauważył. Podeszłam i przytuliłam się do niego bez słowa. Chłopak mnie delikatnie objął.
-Dziękuje.-Szepnęłam w końcu.
Levi
-Niestety ogrzewanie jest popsute.-Powiedział, a ja się uśmiechnęłam wdzięcznie zakładając okrycie. Po ponad dwudziestu minutach jazdy po wyboistych drogach samochód zatrzymał się przed kliniką weterynarii. Wysiadłam z samochodu i opuściłam rampę. Klacz nerwowo przebierała kopytami w miejscu. Wyprowadziłam ją na zewnątrz i zaczęłam chodzić, żeby się rozluźniła. W tym czasie Levi poszedł po weterynarza, z którym wrócił po jakiś piętnastu minutach. Doktor zaczął od psa, który posłusznie czekał w samochodzie. Weterynarz zabrał go do środka, a ja nadal krążyłam po dworze. Wreszcie po pół godzinie sterczenia na mrozie, klacz została zabrana na badania kontrolne. Weszłam do środka, gdzie nie było ani trochę cieplej. Opatuliłam się szczelnie bluzą i usiadłam na krześle. Przyglądałam się, jak Levi zaprzyjaźnia się z psem. Dwadzieścia minut z zegarkiem w ręku minęło, kiedy weterynarz wyszedł.
-Wszystko w porządku,jest zdrowa jak ryba. Niestety nie zgadzają mi się jej dane. Wygląda na dużo młodszą. Może uda mi się ustalić jej prawdziwe dokumenty. Na razie może pani ją zabrać.-Powiedział mężczyzna w średnim wieku, a ja kiwnęłam głową w geście zrozumienia. Odebrałam klacz od pielęgniarki i ruszyłam z nią w stronę przyczepy. Wprowadziłam ją bez problemu, zamknęłam przyczepę i usiadłam na miejscu pasażera.
-Wszystko w porządku?-Zapytał brunet wsiadając do samochodu. Uśmiechnęłam się delikatnie i skinęłam twierdząco głową. Ruszyliśmy w drogę powrotną, która przez korki trwała, aż dwie godziny. Wreszcie koło dwudziestej samochód zatrzymał się na szkolnym parkingu. Wysiadłam z pojazdu i opuściłam rampę. Wyprowadziłam Sarine i ruszyłam z nią w stronę stajni. Przeszłam prawie całą, aż zatrzymałam się przy dawnym boksie Anioła. Klacz weszła do boksu świeżo pościelonego przez stajennego. Zamknęłam drzwiczki i zdjęłam z nich tabliczkę z danymi Pustynnego Anioła. Zdjęłam jeszcze klaczy kantar, na którym była moja koszula. Wrzuciłam jej do żłobu marchew i ruszyłam do siodlarni. Zostawiłam w mojej szafce tabliczkę i kantar. Ruszyłam w stronę akademii, byłam głodna i bardzo zmęczona. Idąc przez dziedziniec zauważyłam Levi'ego, który siedział na ławce wpatrzony w gwiazdy, które już ukazały się na niebie. Brunet wstał, kiedy mnie zauważył. Podeszłam i przytuliłam się do niego bez słowa. Chłopak mnie delikatnie objął.
-Dziękuje.-Szepnęłam w końcu.
Levi
sobota, 5 września 2015
Od Levi'ego CD Alaski
Weszliśmy do pierwszej hali, rozglądałem się po prowizorycznych boksach zrobionych na czas sprzedaży. W tym zamęcia szybko zgubiłem Alaskę, jednak wiedziałem, że spotkamy się przy moim samochodzie. Nie zastanawiając się nad tym dłużej oglądałem konie, większość z nich była bardzo zadbana jednak zdarzały się wyjątki, jak z resztą zwykle. Moją uwagę przykuł pies który krążył przef halą, z podkulonym ogonem zaglądał do środka. Powoli podszedłem do jiego wyciągając ostrożnie rękę, przestraszony pies na początku odsunął się jednak po chwili powoli podszedł do mnie. Był brudny, ale na szczęście tylko to.
-Czy ktoś wie czyj jest ten pies !
Krzyknąłem przykładając dłonie do ust, wszyscy wzruszyli ramionami. Poczekałem chwilę jednak nikt się nie zgłosił, chwyciłem sznur który robił za obrożę i delikatnie szarpnąłem, pies niepewnie zaczął iść za mną do samochodu.
-No kolego, jedziesz ze mną.
Pogłaskałem go po głowie idąc dalej.
~*~
Spojrzałem się na dłoń dziewczyny, otworzyłem drzwi samochodu. Pies od razu skoczył na siedzenie, pogłaskałem go jeszcze raz po czym spod siedzenia wyciągnąłem apteczkę. Przymyłem ręce, wyciągnąłem bandaż oraz wode utlenioną i podszedłem do dziewczyny. Chwyciłem delikatnie jej rękę, odkaziłem ranę i opatrzyłem ją.
-Dzięki.
Wymruczała poprawiając bandaż, pokręciłem głową i zmierzwiłem jej włosy.
-Przygarniesz go ?
-Tak, jedziemy jeszcze do weterynarza. Zarówno z nim jak i twoim nowym koniem.
-Ok. Dziękuje.
Alaska szturchnęła mnie w ramię po czym poszła na miejsce pasażera. Stałem chwilę patrząc się za nią po czym usiadłem za kierownicą.
(Alaska ?)
-Czy ktoś wie czyj jest ten pies !
Krzyknąłem przykładając dłonie do ust, wszyscy wzruszyli ramionami. Poczekałem chwilę jednak nikt się nie zgłosił, chwyciłem sznur który robił za obrożę i delikatnie szarpnąłem, pies niepewnie zaczął iść za mną do samochodu.
-No kolego, jedziesz ze mną.
Pogłaskałem go po głowie idąc dalej.
~*~
Spojrzałem się na dłoń dziewczyny, otworzyłem drzwi samochodu. Pies od razu skoczył na siedzenie, pogłaskałem go jeszcze raz po czym spod siedzenia wyciągnąłem apteczkę. Przymyłem ręce, wyciągnąłem bandaż oraz wode utlenioną i podszedłem do dziewczyny. Chwyciłem delikatnie jej rękę, odkaziłem ranę i opatrzyłem ją.
-Dzięki.
Wymruczała poprawiając bandaż, pokręciłem głową i zmierzwiłem jej włosy.
-Przygarniesz go ?
-Tak, jedziemy jeszcze do weterynarza. Zarówno z nim jak i twoim nowym koniem.
-Ok. Dziękuje.
Alaska szturchnęła mnie w ramię po czym poszła na miejsce pasażera. Stałem chwilę patrząc się za nią po czym usiadłem za kierownicą.
(Alaska ?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)