Zastanowiłam się nad jego słowami. Nie miałam w sumie tego dnia nic ważnego do roboty, ale... niech będzie samo kino.
- Tak - odparłam krótko. Benjamin uśmiechnął się. - Dawno nie byłam w kinie. Co leci.
- 50 twarzy Grey'a - powiedział szczerząc zęby.
- Idziemy naoglądać się seksu? - wydęłam policzki.
- Skądże znowu, to wręcz klasyka! - odpowiedział poważnie chłopak.
- Czyli jednak gołe dziwki - rzuciłam stając z krzesła.
- Niestety, bywa! Nie mów, że tego nie czytałaś...
- Zdziwiłabym się gdybyś powiedział, że to czytałam - parsknęłam.
- A jednak! To jesteśmy umówieni, mam rozumieć? - zapytał figlarnie gdy odłożyliśmy tacki. Odrzuciłam włosy i poprawiłam na ramieniu torbę.
- Tak. Lecę na lekcje, już zaliczyłam dwa spóźnienia. Potem się widzimy bo mamy razem angielski i w-f - powiedziałam szybko, cmoknęłam go przelotnie w policzek i pobiegłam do sali.
***
Kilka pierwszych lekcji to była istna masakra. Nie zrozumiałam nic z ani jednej. Z resztą - nawet nie próbowałam się skupić. Co mi z tego, że będę wiedzieć, że g = 10 m/s2, skoro nie będę potrafiła przykładowo stanąć na rękach na koniu w galopie? Hę?
Jedynie na angielskim miałam trochę zabawy, bo mieliśmy cicho pracować w parach, a my z Benem trochę się rozgadaliśmy, więc baba chciała nas przesadzić. Benjamin powiedział, że nigdzie mnie nie puści, a gdy babsko zagroziło uwagą do dziennika, chłopak puścił mnie i dobitnie pocałował prosto w usta, więc tak czy siak uwagi dostaliśmy. Chociaż było zabawnie. Potem rozruszałam się nieco na wf-ie, bo mieliśmy łączony z chłopakami, i moja drużyna ograła drużynę z Benem 5:4. Ta lekcja była ostatnia, więc zaraz po niej postanowiłam iść do stajni, gdyż o 14 miał przyjechać wet.
- Nieźle grasz, skarbie - skomplementowalam Benjamina w drodze do stajni. Na te słowa jęknął.
- Nie chcę mieć nigdy więcej z tobą w-f, zrozumiano?
- Ale ciemu? - objęłam chłopaka w pasie i wygięłam usta w podkówkę.
- Bo źle się z tobą przegrywa, ot co! - wykrzywił się chłopak, ale również mnie objął.
- E tam, nie przesadzaj - rzuciłam lekko. Weszliśmy do stajni. - Ciekawe, jak się ma mój ogierek.
- Nie powinno być źle... - powiedział niepewnie Benjamin i zajrzał do konia. Niestety, mylił się. Noga spuchła, i wyraźnie sprawiała koniowi ból. Jęknęłam.
- Jest jeszcze gorzej - wymruczałam ponuro. W oczekiwaniu na weterynarza przeczyściłam go miękką szczotką. Kiedy skończyłam, zjawił się wet.
- Cześć Melloow, co słychać? - rzucił z uśmiechem. - Zaraz zajmiemy się Espada - okropnie go lubiłam, był taki empatyczny i przystojny. Na chwilę zapomniałam o Benie.
- Hej Lucas. Okropnie się o niego martwię... nie jest chyba najlepiej - powiedziałam wpuszczając go do boksu. Obejrzał uważnie nogę.
- Nie jest to zakażenie, zwykła reakcja obronna. Nie wygląda to poważnie, ale wszystko zależy od przyczyny utykania... ale raczej możemy wykluczyć inne części ciała poza nogą. Inaczej nie zrobiłaby się opuchlizna. Kiedy to zauważyłaś? - zapytał mnie. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, odezwał się Benjamin:
- Podczas treningu woltyżerki, kiedy Mell spadła na jego grzbiet - powiedział szybko, a ja zgromiłam go wzrokiem.
- Wcześniej mieliśmy trening skokowy, więc mógł się opracować - wyjaśniłam patrząc z ukosa na Bena.
- Ta kulawizna to bardzo prawdopodobne, że właśnie z naciągnięcia. Wcześniej stał na pastwisku?
- Nie, w boksie.
- To wszystko jasne. Nie może stać w boksie, a potem mieć dwóch intensywnych jazd. Nie jestem pewien czy to od tego, ale równie dobrze mogło boleć go dłużej, tylko tego nie okazywał. Przepiszę mu maści i lekarstwa, a jutro ci je wyślę, ok? - uśmiechnął się.
- Jasne - odwzajemniłam uśmiech.
- A następnym razem... Niech biega co najmniej trzy godzinki po pastwisku, i jeśli z nim nie pracujesz, wpinaj go po pół godzinki do karuzeli - dodał jeszcze zamykając torbę. - Skoro jestem, zrobię jeszcze przegląd generalny, i to by było na tyle.
- I całe szczęście! - rzucił cicho Benjamin z naburmuszoną miną. Szturchnęłam go, żeby się zachowywał, ale Lucas tylko zaśmiał się.
- Mam dwadzieścia siedem lat, jestem dla niej za stary - z uśmiechem na ustach oznajmił Lucas Benowi. To w sumie urocze, że był zazdrosny. Ben tylko prychnął.
- Koń zdrów jak ryba, poza nogą rzecz jasna. Lekarstwa wyślę ekspresem, może dojdą na jutro albo pojutrze. Do zobaczenia, Mell! - uścisnął moją dłoń i dotknął mnie po ramieniu.
- Do zobaczenia! - uśmiechnęłam się do niego zalotnie. Kiedy wyszedł, zauważyłam jak Ben odetchnął z ulgą.
- On ma narzeczoną w ciąży - roześmiałam się, przylgnęłam do niego i pocałowałam go namiętnie.
<Ach, Benioszku zazdrośniku xD ^^ sorki, że nijakie, jakieś takie bez składu i długo czekałaś, ale mam małe komputerowo-telefonowe problemy ;-;>
czwartek, 12 lutego 2015
Od Rose CD Stu
Obudziłam się nie spokojnym drgnięciem. Jak ja nie lubiłam budzić się z koszmarów i w tym samym momencie zapominać o czym były.
Nie mam ochoty schodzić z kolan Stu, czuje się w nich taka bezpieczna, ale muszę. Chłopak patrzy na moją twarz i widzi, że mam otwarte oczy. - Rose - odezwał się cicho.
Popatrzyłam w jego oczy czekając na dalszą część zdania, ale on chwycił moją rękę i podciągnął rękaw. Odwróciła wzrok nie mogąc na niego patrzeć i obserwowałam co robi. Powoli przejechał po jednej bliźnie i powiedział:
- Dlaczego to robisz?
- Nie robię, przynajmniej staram się nie robić - nie miałam odwagi popatrzeć na niego.
- Co się takiego stało? - mówił cicho, ale stanowczo.
- Nie chce o tym mówić.
- Ej, popatrz na mnie - odwróciłam głowę. Nasze twarze oddzielały milimetry. - Możesz zawsze do mnie przyjść i się wyglądać.
- Jasne zapamiętam - oparłam głowę o jego ramię.
- To co? Masz dość spania? - zachowywał się jakby tego nie było i to mi się podobało.
- Taa, jestem ciekawa co będę robić w nocy - zaśmiałam się. - Długa byłam nieobecna?
- Dosyć, ale na kolacje jeszcze zdążymy, umieram z głodu.
- No dobra, dobra. Trzeba było mnie obudzić.
- Nie było potrzeby i za mocno spałaś.
- Jasne. Chodź - wstałam i pociągłam go za rękę.
Zeszliśmy w ciszy na dół. Stuart zabrał jakieś bułki z czekoladą oraz kakao i poszedł zająć stolik. Mieliśmy miejsca do wyboru do koloru. Panie zapamiętały już, że to ja jestem tą od owoców i dały mi kombinacje różnych . Zawsze dostawałam inne mieszanki.
- Teraz już wiem, dlaczego jesteś taka chuda - powiedział Stu, gdy siadłam naprzeciw niego.
Uśmiechnęłam się lekko.
Stu?
Nie mam ochoty schodzić z kolan Stu, czuje się w nich taka bezpieczna, ale muszę. Chłopak patrzy na moją twarz i widzi, że mam otwarte oczy. - Rose - odezwał się cicho.
Popatrzyłam w jego oczy czekając na dalszą część zdania, ale on chwycił moją rękę i podciągnął rękaw. Odwróciła wzrok nie mogąc na niego patrzeć i obserwowałam co robi. Powoli przejechał po jednej bliźnie i powiedział:
- Dlaczego to robisz?
- Nie robię, przynajmniej staram się nie robić - nie miałam odwagi popatrzeć na niego.
- Co się takiego stało? - mówił cicho, ale stanowczo.
- Nie chce o tym mówić.
- Ej, popatrz na mnie - odwróciłam głowę. Nasze twarze oddzielały milimetry. - Możesz zawsze do mnie przyjść i się wyglądać.
- Jasne zapamiętam - oparłam głowę o jego ramię.
- To co? Masz dość spania? - zachowywał się jakby tego nie było i to mi się podobało.
- Taa, jestem ciekawa co będę robić w nocy - zaśmiałam się. - Długa byłam nieobecna?
- Dosyć, ale na kolacje jeszcze zdążymy, umieram z głodu.
- No dobra, dobra. Trzeba było mnie obudzić.
- Nie było potrzeby i za mocno spałaś.
- Jasne. Chodź - wstałam i pociągłam go za rękę.
Zeszliśmy w ciszy na dół. Stuart zabrał jakieś bułki z czekoladą oraz kakao i poszedł zająć stolik. Mieliśmy miejsca do wyboru do koloru. Panie zapamiętały już, że to ja jestem tą od owoców i dały mi kombinacje różnych . Zawsze dostawałam inne mieszanki.
- Teraz już wiem, dlaczego jesteś taka chuda - powiedział Stu, gdy siadłam naprzeciw niego.
Uśmiechnęłam się lekko.
Stu?
Od Nathan'a
Rozglądnąłem się wokoło. Rudy, gdy tylko otworzyłem drzwi wystrzelił jak z procy i tyle go widzieli. Od czego by tu zacząć? Myślę… że stajnia to najodpowiedniejsze miejsce. Zamknąłem samochód i schowałem do kieszeni kluczyki. Poenix powinien dotrzeć tutaj co najmniej godzinę temu. Akurat trafiłem na faceta, który wyglądał na stajennego. Kiedy zapytałem się o nowe konie, odburknął coś o boksie nr 62. Znalazłem tam konia, który z zadowoleniem żuł siano. Zaglądnąłem do niego i weszłam do środka. Oglądnąłem jego nogi i z ulgą stwierdziłem, że nie doznał podczas przewozu żadnych urazów. Potarmosiłem jego grzywę i wyszedłem ze stajni. Ośrodek wyglądał na zadbany, porządny i w ogóle niczego sobie. W biurze potwierdziłem swoje przybycie i dostałem numerek pokoju.
- Rezydentuje już tam kilku kawalerów, ale może się dogadacie – uśmiechnęła się do mnie recepcjonistka i dała plan całych włości. Odpowiedziałem jej uprzejmym uśmiechem, i poszedłem po walizki. Nie miałem ich zbyt dużo – przynajmniej swoich. Rzeczy konia i do jazdy zajęły pół samochodu, ale nie zawracałem sobie nimi głowy. Optymistycznie nastawiony ruszyłem do pokoju. Na miejscu był jeden chłopak, przedstawiłem mu się grzecznie, i dowiedziałem się, że jest to niejaki Benjamin. Oprócz niego mieszka tutaj czterech chłopaków, co daje… zaskakująco dużą liczbę osób?! No cóż, nie ważne, dam sobie radę. Lekcje miałem zacząć dopiero jutro, chociaż tyle. Postanowiłem wybrać się jeszcze raz do uroczej recepcjonistki z zapytaniem o dzisiejsze jazdy. Trening skokowy miał się odbyć za godzinę, ruszyłem więc do stajni. Istotnie, kilka osób już szykowało konie. Z obojętną miną przytargałem z auta skokowe siodło, ogłowie i szaro-bury czaprak, który akurat miałem do styrania. Czyszcząc Phoenix’a, obiecałem sobie solennie, że oprowadzę go po całym terenie zaraz po jeździe, Gd tylko wyschnie. Owinąłem się szalikiem, bo było naprawdę zimno. Co z tego, że kiedy spadnie, ten szalik może mnie udusić?!
Po kilkunastu minutach instruktorka kazała wyprowadzać konie. Instynkt kazał mi iść za innymi, co też zrobiłem. Na jeździe było cztery osoby, w tym jedna dziewczyna. Podciągnąłem popręg i wskoczyłem na ogiera, który z uwagą badał otoczenie.
- Chłopak w szarej kurtce, na palomino! – usłyszałem głos instruktorki. Spojrzałem na nią pytającym wzrokiem.
- Imię! – odpowiedziała wesoło.
- Nathan – rzuciłem lekko i musnąłem łydkami boki ogiera.
- Dziewczyna, imię! – doszło moich uszu. Z wyzwaniem w oczach zmierzyłem wzrokiem ową kobietkę.
<Jakieś dojrzałe dziewczę? c: ostrzegam, na ogół piszę dłuższe opowiadania xd>
- Rezydentuje już tam kilku kawalerów, ale może się dogadacie – uśmiechnęła się do mnie recepcjonistka i dała plan całych włości. Odpowiedziałem jej uprzejmym uśmiechem, i poszedłem po walizki. Nie miałem ich zbyt dużo – przynajmniej swoich. Rzeczy konia i do jazdy zajęły pół samochodu, ale nie zawracałem sobie nimi głowy. Optymistycznie nastawiony ruszyłem do pokoju. Na miejscu był jeden chłopak, przedstawiłem mu się grzecznie, i dowiedziałem się, że jest to niejaki Benjamin. Oprócz niego mieszka tutaj czterech chłopaków, co daje… zaskakująco dużą liczbę osób?! No cóż, nie ważne, dam sobie radę. Lekcje miałem zacząć dopiero jutro, chociaż tyle. Postanowiłem wybrać się jeszcze raz do uroczej recepcjonistki z zapytaniem o dzisiejsze jazdy. Trening skokowy miał się odbyć za godzinę, ruszyłem więc do stajni. Istotnie, kilka osób już szykowało konie. Z obojętną miną przytargałem z auta skokowe siodło, ogłowie i szaro-bury czaprak, który akurat miałem do styrania. Czyszcząc Phoenix’a, obiecałem sobie solennie, że oprowadzę go po całym terenie zaraz po jeździe, Gd tylko wyschnie. Owinąłem się szalikiem, bo było naprawdę zimno. Co z tego, że kiedy spadnie, ten szalik może mnie udusić?!
Po kilkunastu minutach instruktorka kazała wyprowadzać konie. Instynkt kazał mi iść za innymi, co też zrobiłem. Na jeździe było cztery osoby, w tym jedna dziewczyna. Podciągnąłem popręg i wskoczyłem na ogiera, który z uwagą badał otoczenie.
- Chłopak w szarej kurtce, na palomino! – usłyszałem głos instruktorki. Spojrzałem na nią pytającym wzrokiem.
- Imię! – odpowiedziała wesoło.
- Nathan – rzuciłem lekko i musnąłem łydkami boki ogiera.
- Dziewczyna, imię! – doszło moich uszu. Z wyzwaniem w oczach zmierzyłem wzrokiem ową kobietkę.
<Jakieś dojrzałe dziewczę? c: ostrzegam, na ogół piszę dłuższe opowiadania xd>
Witamy Nathan'a diCapriano, jego wierzchowca Phoenix'a oraz pupila Augustusa Romulus'a II !
Imię: Nathan
Pseudo: Nat – nie przepada za tym przezwiskiem, bo jest żeńskie.
Nazwisko: diCipriano
Wiek: 18 lat
Głos: ---
Charakter: Nathan to typowy podrywacz. Uwielbia ładne dziewczyny, imprezy, balangi. Na dyskotekach zawsze przoduje. Ale kiedy znika jego paczka, znika muzyka… staje się poważnym, opanowanym i chłodnym chłopakiem rozsiewającym wokół aurę tajemniczości. Często cyniczny, wredny, lubi dogryźć. Nie mówi za wiele, a natrętnych potrafi zbyć dwoma słowami. Niechętnie wyjawia tajemnice i szczegóły ze swojego życia. Ma różne oblicza, niektórzy będą się upierać, że to cholerny skurwysy.n, inni powiedzą: ,,to przecież taki nieśmiały chłopak”. Ciężko jest zdobyć jego zaufanie, ale kiedy już kogoś pokocha… odda za niego życie. Nigdy nie zawracał sobie głowy zakazami i nakazami: zawsze żył jak wolny strzelec, którym z resztą jest do dzisiaj. Szybko się usamodzielnił, jest odważny, inteligentny, zaradny i nieugięty. Kiedy chce, potrafi emanować autorytetem i postawić na swoim. Zawsze musi być górą. Niektórym może do niego zabraknąć cierpliwości… a tobie zabraknie?
Aparycja: Nathan to wysportowany, wysoki chłopak o jasno brązowych włosach. Ma ciemne oczy i ciemną karnację, właściwie nie jest taki najbrzydszy. Ubiera się zwyczajnie, ,,wygodnie ale modnie". Nie ma kolczyków, za to jeden tatuaż… którego prawie nikomu dobrowolnie nie pokazał. W różnych miejscach na ciele ma po kilka blizn, to od upadku z konia, to od bójki albo kota.
Hobby:
- wszelka broń palna… tak, Nathan nie raz obracał się w szemranym towarzystwie
- bilard – jest w tym mistrzem
Partnerka: Może, kiedyś… na razie ma dość byłych.
Rodzina: Był jedynakiem, a rodziców opuścił dość szybko i raczej nie utrzymuje z nimi wylewnego kontaktu.
Ciekawostki:
- pali tylko wtedy, gdy chce się odstresować
- trenuje skoki
Historia: Nie urodził się w jakimś szczególnym miejscu… pochodzi z Niemiec, z Berlina, ale jego rodzice mieli angielskie pochodzenie. Jeździectwem zainteresował go dziadek, który sam hodował kilka zimnokrwistych koni. Mały Nathan zauroczył się końmi, i zaczął uczęszczać na lekcje jazdy. Po pewnym czasie dziadek umarł, a chłopak postanowił trenować skoki. Potem wyprowadził się od rodziców, i wraz z koniem, którego kupił za własne pieniądze (no, trochę mu rodzice dołożyli…), trafił do akademii.
Koń: Phoenix
Pupil: Augustus Romulus
Pokój nr: 2
Login: Cappuccino
Imię: Phoenix
Płeć: ogier
Wiek: 6 lat
Rasa: wlkp (wielkopolak, z domieszką holsztyna)
Budowa: To umięśniony, mocny koń, który jest idealny do skoków. Ma ładną prezentację i dobrze wygląda na zawodach. Jego umaszczenie jest izabelowate (palomino): ciemniejszy tułów i jasna grzywa. Na pysku ma piękną, szeroką strzałkę, nogi bez odmian.
Usposobienie: Phoenix to żywy, energiczny koń, który uważnie słucha i na ogół chętnie współpracuje. Jest odważny i zazwyczaj bezproblemowy - łatwo się przyzwyczaja i przywiązuje. Żwawo rusza na przeszkody i bardzo się stara. Spokój i opanowanie udziela mu się od jeźdźca niemal tak łatwo jak stres i podenerwowanie, dlatego nie nadaje się zbytnio dla niedoświadczonych w jeździectwie ludzi. Jego jedynymi wadami są: częste podgryzanie, które doprowadza Nathana do szału, a którego nie da się w żaden sposób oduczyć oraz dziwna niechęć do przeszkód koloru czerwonego. Nie raz splamili przejazd czerwono-białą stacjonatą… Na ogół nikt, kto na nim jeździł, nie miał do niego większych zastrzeżeń.
Specjalizacja: skoki
Nr. boksu: 62
Właściciel: Nathan diCipriano
Login: Cappuccino
Dodatkowe zdjęcia: 1 2
Płeć: kocur
Wiek: 10 lat
Rasa: Maine Coon
Charakter: Wredny jak mało kto, uparty bardziej niż niejeden osiol, natrętny bardziej od młodszego rodzeństwa - to cały Rudy. Ten kot zniszczy wszystko, z solidnym naciskiem na wszystko. Większość ludzi z krzykiem wyskoczyłaby przez okno po tygodniu spędzonym z nim w jednym pokoju. Żelazna ręka to przy nim mało. Tego kota nie poskromisz żadną siłą, jedynie większym od niego sprytem i pomysłowością. Jak na starego kocura, bardzo dobrze się trzyma, czyż nie?
Inne:
- Nathan całkiem przypadkiem zazwyczaj zamiast ,,Rudy", woła na niego ,,Gruby"...
- pochodzenie jego imienia jest bardzo ciekawe, bowiem jego imiennik, Augustus Romulus był ostatnim rzymskim cesarzem. A dlaczego z dopiskiem II? Bo pierwszy umarł, hehe.
Nr. kojca: 10
Właściciel: Nathan diCipriano
Login: Cappuccino
środa, 11 lutego 2015
Witamy Vivienne Eleonor Mormount i jej wierzchowca Nougata!
Imię: Vivienne Eleonor
Pseudo: Foxi
Nazwisko: Mormount
Wiek: 15 lat
Głos: Ellie Goulding
Charakter: Foxi często ma huśtawki nastrojów. Zazwyczaj zależy to od pogody no i od samego przebudzenia. Zazwyczaj jednak Vivienne jest tolerancyjną osobą, która jak nie ma ochoty z kimś gadać olewa wszystko i wszystkich. Ma szacunek do innych ale jeśli nadużyje się jej cierpliwości to bez koma nie podchodź. Przez to, że wychowała sięw dobrym domu nie używa wulgaryzmów ani słów niecenzuralnych jeśli nie ma takiej potrzeby. A potrzeba jest podczas kłótni XD.
~*~
Vivienne nie należy do osób romantycznych czy nawet chętnych do flirtowania. Jest nieśmiała, znaczy tak jej się tylko wydaje. Może jedynie tak jest w sprawach sercowych. Ale mimo tego, że jest "nieśmiała" uważa, że to chłopak powinnien pokazać, że warto. Czyli to chłopak powinnien zrobić pierwszy krok.
~*~
Vivienne jest osobą cierpliwą, zwłaszcza jeśli chodzi o konie. W stosunku do nich jest delikatna i wytrwała. Przykłads się do treningów jak do niczego innego. Ale nawet czasem przy koniach puszczają jej nerwy jednak te piękne zwierzęta nie obrywają. Przy nich szybko się uspokaja. Dlatego kiedy Foxi ma zły humor można ją znaleźć przy koniach.
Aparycja: Vivienne jest zgrabną dziewczyną średniego wzrostu. Przy wzroście 167 cm waży 48 kg, owszem ma niedowagę ale sama nie jest z tego zadowolona. Jej ksywka "Foxi" wzięła się od jej bujnych rudych włosów, których najdłuższe pasmo sięga do połowy brzucha. Te bujne kudły Vivienne zazwyczaj zostawia rozpuszczone, no i codziennie przykrywa je czapką. Może teraz skupmy się na intrygujących oczach Eleonor. Tęczówki są czysto niebieskie a ich otoczka jest ciemno szmaragdowa. Przy źrenicach występują ciemniejsze plamki prawie, że tego samego koloru co obwódki.
~*~
Styl Foxi nie różni się zbytnio od innych. Dziewczyna lubi koszule i o rozmiar za duże bluzy. Nienawidzi legginsów więc nikt nigdy jej w nich nie zobaczy, ale za to kocha poszarpane i przetarte jeansy. Nie ma nic do spódniczek i sukienek, jednak zakłada je tylko na specjalne okazje.
~*~
Dziewczyna ma kolczyka w biodrze oraz prosty piercing uszu. W planach ma kilka tatuaży.
Hobby: Oczywiście jazda konna, gimnastyka artystyczna, fotografia.
Partner/ka: Szuka
Rodzina:
Brat Tobias
Ojciec Federico
Babcia Eleonor
Ciekawostki: ---
Historia: Foxi urodziła się w Londynie. Wychowywała się w dużej posiadłości ze stajnią. Jej matka jeździła konno tak samo jak teraz Vivienne. Od najmłodszych lat Vivienne fascynowały te piękne stworzenia. Kiedy Foxi skończyła 11 lat jej mama zdążyła jedynie podarować jej źrebaka najlepszych achałów ze stadniny. Tego samego dnia zginęła w wypadku samochodowym. Foxi załamała się tak samo jak reszta rodziny. Jednak zaczęła zajkować się źrebakiem i powoli przyzwyczajała się do braku towarzyszki którym była mama.
Eleonor była zawsze rozpieszczana przez ojca, nawet teraz dofinansowuje ją.
Pupil: ---
Pokój nr: 4
Login: Alayna12
Dodatkowe zdjęcia: ---
Imię: Nougat
Płeć: Ogier
Wiek: 4 lata
Rasa: Achał tekiński
Budowa: Nougat jak każdy Achał tekiński ma smukłą i delikatną budowę. Ma masywną pierś tak samo jak nogi które są długie i za razem szczupłe. Sucha i zgrabna głowa ma prosty profil, jest osadzona na długiej i prostej szyi. Nougat ma duże i pełne wyrazu oczy. Maść konia jest według Foxi imponująca.
Usposobienie: Jak na młodego ogiera, Nougat jest spokojny i dobrze ułożony. Wszystko dzięki staraniom Vivienne, która pracowała nad nim kiedy Nougat potykał się o własne nogi. Ale mimo tych starań ogier często się płoszy oraz zaczepia inne konie. Nougat lubi kiedy poświęca mu się uwagę i czas. Nie ma nic przeciwko pieszczotom ani czyszczeniu.
Specjalizacja: Woltyżerka
Inne: ---
Nr. boksu: 11
Właściciel: Vivienne Eleonor Mormount
Subskrybuj:
Posty (Atom)

